rozścięgno mówi: THANK YOU!
27 lutego 2016
sucess story!
6 marca 2016
Pokaż wszystkie

Wróciłem z delegacji. Jestem już w domu. Zajedź. Te trzy proste zdania w jednym sms. Mogą oznaczać wszystko. Jadę. Muszę nauczyć się na pamięć sprawozdania z zawodów a ponieważ jestem kinestetykiem to najpierw je napiszę a dopiero potem wygłoszę je w Stawigudzie.20160228_132335

Wiązowna Półmaraton (drogi Prezesie) to coroczny sprawdzian moje zimowej pracy. W tym roku o tyle istotny, że biegowy start A to ORLEN maraton. W ciągu ostatnich 8 lat startowałem w Wiązownej w różnych warunkach z różnymi skutkami. Najlepszy czas do tej pory to 1h13:50 a złamanie pierwszego mojego startu tamże 1h14:13 uznaję za wynik przyzwoity. No bo niby czas działa na moją niekorzyść ale jednak w tym roku trening rozpisywany przez duet Kowalski i Rostkowski (część biegowa) ma na celu wejście do grona twentynajnerów. Pomimo lekkich trudności z oddychaniem z zeszłego tygodnia treningi biegowe pokazywały, że noga jest. Noga jest, sprzęt jest (jeszcze raz dzięki Prezesowi za kontrakt OS1st oraz New Balance) więc wychodząc z domu spojrzałem na nr startowy z 2012 a tam 1h13:50. No to powalczymy! I ta myśl ta tak długo brzmiała w mojej głowie, ze nie zabrałem niczego co przygotowałem sobie jako  posiłek przedstartowy (galaretki PRE Sport, iso, R2 na po i przepyszny ryż z bananem i miodem). Na szczęście #polskawruinie więc jakąś protezę można było skleić w otwartym w niedzielę przydrożnym sklepie. Za swoje Prezesie bo za klubowe to zostało w domu. 😉 Ale udało się i Pan Prezes może być zadowolony. Tak zakończę a w trakcie moja Ewa niepostrzeżenie odłoży do schowka zestaw – petardę 😉 No i ciekawe czy po tym dostanę burę czy… carbonarę 😉20160228_092950

Tyle sprawozdania dla Prezesa, teraz słów dla potomnych:

Samą taktykę z #kowalski.coach ustalaliśmy z różnych punktów widzenia. Ja chciałem bardziej zachowawczo (w końcu to nie najważniejsze zawody), Tomek naciskał na to, żeby się nie cackać. W końcu stanęło na tym, żeby TAM pobiec po ok 3:30/km a z powrotem jak Bóg da czyli czekać na to kiedy odetnie.  Liczyłem po cichu, ze odetnie dopiero po 18km. Pierwsze 2km za szybko, odpuszczam więc grupkę z którą zacząłem, na półmetku 26:50 więc jest nieźle. Nieźle też się czuję więc włączam napieranie. 11km trochę za szybko po 3:23, potem lekka kolka ale opanowana. Zmieniona lekko trasa w drodze powrotnej jakoś łatwiejsza niż klasyczna. Wprawdzie garmin pokazuje 21km 200m ale co tam. To co mnie niosło to 2 rzeczy:

  1. Bardzo ale to bardzo chciałem spróbować ile wydolę. W końcu to start treningowy więc co się stanie jak mnie postawi –nic. Przynajmniej wiadomo będzie co zawiodło, jak to analizować no i do maratonu jeszcze 2 miesiące.
  2. Po 10km obiecałem sobie, że nieważne jaki ale wynik ostatnich 4km wrzucam jako styczniowy upload do triathlonu korespondencyjnego. 20160228_131518

Przydało się też odliczanie. Bo od 11 km zacząłem patrzeć po każdym km i liczyć ile sekund mam zapasu do benchmarku czyli 1h13:59. Z każdym km tych sekund było coraz więcej wiec ostatnie 4km to już się puściłem. Od 16km widziałem też grupkę, która mi uciekła. 3:28; 3:25; 3:21; 3:20 i ostatnie 200 to już w okolicach 3:07/km. Ale walczyłem o to być pierwszą a nie drugą (jak zwykle) kobietą na mecie. No i poszło. Ten start to dobry prognostyk.

Na koniec kilka refleksji.

Refleksja nr 1. Podczas biegu zdarzyła mi się przygoda, że byłem dość mocno zatrzymywany (gestami, popychaniem, błaganiem o wodę) przez odpadającą z głównej grupy Kenijkę. Rozumiem oczekiwania związane relacjami męsko – damskimi ale słabo to wyglądało. Benecośtam Team – proszę poinformować swoich zawodników, że jak nie mają siły to niech zejdą a nie zawracają dupy innym startującym.

Refleksja nr 2.  Rozmawiając bardzo dużo z zawodnikami o ich czasach i planach namawiam ich do tego czego doświadczyłem właśnie podczas II części dzisiejszych zawodów. Cele trzeba stawiać sobie ambitne i ryzykować (jeszcze raz dzięki Tomek!). Jeśli masz Zawodniku papiery na 2:50 to trenuj do 2:50 w maratonie a nie do 3:10. Bo za chwilę nie będziesz miał albo czasu albo zdrowia na te 2:50. Tego typu starty jak ten dzisiaj w Wiązownej służą właśnie do eksperymentowania. A czas ucieka… i choć Dziadzia MKON trzyma się dzielnie J to w końcu kiedyż Żywku mnie dogonisz. No worry. 🙂

Refleksja nr. 3 W ciągu ostatnich 10 dni przed półmaratonem nie zjadłem ani kawałka ciastka, ciasta czekolady, nie wypiłem mililitra cola, kawy i innych przyjemnych rzeczy. W dzień przed poszedł jak zwykle pĄczek a wieczorem ciastolading i kasza gryczana. I tak mam zamiar do maratonu. Będę jak nowy Marcin, pardon Maciek 😉20160228_114045

20160228_143326

 

Refleksja 4. Mam najlepszych kibiców na świecie. I nie chodzi mi tylko o moje CUDOWNE dziewczyny. Mówię również o osobach, które mi kibicują po trasie, biegnąc ze mną w tych samych zawodach, kopią mnie w tyłek na szczęście przed oraz oddają swoje gadżety jako fetysze (co nie Michu?). Chciałbym jednocześnie poinformować i przeprosić, ze po mniej więcej 10-tym dawaj MKON albo ogień niemaniemogę przestałem odmachiwać. Bo naprawdę ta górka po nawrocie daje w kość. Ale dziękuję Wam bardzo!

 

Na koniec podziękowanie dla sponsorów. Również tym z tylnej części koszulki!

20160228_141232

1 Komentarz

  1. karol napisał(a):

    świetna relacja. też byłem w wizowanie i biegłem charytatywnie z pko bp. Pogoda dopisała.