zombie a’rebours
Castle Triathlon – 20 lat ścigania w Malborku
Pokaż wszystkie

bardziej doświadczeni koledzy tłumaczą mi jak mam wystartować w Malborku i w Barcelone, żeby Trener i Trenerka nie musieli sie wstydzić

Bardzo zazdroszczę Bydgoszczy. Nie dość, że mają NAJLEPSZĄ pływalnię na jakiej pływałem, to jeszcze mają dwie wyśmienite imprezy triathlonowe. Na obydwy już startowałem, na obydwu z dobrym skutkiem 🙂

Ocean LAVA Triathlon organizowane przez Roberta Stępniaka i spółkę to dla mnie kawał historii. Nie tylko dlatego, że (jeszcze w starej miejscówce) debiutowałem tam na dystansie IM (2009), ale przede wszystkim przez postać Roberta. To on był dla mnie triathlonistą przez duże T, guru, niedoścignionym  wzorem wyżyłowanego typa, z którym kiedyś tam może będzie można się zmierzyć.  (no dobra, doścignionym w 2012 na Hawajach).

Tak więc start w Borównie, dla mnie to powrót na „stare śmieci”. Tutaj wygrywałem dystans IM w 2009 a w 2013 wygrałem pierwszą edycję połówki. Więc trochę łezka mi się kręciła jak jechałem po tych samych trasach i biegałem po tych samych ścieżkach, mimo, że minęło już tyle lat. Jeszcze większym zaskoczeniem było dla mnie, że zrobiłem na tych zawodach czas aż o 20 minut lepszy niż w tymże 2013 😊 Widać, że w moim przypadku sprzęt jednak robi różnicę.

Zarówno te zawody, jak i Malbork mają na celu nie tyle urozmaicić plan treningowy do Ironman Barcelona, ale być potraktowane jako sprawdzenie formy. Tomek Kowalski wyraźnie wyznacza cel: all out, czyli walka o życiówkę. Różnica pomiędzy tymi dwoma startami jest taka, ze teraz miałem 10 dni taperingu, Malbork polecimy już z pełnego treningu. Barcelona na dzisiaj potwierdzona, więc pozostaje celem A tego sezonu i jest szansa na to, że uda się tam a) dojechać b) wystartować c) powalczyć o slota.

chciałbym mieć taki luz przed zawodami jak kolega w piance #MKONway :)

Pływanie na dwóch pętlach, w przejrzystej wodzie. Mimo, że okularki tripower po każdym treningu przechowuję w opakowaniu, to zawsze na zawodach mam fobię, że w połowie dystansu mi zaparują, więc profilaktycznie wlewam w nie trochę wody, dzięki czemu nawet jeśli zbierze się para, to potrząśnięcie wodą ją usuwa. Ciągle również brakuje mi jasnego i klarownego instruktarzu dla żony (ponawiam prośbę o filmik) jak prawidłowo naciągać piankę. Niby po przelaniu wody przylega ona do ciała, i daje swobodę, ale jak Maciek zapnie, to jednak nie da się to porównać z niczym. Start co 3 osoby, ja w 3 rzędzie, więc uciekają mi wszyscy i całość trasy płynę sam. Poinstruowany o „all out” już na wybiegu na druga pętlę czuję, ze może jest jednak za szybko, jednak spojrzenie na zegarek Wahoo pokazuje mi 14’, więc staram się to tempo utrzymać. Co charakterystyczne uruchomienie zegarka w trybie triathlon i jego samodzielne przełączanie się między dyscyplinami jakoś zdejmuje mi z głowy jeden problem i jedną czynność. Tym bardziej, że na rowerze głównym urządzeniem jest dla mnie BOLT, a z RIVAL’a korzystam wyłącznie na biegu. Szybkie T1, i wskakuję na rower. To moje pierwsze zawody na nowym Argonie i czuję się dokładnie tak jak na treningach. Czyli komfortowo. Od momentu odebrania roweru i zmiany położenia pałąków wprowadziłem tylko jedną modyfikację. Przełożyłem kejs z dętką ze sztycy za siodełko. Tam też jest umieszczona pompka. Na rower zabieram 2 bidony z ISOCARB 2:1 oraz batony COMPETITION i paczkę herbatników. I tutaj odczuwam ZASADNICZĄ różnicę pomiędzy starym argonem a nowym. W starym ten set za cholerę nie wszedłby mi w saszetkę w nim zamontowaną. Saszetka jaką dostałem od Wertykal do tego roweru mieści wszystko i upchałbym do niej jeszcze tabletki z solą. Tym razem nie zabieram ich, bo sprawdziłem pogodę i zasypałem isotonik odpowiednią jej ilością. Rower na początku idzie opornie, zresztą pierwsze km są po słabym asfalcie, dopiero potem rozpoczyna się „autostrada”. Staram się trzymać pozycję, wysokie ręce ułatwiają trzymanie „shrug”, po bidon na ramie sięgam tylko raz w trakcie wyścigu (żeby zalać ten na kierownicy) więc jeśli chodzi o aero wychodzi na to, że nie popełniłem zasadniczych błędów. Niestety zapominam, ze strój castellii strasznie ślizga mi się po siodełku ADAMO i nieustannie się poprawiam. Przed Malborkiem i przed Barceloną już wpisałem przypomnienie. Na najbliższych treningach potrenuję czy naklejenie tejpów wystarczy, czy będę musiał jednak pójść w stronę pasków papieru ściernego. Organizator nie podaje isotonica na trasie, więc jem ile się da na maksa i popijam batony wodą. Roweru nie pojechałem jakoś wybitnie, bo ciągle mam blokadę, żeby przycisnąć mocniej. Średnie waty z wyścigu to 275 a prędkość 39,2. Wydaje się to dobrym balansem między wysiłkiem a średnią, jednak Tomek twierdzi, że Malbork powinienem pojechać bliżej 300 wat. Trasa tam będzie jednak bardziej przyjazna do trzymania stałego, równego tempa. Zobaczymy.  Przy założeniu, że Barcelonę mam pojechać w okolicach 265, to tempo Borówna jednak było zbyt niskiej intensywności. W każdym razie zarówno kask HJC jak i rower spisały się na 100%. Wprawdzie na początku przednia tarcza coś tam piszczała, ale potem przestawała. Odgłos wracał wyłącznie na kiepskiej jakości asfalcie. Do przetestowania przede mną w części rowerowej dwie rzeczy. Próba pojechania na dysku (gotowym wypożyczyć) oraz zmiana ciśnienia w oponach. Na razie pakuję w nie tyle ile pakowałem do tej pory, a wiem, że są szersze i może powinienem coś zmienić. Pierwszy też raz schodziłem z roweru aż tak najedzony.

Część biegową rozpoczynam ostrożnie. Z worka w T2 wyjmuję opaskę NB, okulary PRISM, tylko 2 (!) żele tylu one hand, skarpetki i karbony FuelCell RC v2. Buty, w których mógłbym biegać każdy trening. Zdecydowana część trasy biegu to kostka i asfalt, choć zdarzają się też odcinki crossowe. Namówiony przez Tomka, trenuję karbony na każdej powierzchni, wiec jestem już mocno do nich przyzwyczajony. Przyzwyczajony też jestem, ze dłuuuugo zajmuje RIVALowi przełączenie się na właściwe tempo biegu, więc szybko naciskam LAP i widzę już prawidłowe dane. W zegarku na część biegową ustawione mam średnie tempo okrążenia oraz czas okrążenia. Planuję pobiec pierwszą pętlę ostrożnie – po 3:45/km, a potem na ile starczy to tempo utrzymać. Ostatnie zawody niestety zaczynałem zbyt szybko. Na część biegową przygotowuję 3 butelki (0,2l) z rozwodnionym LIQUID GEL i po każdym łyku chowam je za strój. Mam już pomysł jak będę to robił w przypadku stroju biegowego (Marcin Mikusek, trzymaj się krzesła!). Bieg w dużej części jest osłonięty od wiatru i słońca więc czuję się dość swobodnie i starając się utrzymywać dobrą technikę czuję, że przyspieszam. Już na stadionie Zawiszy sprawdzam, że tempo pierwszych 7km (były 3 pętle) wyniosło 3:40/km. Negocjuję ze sobą :), że postaram się utrzymać je do 10 a może i 15km. Udaje się, Na każdym punkcie biorę wodę, którą się chłodzę, bo picie wystarcza mi z przygotowanych butelek. W trakcie biegu zjadam 6(!) żeli typu one-hand. Na ostatniej pętli, kiedy już trochę mnie bombi zdarzyło mi się zjeść ich aż dwa jeden pod drugim. Skąd 6 jak wziąłem tylko 2 z worka. 4 miałem od początku zawodów w kieszonkach stroju. Nie przeszkadzają w pływaniu ani w rowerze. Ostatnią pętlę biegnę już na dobiegnięcie mobilizując się do trzymania techniki biegu. Całość wychodzi w sub 1:17 co jest najlepszym czasem w historii mojego biegania na dystansie 70.3. Zajmuję 3 miejsce OPEN, pierwsze w kategorii oraz robię życiówkę na tym dystansie. Myślę, że w perspektywie jest urwanie jeszcze minuty na pływaniu, 2-3 minut na rowerze i jeśli uda mi się utrzymać takie tempo na biegu 4:05-6 jest w zasięgu. Ale i tak Barcelona najważniejsza. W kontekście życiówek, 8h48’ z 2014r czeka!

karbony karbonami, ale takie hand made "tufle", są najlepsze!

Zawody polecam wszystkim. Łatwa logistyka, kultowe bieganie na stadionie Zawiszy, prosty dojazd i wyjazd. Pomysł z odwieszaniem rowerów gdzie wygodniej w T2 – petarda. Lepszym jakiego doświadczyłem to tylko zabieranie od wolontariusza roweru (Roth, Hawaje). Nie słuchałem odprawy, wiec zagapiłem się, że belka przed T2 jest kilkanaście metrów jazdy chodnikiem. Więc je pobiegłem zamiast przejechać. Ale nie stanowi to zasadniczej różnicy w wyniku końcowym 🙂 

Dziękuję też wszystkich moim sponsorom, dzięki którym ten sport uprawiam. No i dziękuję załodze Ocean Lava Triathlon Polska za zaproszenie. Wolontariuszom dziękowałem na każdym punkcie odżywczym, a jeśli to za mało to SZACUNEK dla WAS wielki!

Tripower

Sklep Wertykal

New Balance Polska

Enervit Sport Polska

Butik Optique

Wahoo Fitness

HJC Helmets

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *