Pytania na/po konferencji
felietony 2020
Pokaż wszystkie

Moje top 3 mijającego roku. Zarówno te pozytywne jak i negatywne. Wraz z krótkim uzasadnieniem wyboru. Zapraszam do dzielenia się swoimi.

Pozytywy

Organizacja zawodów triathlonowych „new normal style”.

Z oczywistych powodów nie postartowałem zbyt wiele. I jak wiadomo, bynajmniej nie piszę o pandemii 😉. Starty w Olsztynie i Malborku pokazały mi, że mając trochę oleju w głowie można zorganizować zawody w sposób bezpieczny, a przede wszystkim „przyjazny” dla zawodnika. To w jaki sposób przepisy pandemiczne usprawniły udział w części PRE zawodów triathlonowych, mam nadzieję zostanie z nami również w czasach „normalnych”. Po co odprawa WYŁĄCZNIE na żywo, jak może być online (pewnie regułą będzie hybryda). Po co biuro zawodów, jak można wszystko znaleźć w koszyku. Szybciej, sprawniej i (dla mnie przynajmniej) wygodniej

Wysyp „alternatywnych” form ścigania.

Choć czuję, ze formuła „triathlonu korespondencyjnego” się wyczerpała, to dumny jestem, ze lat temu kilka przewidzieliśmy „korespondencyjne”, „wirtualne” ściganie. Nie na darmo mówi się, że szukanie alternatyw Polacy mają we krwi. Wprawdzie ten „wirtualny” świat, zawsze będzie tylko protezą, ale lepszy rydz, niż nic. A obserwowanie jakie rekordy podczas VR Ironman bije Professore aż kłuło w oczy. Zapewne ta „wirtualna” rozgrzewa pozwoliła pobić zeszłoroczny rekord w akcji „świąteczne bieganie”. A może po prostu to zasługuje na oddzielny wpis. Bo siła w nas ogromna i naprawdę ostrzę zęby na 100k w 2021.

5 miesięcy to naprawdę sporo czasu.

Wiem, że w 24 kwietnia, poza całym tym syfem miałem też sporo szczęścia. 20 cm w lewo i nie byłoby co zbierać. Ale te 5 miesięcy pokazało mi, że determinacja, życzliwi ludzie dookoła i… trenażer potrafią zdziałać cuda. I można wrócić z głębokiej dooopy

Negatywy

Nie, nie będzie o decyzjach rządowych, o zamykaniu lasów, mandatach za bieganie czy rowerowanie. Wystarczająco się o tym nagadaliśmy na forach i ciągle mam wrażenie, ze nikt nikogo nie przekonał. Po prostu pozostańmy przy swoim zdaniu, choć argument: „twoja plwocina z biegania, jak przyklei mi się do mojego buta i wniosę ją do domu…” ciągle jest dla mnie argumentem pierwsza klasa

Odpuszczamy, bo jest COVID.

W firmie gdzie jestem udziałowcem obcinaliśmy pensje. Stawiało to wielu z nas przed sytuacją nie do pozazdroszczenia. Hobby jakim jest triathlon czy bieganie znika wtedy z rozkładu dnia, bo celem jest przeżyć. Jasne i nienegocjowalne. Jednak sporo moich znajomych odpuściło, nie z tych powodów. Za ciężko było im trenować w „tych czasach”. Dla mnie bieganie jest sposobem na uwolnienie głowy. Dla nich zapewne było dodatkowym bodźcem stresującym. W ogóle sport i ruch fizyczny jest dla mnie elementem stałym. Takim jak oddychanie. O tym, że wystarczy kogoś popchnąć w tym kierunku przecież świadczy cała masa ludzi, którzy podczas „świątecznego biegania” spacerowali. Sami, z dziećmi, rodzinami. Nabijali km i potem byli z tego dumi. Nie jest dobrą sprawą wybór alternatywy w postaci telewizora, czy też mediów społecznościowych. Prędzej czy później będziecie tego żałować. Począwszy od zmian rozmiaru ubrania.

Gumy nie zastąpią basenu

Mimo, że „pływanie jest przereklamowane” to jednak od czasu do czasu do tej wody trzeba wejść 😉. I jeśli nie mogą być to wody otwarte, to cała triathlonowa Polska cisnęła na gumach. Szczerze tego nie lubiłem. To już chyba wolałem basen. Na szczęście w kwietniu skończył mi się dylemat. Zamknięcie basenów dla amatorów pokazało też (pojedyncze na szczęście) głosy świadczące o tym, że nie jesteśmy triathlonistami „en masse”. Głosy na forach triathlonowych:  „dlaczego kluby pływackie mogą a my nie. Jak wszyscy nie mogą to wszyscy” były przerażające. W kwietniu nie zauważyłem żadnej triathlonowej akcji w stylu „uwolnić pływalnie”. Podobnie niemy był PZTri. Choć za ostatnią akcję powołująca wszystkich do kadry – szacunek wielki. I mimo, że mentalnie coraz bardziej oddalam się o typowego triathlonisty, to i tak chyba nasz hejt na orgów za odwołane zawody był na podobnym poziomie jak wśród biegaczy. No cóż, nie każdy miał tyle odwagi i szczęścia co Labosport.

Nie ma zawodów, nie ma sensu trenować. Idę w rekreację.

Kompletnie nie rozumiem argumentów „nie trenuję, bo i tak nie będzie gdzie startować”. Moje 10km na Leśnej pokazało mi, że można nieźle się „spiąć” nawet bez zawodów, jeśli tylko sami sobie wystarczająco wysoko powiesimy poprzeczkę. Wydaje mi się, że 2021 będzie rokiem tych, którzy nie odpuścili. Przed tegoroczną Chomiczówką usłyszałem od Tomka Kowalskiego: „Nie przejmuj się tym, ze do tej pory mało było akcentów biegowych (był to pierwszy start po roztrenowaniu). Bazujesz w końcu na kilku latach budowanej wytrzymałości”. I tak patrzę na swoją przygodę z triathlonem czy też bieganiem. Ja nie zbudowałem „życiowego roweru” kręcąc tylko od maja. Ja nie planuję zrobić sub 228 zaczynając od 11 stycznia (zdejmują mi wtedy szwy, więc zaczynam formalnie trenować). To się buduje jak warstwy. Wiec przejście w tryb „rekreacyjny” tylko z powodu takiego, ze nie ma zawodów jest błędem. A zapauzowanie korzystania z usług trenerskich jest błędem podwójnym. Kiedy jak nie w takim właśnie roku był czas na eksperymenty, na sprawdziany, zobaczenie co działa, co nie działa. A może po prostu to była tylko wymówka. Bo tak naprawdę to wolimy chipsy 😉

 

Najlepszego w 2021 i żebyśmy mogli poszaleć na treningach i na zawodach

Komentarze są wyłączone.