Triathlon Series in Poland, zawody w Olsztynie

moje wszystkie błędy z Dębna
Pokaż wszystkie

Natchniony przez Jacka Nowakowskiego z SAE,  doszedłem do wniosku, że moim sponsorom należy się podsumowanie startu. Żeby wiedzieli, ze sprzęt i pomoc jaką od nich otrzymuję nie idzie w gwizdek, ale realnie z niej korzystam. Pozwolę więc sobie, w tym przedostatnim jak się zapowiada sezonie tri, zamęczyć Państwa tym co przed, na, i po zawodach.

fot. j. Nowakowski Jak Żywek ułoży piankę, to nie trzeba jej przelewać... Choć pod szyją na początku ciśnie ;)

Przed startem – założenia

Wyszliśmy z Trenerem Kowalskim z założenia, że start w Olsztynie będzie startem w pełni treningowym. Zaledwie miesiąc trenowania tri, miesiąc i 10 dni po maratonie. Nie ma co się nastawiać a raczej sprawdzić formę „as is”. Jednocześnie każdy z odcinków miał być w założeniu przeleciany na 100%.  Nie zakładaliśmy ani czasu, ani miejsca. Jak wyglądały perspektywy? Nie ukrywam, że miałem raczej optymistyczne podejście. Wprawdzie dopiero od miesiąca roweruję i pływam ale:

  • Test 2×20’ pokazał, że cisnę, jak to napisał trener powyżej oczekiwań. Pierwsza 20’ w 366 wat a druga 359. Co przy mojej wadze 70kg daje zupełnie przyzwoity w/kg
  • Druga zakładka gdzie po 90’ roweru miałem pobieg NB2 na RPE 7/8, bez szczególnego wpatrywania się w zegarek i trzymania tętna to 10km w 35’11.
  • Ostatnie treningi – przyznaję, pływałem sporo, więcej niż te 3 treningi wpisywane mi w TP, to wprawdzie jeszcze trudne ale już osiągalne pływanie 100m poniżej 1:30

No i waga, która jakoś ciągle, chyba siłą inetrcji oscyluje między 69-71. Wmuszam w siebie batony competition i żele one hand, tak aby ciągle być naładowany (założenie w tym „treningu jelita”) to trzymać się zasady 300kcal/h wysiłku. To sporo. Ale czasami dopycham się kanapką czy herbatnikami swojskiej roboty.

Wyścig

Część pływacką wystartowałem zgodnie z założeniami mocno łapiąc się przy pierwszej boi nawrotowej grupy, która płynęła lekko powyżej mojego komfortowego tempa, przez co na wyjściu z wody miałem lekko umęczone ręce i nogi. Ale jak zobaczyłem jak blisko jest czołówka, to starałem się za wszelką cenę trzymać, albo może napiszę inaczej, zbyt daleko nie odstawać „od nóg” moich konkurentów. Dobra widoczność w wodzie, którą zapewniały otrzymane okularki niewątpliwe w tym pomagała. Tak jak zgłaszałem już Maćkowi Żywkowi – anti fog w nich jest wyjątkowo trwały gdyż ostatnie 2 tygodnie stosowania – one ciągle nie parują. Najbardziej jednak zachwycony jestem komentarzem, że pianka wydaje się na mnie lekko przyduża – znaczy wagę trzymam.

fot. A. Gebhardt

Mocny dobieg do strefy zmian, dość sprawna zmiana (ca 30 w stawce) i mogłem rozpocząć część rowerową. Ciekaw byłem zachwalanych przez Wahoo automatycznych zmian dyscyplin w zegarku RIVALi przyznaję, że zadziałały bez zarzutu. Oczywiście serce mi drżało, ale 3 razy przeczytałem artykuł o tym na stronie ElKapitano. Zanim wsunąłem stopy w ulubione buty LAKE (stosuję ten model z powodzeniem od 2014r) z odkręcaną piętą zegarek już pokazywał mi „cycling”, automatycznie łącząc się z pomiarem mocy w pedałach FAVERO. Zmiany ćwiczyłem u siebie pod domem, dzień przed startem. Jeden jedyny błąd jaki popełniłem, to ćwiczenie ich na suchej nodze. Przez co podczas wyścigu, miałem z zakładaniem butów lekki kłopot, ale do opanowania. Mimo, że starałem się maksymalnie często jechać w pozycji „shrug” to jednak miałem poczucie, że dwie pierwsze pętle to trochę za szybka jazda. Cel jaki dostałem od trenera to 320 watt, a BOLT ledwie wskazywał średnią odcinka w okolicach 300. Nie przejmowałęm się tym, bo na treningach na trenażerze robię sobie midfucka, polegającego na tym, ze BOLT (na którego patrzę) wskazuje niższe waty (z trenażera KICKR), a zegarek, który raportuje do TP wyższe (bo z pedałów). Zwykle różnica to ok 10w. Wiec jak tylko nie mam już siły na akcencie i spada mi motywacja wraz ze spadającymi watami, to wystarczy look na zegarek i od razu człowiek szczęśliwy, bo jednak trzyma się założeń.

fot. P.Nowosielski

Na 3 pętli przestałem jednak cisnąć, bo zarówno nogi piekły, jak również na powrocie trochę brakowało przełożeń, a nie chciałem kręcić kadencji ponad 100. Chciałem też mniej więcej świeży zejść na bieg. I tak się też stało. Świadomie dałem się wyprzedzić Pawłowi Reszke i Krzysztofowi Spyrze (znaczy nie oddawałem, ja mnie wyprzedzali) i od ostatniego nawrotu wizualizowałem zejście z roweru oraz T2. Plan na bieg miałem prosty. Dobrze zmienić buty (zakładając skarpetki) i pocisnąć co najmniej po 3:35/km. Ostatecznie wyszło 3:36/km, co i tak daje najszybsze bieganie w stawce. Biegłem w skarpetkach NB i butach Team Elite, w których biegłem maraton. Jedyne co zmieniłem to zamieniłem sznurówki na sznurówko-gumki Huub’a. Podobnie jak zmiana swim/bike, również zmiana bike/run zadziałała automatycznie. Petarda to jest. I co najważniejsze, zegarek uruchomił się na bieg w takim set upie tarczy, jakiej używam na treningu.

Tak jak odkryciem zawodów jest automatyczny multisport w RIVAL’u, tak również fajnym updgrade zawodów okazał się head band, który cudnie zabezpiecza okulary Oakley PRISM przed zalewaniem wodą (oczywiście piszę o części biegowej). Jestem ciekaw jak się on sprawdzi w lekko cieplejsze dni niż wczoraj.

Na rowerze wypiłem 2 bidony ISOCARB 2:1 oraz 2 żele typu concentrat. Jeden „one hand” wziąłem na część biegową, ale niestety wypadł mi ze spodenek retro 😊

To nie brak szacunku, ale obowiązki Dziadka. Wybaczcie Panowie. Myślę, ze postawienie na najwyższym stopniu podium Kudłatego, też fajnie na niego zadziała

Podsumowując występ: pływanie bardzo dobre, rower do dużej poprawy, bieganie średnie, bo marzyło mi się 3:30/km. Ale to dopiero pierwszy miesiąc treningu. Następny start to Challenge Gdańsk i dystans średni – czyli 70,3 IM. Tam będzie większy czelendż. Wygrać z Klubową Sztafetą Działaczy i Szwagrów

Czuję dzisiaj spore zmęczenie. Dostałem tradycyjne poniedziałkowe wolne, idę na masaż, jestem już po ważniejszej części pracy, bo dzień zacząłem od szkolenia managerów w Australii (a tam popołudnie, jak u nas 6 rano).  Jutro regeneracyjny rower i pływanie, a potem… się zobaczy, bo jak to napisał Trener, nie chce mnie docisnąć za mocno, jeśli start A dopiero w październiku

1 Komentarz

  1. Maciej pisze:

    Fajny wpis, dużo konkretów. Twój art. pokazuje jak duży wpływ mają detale, które masz dopieszczone i to mocno. Tak w każdym razie mi się wydaje, że to jest to. Ciekawe, czy jakbyś zjadł żela na biegu, który zgubiłeś, to wynik byłby ciut lepszy? Ale tego już się nie dowiemy. Gratki!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *