Mistrzostwa Europy – prestiż czy obciach?

Po ME w Olsztynie
Challenge Gdańsk, impreza do której warto wracać…
Pokaż wszystkie

 

Czytam komentarze, rozmawiam z ludźmi i odnoszę wrażenie, że start w ME w Olsztynie to obciach, żenada i generalnie kto startował ten frajer, bo wydał 2000zł. A to niepełna reprezentacja krajów europejskich, a to za mało uczestników, a to niski poziom, czy argument koronny – co to za ME, na które można się zapisać.

Postaram się odnieść do tych komentarzy zarówno z perspektywy mistrza Europy, jak też osoby, która jedną nogą jednak jest już poza „tą dyscypliną”. Nie wiem czy uda mi się być obiektywnym, ale mam nadzieję, że nikogo nie urażę, a na pewno nic nie rozstrzygnę. Bo jak wiadomo dwóch Polaków – 3 opinie, i nieważne jest czy ja mam rację, ważne, żebyś Ty racji nie miał 😊

W roku 1987 po sprawdzianie na 1000m zostałem „nominowany” do międzyszkolnych zawodów w Olsztynie. NOMINOWANY. Reprezentowałem Szkołę Podstawową nr 2. Duma! Już rok później, jako zawodnik Gwardii Olsztyn, przed zawodami przełajowymi, Trener Ludwichowski powiedział: „Baltazar, jak dasz z siebie wszystko, to może uda ci się na makroregion pojechać”. Ja? Na Makroregion? Gdzie do ludzi? W kolejnym roku po ścianach z radości chodziłem, jak udało mi się złapać kwalifikacje na Spartakiadę Młodzieży (wtedy tak się nazywały Mistrzostwa Polski). W tym roku już dwa razy wystartowałem w imprezie mistrzowskiej (Świata – Dania, Europy – Polski), gdzie można się było zapisać z ulicy. Każde triathlonowe MP organizowane w naszym kraju, są to zawody, gdzie nie trzeba reprezentować żadnego poziomu sportowego. Płacisz – występujesz. Zresztą żeby daleko nie szukać – jeśli zapisałeś się na Mistrzostwa Świata w Półmaratonie w Gdyni, jesteś dokładnie w tej samej sytuacji co „reprezentanci” na ME w Olsztynie. Z tą różnicą, że nie masz ładnego dyplomu, który „powołuje cię” na tę imprezę. Swoją drogą GENIALNIE robi to Polski Triathlon, łechcąc ego triathlonisty jakby najdelikatniejszym piórkiem. Subtelnie, a ciary idą po całym ciele.*

Inną sprawą jest to, że niektórym zawodnikom i zawodniczkom niszowość naszej dyscypliny pomyliła się z elitarnością, to już kwestia świadomego spoglądania w lustro i widzenia tam nie tego, co chce się zobaczyć, a tego co widać. Tak więc, poza KONA i Samorin, ZAPISUJEMY się na zawody rangi mistrzowskiej. Jak się gra, tak się ma. I jeśli takie są reguły tej gry, to czemu z nich nie skorzystać i chwalić się wnukom dyplomem POWOŁUJĄCYM nas do kadry. To trochę tak jak moje sub 8h z IRONMAN Barcelona. Pewnie z czasem sam zapomnę, ze było tam tylko 1000m pływania. Czy to oznacza, że mniej jestem dumny z tytułu ME czy MŚ z Viborg? Nie. Bo Ty też się mogłeś zapisać i sprać mi dupę. Chociaż MŚ na Hawajach traktuję znacznie bardziej prestiżowo (właśnie z powodu kwalifikacji). Nie chcę wchodzić w dyskusję czy są to właściwe triathlonowe mistrzostwa świata (vide komentarz Tomka Kowalskiego o zawodach w Samorin), bo to trochę tak, jak rozmowa o wyższości coli nad pepsi.

Triathlon amatorski jest dyscypliną na wskroś komercyjną. A jeśli komercyjną, to z kogoś trzeba zdzierać. No to z kogo, jak nie z zawodników w nim startujących? Nie wiem czym różni się 2000zł opłaty startowej za ME w Olsztynie od 650 euro za Ironmana w Barcelonie (zapisy przez Nirvanę). Jest klient, jest stawka, jest zabawa. Ja świetnie bawiłem się przez 15 lat i mam zamiar bawić się do 6.10.2022, całkowicie zdając sobie sprawę ze specyfiki naszej dyscypliny. I choć złudzeń, że będzie ona  tak samo popularna jak bieganie, nie mam, to mam przeczucie graniczące z pewnością, że wszyscy mający social media, po Olsztynie wiedzą co to jest triathlon, a w szczególności czym różni się namiot od namiotu kar (If you know what I mean)😊

Wszystkim startującym gratuluję startu, wyniku, ukończenia. Życzę też właściwego obrazu w lustrze. Wszystkim deprecjonujących zapraszam na linię startu. Niekoniecznie na imprezy mistrzowskie. Z miłą chęcią pościgam się również np. w Zimnej Wodzie 😉 Bo w końcu chodzi o to, żeby być najlepszym (a kategoria się znajdzie)

_______________________

* Nota bene: uważam to za BARDZO DOBRE działanie, popularyzujący ten sport i tę dyscyplinę. Widzę w tym dużo „ironmanowego” podejścia, ale czemu nie korzystać ze sprawdzonych ścieżek i metod.

5 Komentarze

  1. Janusz pisze:

    Nikt nie dyskutuje nad wyzszoscia coli czy pepsi bo wiadomo ze Pepsi..Max😆😉

    • mkon pisze:

      a cola zero 😉

  2. Łukasz pisze:

    Mała uwaga, zapisując się na jakże udane zawody MS w Gdyni, zapisani brali udział w biegu towarzyszącym MS w półmaratonie, a startujący w samych MS reprezentowali kraje i zostali do tej imprezy powołani przez narodowe federację spełniając minima kwalifikacyjne.

    • mkon pisze:

      nie wiedziałem. Jednak zapytaj tych z biegu towarzyszącego, w czym mieli startować 😉

  3. Łukasz pisze:

    Cześć , piszę trochę nie w temacie ale twój felieton po Malborku do którego nie można już dodawać komentarzy dał mi cenna wskazówkę i po prostu muszę . Po przeczytaniu twojego posta wydaje się że niewiele zostaje z jego treści a jednak . Start w Wawie jazda rowerem jechało mi się dobrze około 37-38 i na 17 km przed końcem złapałem gumę . Bardzo szybko przypomniałem co pisałeś i nie zmieniłem dętki przenosząc ciężar do przodu… sam wiesz jak jadąc . 300wat dawało 20-34 zależy gdzie na nawrocie prędkość zerowa żeby opona nie spadła z koła . Dopełzłem . Bieganie poszło słabiej niż planowo – ale na skutek rolling down jadę do Utah . I widzisz co Twoje felietony robią z ludzi . Dzięki i 3 mam kciuki za Twój start A w 15 latce