Castle Triathlon – 20 lat ścigania w Malborku
2021 retro
Pokaż wszystkie

mój szczęśliwy pasek z 2017r :)

Mam ciągle w głowie końcówkę roweru na Hawajach 2017, z którego schodziłem jak po treningu. I cieszyłem się na maraton. Wczoraj, schodziłem z roweru przerażony, że przede mną 42km. Przerażony, bo dawno się tak nie ujechałem. Ale od początku. To były zawody okraszone bardzo dużą ilością przygód. Przed i w trakcie.

W moim osobistym TOP 3 są:

  1. Nieopisane poczucie z treningu rowerowego w Szwarcwaldzie, kiedy zjechaliśmy do maleńkiej wioseczki, w której żona pracowała 30 lat temu i kiedy zorientowałem się, że nie mam śruby do tylnego koła. Nawet widzę, gdzie ona leży w garażu. W którym miejscu na podłodze. Miasteczko 2tys. Google mówi, ze jest sklep rowerowy. Facet jest byłym członkiem kadry Niemiec w kolarstwie. Sprzedaje mi jakąś shimanowską. Załatwione
  2. Ostatni trening kolarski już tutaj. W Calella. Jadę do domu, gwałtownie hamuję bo auto na rondzie postanawia niespodziewanie zmienić zamiar i słyszę brzęk… coś mi wyskakuje z przedniego koła a przedni hamulec przestaje hamować. Jadę te 10km z dusza na ramieniu, bo widzę, ze coś jest nie halo i nie wiem czy mi się to zaraz nie wkręci w szprychy. Jedzie za mną na kole jakiś Hiszpan, dojeżdżamy do Callela, on mi dziękuje za podwózkę, ja go pytam czy nie zna zakładu rowerowego, bo mnie do strefy nie wpuszczą. Zna, jedziemy, i mimo sjesty Pan wkłada nową zawleczkę, ja mu obiecuję piwo jak wygram kategorię. Dzisiaj idę 😉
  3. Na wyścigu już na 10km biorę gryza batona competition by Enervit (mój stały zestaw). Gryzę, a tam coś jakby kamień. Okazuje się, że baton wyciąga mi koronę, która się odkleja 😊 Na szczęście byłem świadom, ze jest ona uszkodzona a po zawodach mój dentysta obiecuje mi nową. Ze złota (mam to na piśmie).

I takie to były zawody. Trochę straszno, trochę śmieszno. Dla mnie bardziej straszno.

Z kronikarskiego obowiązku donoszę, że cel na 2021r. został zrealizowany i w 2022 będę bronił tytułu mistrza świata.

naprawdę byłem zdziwiony, ze pływanie nie było odwołane

Pływanie

Warunki pogodowe uniemożliwiały pływanie. Takie jest moje zdanie. To, że przy takim wietrze i takich falach jednak wpuszczono nas do wody (na 950 metrów), uważam za skandal i niepotrzebne ryzyko. Ponieważ nawigacji i tak nie było, bo tylko żabkowanie, na szczycie fali dało radę zorientować się w czymkolwiek, cudem nikt naprawdę nie zrobił sobie krzywdy. Zarówno pianka VARMAN jak i okularki tripower zaliczyły kolejny występ. Podobnie jak na ostatnich zawodach przed startem wlałem kilka kropli wody, żeby usuwać parę, ale w 2022 idę jednak w stronę posiadania oddzielnej pary treningowej i oddzielnej startowej. Sponiewieranie przez fale na wyjściu otworzyło nowy rozdział docierania do T1 czyli szorując brzuchem po dnie 😊

 


"tam" to nieustanne łapanie aero, zeby opór czołowy był jak najmniejszy... Myślę, ze wiało jak na Hawajach, z tą różnicą, ze "z powrotem" z wiatrem

Rower

Na rower zapakowałem tradycyjny zestaw batonów oraz paczkę herbatników, zalałem oba bidony isotonikiem 2:1 i ruszyłem w tempie znacznie szybszym niż zalecenia trenera. Pomyślałem, ze jeśli pływanie było skrócone to mogę sobie pozwolić na jechanie w górnych granicach zaleceń (260-270w). Po przedstartowych przygodach, rower spisywał się rewelacyjnie. Naprawiony hamulec przedni nie obcierał, kask HJC nie „przyduszał temperaturowo”. Niestety nocny deszcz spowodował, ze odkleiły mi się tejpy z siodełka, więc znowu zaczęło się jeżdżenie dupą. Po resecie fabrycznym zegarka RIVAL ustawiłem sobie jedno okno – średnią prędkość odcinka i jadąc TAM nawet na nią nie zerkałem, ale jadąc już z powrotem widziałem jak w ciągu 35km może ona poskoczyć z 37 do 39,5. Właśnie ta jazda z powrotem chyba mnie załatwiła. Na pierwszej pętli liczyłem na nawrotach czas do lidera i do grupy pościgowej, która… była liczna 😊. Chciałem ich dogonić, bo jazda za taką grupą nawet w przepisowej odległości to znaczny handicup. Ale nie udało mi się. Po nawrocie w mordę wiatr sponiewierał mnie jeszcze bardziej, a grupa, która uformowała się za mną nie reagowała na moje zachęty zmiany na przedzie. Mając coraz słabsze nogi ostatnie 35 km jechałem już 35-40! wat mniej niż ten sam odcinek niż na pętli pierwszej. Wiatr w plecy umożliwiał trzymanie tempa, a nie chciałem zejść kompletnie wyjechany. Niestety jakość gatorade podawanego na strefach wołała o pomstę do nieba. Polskie OSHEE przy tym (mówimy o tym samym kolorze i smaku) to ambrozja. No kompletnie mi nie wchodziło. Zjadłem wszystkie batony i popijałem je wodą. Błędem było to, ze zapomniałem tabletek z solą z domu i nie wziąłem żadnych żeli do kieszonek.

Bieg

Niestety na bieg chodziłem na słabych nogach. Miałem nadzieję, że schodzę jako 1 w swojej kategorii, więc nie będę musiał cisnąć. Samo przełączające się strefy w RIVALu to rewelacyjna sprawa. Niefajne jest to, ze te literki tam są takie małe i nie da rady przeprowadzać większości ratunkowych operacji z poziomu zegarka. Rival zaliczył mi przebierkę jako czas biegu więc pierwsze 2 km biegłem właściwie na ślepo. Jak się okazało oba po 3:50/km. Zdecydowanie za szybko, ale potem wyłączyłem tryb triathlon i włączyłem sam bieg. Na 10km niestety przyszła bomba i postoje w publicznych toaletach. Od momentu otrzymania informacji, ze jestem I w kategorii właściwie była to walka o dobiegnięcie. Przebierka w ciuchy biegowe była strzałem w 10. Pomimo, że (przećwiczone poprzedniego dnia) zlikwidowali w nocy namioty do przebierania. Cudne to było, jak biegłem z workiem, pytam się człowieka, gdzie mam się przebrać, a on mówi: „dont know, no tents today” 😊 Przebrałem się więc w strefie. Jak żaden dron nie nagrał, to mnie nie zdyskwalifikują. Po starcie nie jestem ani trochę poobcierany, choć czuję, że buty NB Carbon już niedługo trzeba będzie komuś oddać. Spokojnie, jeszcze na 100-200km wystarczą. Niestety nie miałem okazji przećwiczyć kieszonek na lód, bo organizator nie podawał lodu. Napakowałem w nie więc 10 żeli typu one hand, które zjadłem z duszą na ramieniu, bo nie wiedziałem jak w ciągu biegu reagować będzie mój żołądek. Wyrzuciłem też opaskę NB, z którą zaczynałem, bo biegnąc z wiatrem jednak strasznie zwiększała temperaturę głowy.

żeby dać znać, że żyję musiałem poprosić o możliwość wysłania sms, gdzie mnie szukać. Okazało się, że dzielę ławkę w parku ze zwycięzcą zawodów ;)

Zawody

Byłem tutaj w 2016, mieszkałem w tym samym hotelu, znałem wszystko jak własną kieszeń. Wiedziałem też, ze będzie issue z draftingiem. Ja cały wyścig przejechałem na legalu. Tomek mówił żeby jechać w drafcie jeśli będzie można legalnie i patrzeć na średnią prędkość. No ale nie wyszło. Paweł Młodzikowski, który jechał za mną ostatnie 90’ zbyt skory do zmian nie był, ale ma wybaczone.

Uważam, że organizacyjnie org popełnił kilka błędów. Brak lodu, brak jakiejkolwiek strefy finishera, kanapki w rękę i won, na ławki do parku. Street wear na mecie tylko jak zostawiłeś je poprzedniego dnia wieczorem. Jedni sędziowie nie egzekwujący kar (pierwsza grupa), drudzy nadgorliwi. Spotkałem sędzinę, która chodziła po strefie i nieprzygotowane jeszcze rowery spisywała, bo nie w tę stronę wiszą. Jak jej powiedziałem, ze przecież ktoś (szykując swój) mógł sąsiedni (nie przyszykowany) przewiesić, to ofuknęła mnie, że zasady to zasady. O decyzji związanej z pływaniem wspominałem. Wiem, ze takie decyzje podejmuje się ad hoc, i  są one trudne. Ale puszczenie 1/2IM pół godziny przed IM, to już jest decyzja masakryczna. Najechaliśmy na nich myślę, ze po 20’.

Podsumowując. Zawody uznaję za średnie w moim wykonaniu. Rezygnuję z wiosennego maratonu na rzecz zdecydowanie mocniejszego przygotowanie rower+bieg. Jak widać nie tylko ja szykuję się na Hawaje, bo walka o slota była do ostatniej chwili

19 Komentarze

  1. Urwis pisze:

    Gratuluję slota, kawał dobrej roboty!

    Szkoda, że te zawody rozpoczęły Final Countdown, to jednak będzie koniec pewnej epoki 🙁

    PS. Na zdjęciu z roweru wyglądasz jak junior (to miał być komplement jakby co 😛 )

    • mkon pisze:

      dziękuję, jednak 227 w maratonie nie idzie w parze z tri 😉

  2. kajet pisze:

    To nie błędy, tylko celowe sprzedawanie byle czego za 600 EUR. Chętnych jak widać nie zabrakło. Śledziłem Wasz start na trackerze. Z Polski wyglądało to jak epicki pościg i luźne dotruchtanie do mety na pierwszym miejscu 🙂

    • mkon pisze:

      nie ma porównania do np. Castle Triathlon

  3. Kuba pisze:

    Gratulację,
    To jest slot na jesień czyli Hawaje czy na te MŚ na wiosnę ?

    btw. Czasami mam wrażenie, że ty jesteś takim trochę trzepakiem, zwykle jakieś przygody którym można zapobiegać i takie którym nie można, ale nadrabiasz to nieprzejmowaniem się i parciem do mety.

    • mkon pisze:

      na jesień! Trzepakiem? Oczywiście. Większość błędów do wyeliminowania…

  4. mozdzonkowa pisze:

    Zupełnie inne emocje niż to, co czlowiek sobie wyobraża, śledząc od rana cyferki na trackerze. Wielkie gratulacje!

  5. #działaczodtransportu pisze:

    Podpisuję się pod tym co napisała Koleżanka Możdżonkowa – Patrząc na tracker po rowerze widziałem Cię biegnącego z trawą w ustach i uśmiechającego się szeroko a tu taka niespodzianka….brawo Marcin – niezmiennie wielki szacunek!

  6. Marek pisze:

    Na tracku wyglądało to bardzo dobrze. Śmiałem się w duchu, ze goście nie wiedzą jakie piekło ich czeka jak dotkniesz ziemi i zacznie się bieg. Rocznik 72 jak dobre wino.

    • mkon pisze:

      tak, może i na cyferkach na trakerze dobrze to wyglądało. Ale nie za dobrze się biegło. Uwierz

  7. Klakier pisze:

    Gratulacje! Na tabletki solne Enervit mam taki patent, ze przecinam na pol batona wraz z opakowaniem i do tych polowek wciskam po trzy kapsulki. Na rowerze dziala perfekcyjnie👌
    Powodzenia💪

  8. Bartosz pisze:

    W 2016 roku kibicowałem Ci na trasie osobiście …potem Ty mi “witrualnie” w 2017, wysyłając do mnie obiecanego maila z motywacją na mój debiut :-).
    W przyszłym roku ja jadę do Barcelony zrobić pełnego w 5tą rocznicę debiutu a Ty znowu na Hawaje !
    Będę trzymał kciuki i starał się “dogonić” !!!
    Pozdrawiam serdecznie i duuuużo zdrowia …resztę sobie sam załatwisz 😉

  9. Artur pisze:

    Mam wrażenie, że IM, szyld, ulega degradacji. Organizacyjne nie ogarniają tematu na zawodach w różnych krajach. Odbywa się na zasadzie: upchać jak najwięcej, wszędzie, na Kona też:( Trzymanie 3 lata pięniędzy klienta… Brak umiejętności zarządzania w pandemicznej rzeczywistości. A kompletną degrengoladą jest akcja ze slotami na ten rok, cyrk ze zmianą zasad zaraz po zawodach w Gdyni (dzień po), ale dotyczyło to też innych jesiennych zawodów w Europie. Rolowanie było do końca pierwszej setki…🤦🏻🤦🏻🤦🏻 Legenda upadła na twarz…:(

    • mkon pisze:

      niestety mam podobną opinię. Zbytnie popuszczenie standardów dramatycznie obniża jakość. Czego przykładem dzisiejsza dekoracja, naprędce przenoszona w inne miejsce niż w Athlet’s Guide i ze statuetkami z zeszłoroczną datą, nieumiejętnie zaklejoną tegoroczną

  10. Faber pisze:

    Cel osiągnięty brawo

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *