rodzic w kasku!
6 maja 2016
lepszy triathlon
12 maja 2016
Pokaż wszystkie

13119923_1004503082959737_5078321920745615072_o

Byłem już na wielu obozach sportowych ale ostatnie 3 dni zmieniły moje postrzeganie tego, co można nazwać wyjazdem kondycyjnym. Był to wyjazd organizowany przez Klub Sportowy NIEMANIEMOGĘ. I właściwie na tym mógłbym skończyć pisanie tego felietonu. Ominęłoby Was jednak tyle doświadczeń i nauki, że postaram się jednak streścić najważniejsze „Prezesowskie” prawdy życiowo – treningowo – działaczowskie.

Zacznijmy od tego, że kilka tygodni temu Prezes przesłał mi polecenie służbowe treści mniej więcej następującej: „MKON, chciałbym zapoznać się z trasą Triathlonu Karkonoskiego. Mam zamiar tam pocisnąć i już teraz chciałbym zobaczyć punkty, w których będę atakował czołówkę”.

13131179_1004504079626304_8913670538708658540_o

 Zorganizowałem więc wyjazd do Szklarskiej Poręby. Pojechaliśmy w klasycznym „polskim” składzie 4 osobowym – czyli Prezes + Działacz Godlewski, Michał Dukaczewski jako zawodnik zaprzyjaźnionego pomarańczowego klubu No Name oraz ja. 

Dzień pierwszy rozpoczął się od… regeneracji. W ogóle słowo regeneracja i odpoczynek, to słowa Prezesa, które 13181029_1190211294345266_1867198027_nnajbardziej będą mi się kojarzyły z objazdem trasy triathlonu. Chociaż oprócz moich zaskoczeń, Prezes również kilka razy został zaskoczony. Otóż okazało się, że nie da rady podjechać pod chociażby Zachełmie nie kręcąc pedałami. A jazda pod wiatr znacznie spowalnia Prezesa względem asfaltu. O niedogodnościach związanych z nachyleniem terenu, np. na podejściu pod Przełęcz Karkonoską – nie wspomnę. Zresztą wiem, że stosowne pismo zostało już napisane do Dyrekcji Karkonoskiego Parku Narodowego. Z tego co słyszałem od Gudosa to Dyrekcja Karkonoskiego Parku Narodowego i prezesi dogadają się w try-miga, więc jak macie chęć polatać po górkach, to bym się pospieszył. Podczas dnia pierwszego Prezes poza regeneracją dał się jednak namówić na polatanie rowerem po górkach. Wtedy to wyszedł z niego również trener. Powiedział: „MKON, strasznie wieje, może poćwiczymy jazdę na kole – tj. ty będziesz tym kołem, a ja będę tą jazdą”. Zresztą Prezes wielokrotnie dbał o moją siłę na podjazdach mówiąc: „ja będę zabezpieczał tyły – ale ponieważ wykupiłem dla mnie assistance – tj. jak coś mi się stanie powinieneś się mną zająć – jak dojedziesz na górę zjedź, żeby sprawdzić czy wszystko ze mną ok.” Skutek – na liczniku Prezesa 110 km – na moim 123. 

Poza dbaniem o moją formę Prezes wielokrotnie dbał również o moje umiejętności organizacyjne. Przed wyjściem na pierwszy rower z zaskoczenia zadał mi pytanie: „Ile bidonów wziąłeś?” – ja na to, że dwa, bo długa wycieczka, ma być gorąco itd. Na co Prezes: „I bardzo dobrze. Przynieś mi ten drugi”. Jak zaniosłem, to dostałem OPR, że pusty – bez iso. Durny ja… na szczęście Prezes mieszkał w pokoju z Działaczem -jak się później okazało, był to działacz wyższych umiejętności niż ja – on robił Prezesowi isodrinki.

Podczas dnia pierwszego Prezes pokazał jeszcze dwa oblicza. Technika rowerowego oraz ekonoma. Technik rowerowy ujawnił się w nim kiedy złapałem gumę. Dojechał do mnie swobodnym tempem i wyjmując redbull’a oraz batonik powiedział: „MKON jak chcesz to ci pomogę, ale wolę popatrzeć czy dobrze to robisz”. Ekonom ujawnił się podczas pierwszego posiłku (podczas kolejnych jak się potem okazało również). Prezes za każdym razem gdy13173306_1004503222959723_2533015492471263430_o zamawialiśmy pizzę, zamawiał najtańszą – margaritę nam każąc zamówić najdroższe. Potem mówił: „Nie bójcie misie – wymienimy się”. W życiu jeszcze nie zjadłem tylu kawałków margarity zamawiając inne pizze. Ekonomia wyższego rzędu. Nie muszę chyba dodawać, że po każdym posiłku płaciliśmy gotówą, a Prezes brał na to fakturę – na klub. 

W kwestii jedzenia Prezes wykazał się niesamowitą dbałością o moje odżywianie. Specjalnie z Olsztyna przywiózł ze sobą kaczkę. Po jej spożyciu dowiedziałem się dwóch wybitnych rzeczy. Na pytanie: Prezesie jak się robi taką kaczkę padła odpowiedź: „Najprościej na świecie. Najpierw ją dostajesz, a potem dajesz żonie…”. Kurtyna. Po drugie dowiedziałem się, że najlepszy z kaczki dla sportowca jest szpik.

13173452_1004503362959709_3367909713657399971_o

 

Dzień drugi był przeznaczony na bieganie. Prezes chcąc sprawdzić trasę biegową zawiózł się do Karpacza, a mnie zaordynował przebiegnięcie od pensjonatu TRANS przez Halę Szrenicką na Odrodzenie – gdzie mieliśmy się spotkać. Po wbiegnięciu do schroniska spytałem się Pani – czy nie widziała może Prezesa, Działacza i takiego zawodnika. Bo nie mogłem panów zlokalizować, a zasięgu telefonii nie było. Pani powiedziała, że nikogo takiego nie zna. Ja jej na to – czyli nie było. Bo jeśli by był to na pewno Pani by zauważyła. Umówiona godzina minęła, a ja lekko zaniepokojony (w końcu assistance obowiązuje) złapałem kontakt z Działaczem, który poinformował mnie, że są dopiero na początku podejścia i żebym zbiegł, bo Prezes ma ciężki plecak. Zbiegłem. Na moje propozycje, żeby lekko przyspieszyć, bo może zastać nas noc na Śnieżce Prezes wygłosił najbardziej motywacyjną gadkę jaką usłyszałem w życiu: „MKON nie panikuj. Życie w panice szkodzi na wątrobę. Poza tym w następną niedzielę masz zawody – nie możesz się forsować. Za dużo w ciebie zainwestowaliśmy”. No to szliśmy pod te górę… Na Odrodzeniu Prezes zapoznał się z p. bufetową (m.in został rozpoznany po markowych opaskach kompresyjnych i podejrzewam, że zapamiętany do końca życia). Wyczerpujące podejście pod Odrodzenie (oprócz pisma do Dyrektora KPN) zaskutkowało zmianą planów Prezesa i osób towarzyszących. Od tej chwili miałem wyszukiwać wyłącznie szlaki idące w dół. 

Wieczorem nauczyłem się kolejnej umiejętności. Prezes powiedział: „Misiu zobaczysz w jaki sposób wynagradzać siebie za całodzienny wysiłek”. Przywołał Panią kelnerkę i powiedział: „Trzy piwa poproszę, bo MKON jest kierowcą – ale poproszę tylko te zdrowe – czyli pszeniczne”. Podobnie rzecz miała się z deserami. Prezes zamawiał tylko te w wersji FIT albo magnes o smaku cola 😉20160509_104619

Ostatni dzień to rozstawanie się z przepiękną Szklarską Porębą i okolicami. Prezes zaordynował trening rowerowy – rozjazd. Dość mocno wiało więc ćwiczyliśmy tradycyjną, klubową jazdę na kole. Za to wracając z Karpacza zaproponowałem Prezesowi jazdę szybszą. Była nas czwórka, mogliśmy zrobić fajny pociąg – tym bardziej, że wiało z tyłu. Słysząc słowo „pociąg” Prezes natychmiast zapytał się skąd i o której odchodzi, bo jego tylko taki pociąg interesuje.

Wjeżdżając na Orlinek Prezes zaordynował, żebym podjechał pierwszy i poćwiczył wydawanie z siebie odgłosów motywacyjnych. Z jakiegoś powodu miałem nie przekraczać linii oznaczonej jako premia górska. Jak się potem okazało (już po nagraniu filmiku) Prezes spotkał się ze mną na uboczu i wygłosił najprawdziwszą prawdę – podpartą dowodami. Powiedział: „MKON, jak się chce wygrywać w górach (ja wygrałem premię na Orlinku), to musisz mocno pracować do końca górki, a nie odpuszczać tuż przed. Ucz się misiu – ja nie będę wiecznie żył”

 

 

Podczas obozu Prezes wzbogacał również swoją wiedzę. Po jednym z treningów Działacz Godlewski (pełni w klubie funkcję fizjoterapeuty) miał za zadanie pokazać jak należy się rolować. Pokaz trwał z 10′. Po czym po pokazie Prezes powiedział: „aha” i stwierdził, że mu się podobało. Jak mówił mi potem, On najlepiej uczy się najpierw wizualizując, a dopiero potem praktykując.

I tak minęły mi te 3 dni na obozie. Jak z bicza strzelił. 

Niestety dostałem zakaz opisywania spotkań z lokalnym kwieciem w restauracji Kaprys, posiłków FIT zamawianych przez Prezesa oraz działań jakie Prezes zaordynował w celu zmniejszenia nadmiernej – według niego – zawartości tlenu w powietrzu. Może kiedyś… jak już będę dorosły…

Aha. Ostatnia kwestia. Na każdym kofi brejku okazywało się, że Prezes ma specjalnie produkowane, d20160509_113836opasowywane do jego składu ciała i materii organicznej batoniki energetyczne. Dlaczego specjalnie i tylko dla niego dedykowane. I tylko on może je jeść. Działacz Godlewski nie uwierzył. I gorzko tego pożałował…

Obóz wspierały: Pensjonat „TRANS”, New Balance, OS1st. No i Prezes, który to wszystko fundował.

1 Komentarz

  1. Marcin napisał(a):

    Uśmiałem się do łez. 🙂 Że też Ty masz kiedy to spisywać przy takim natłoku pracy, treningów i działań okołożyciowych. 😉