walka ze stresem przed zawodami
5 listopada 2017
bieganie z Działaczem Wydartym
12 listopada 2017
Pokaż wszystkie

Jeśli zastanawiacie się co się dzieje w tym tzw. sMentoringu, to oto kolejny strzał. Napisała do mnie Agata:

Takie małe pytanie mam, a właściwie szukam potwierdzenia czy dobrze myślę, bo już sama nie wiem. Otóż mam swojego trenera od trzech sezonów, on by design jest trenerem pływania, ale wziął mnie pod swoją opiekę tri i od samego początku pisał mi plany i przekazywał wiedzę w pozostałych dziedzinach poza pływaniem. Regularnie razem pływamy i zdarzało się nam w okresie startowym czasami pobiegać. Tak jak Ci już wspominałam ja mam trochę ‚struggle’  z bieganiem. Od jakiegoś czasu alarmowałam, że z bieganiem nie jest tak jak chciałabym, żeby było, że forma idzie w dół zamiast w górę, że na zawodach tri wszystko jest spoko dopóki nie zaczynam ómierania (a to niestety bardzo szybko się zdarza) itp. Nic za bardzo się tu nie zdarzyło, ani nie poprawiło, więc już jakiś czas nosiłam się z myślą, żeby wziąć trenera biegania. No i właśnie tak uczyniłam, spotkałam się z nim dwa razy na razie i bardzo mi się podoba, bo to nie żaden wariat i wygląda na to, że się dogadamy i jakoś tam widzę, że to zaowocuje.

I teraz chodzi mi o to, że stoję przed dwoma dylematami:

  1. Czy Twoim zdaniem to jest ok skoro ja uważam że bieganie do tej pory nie poszło w dobrą stronę, więc szukam tego, co działa?
  2. Jaki myślisz będzie optymalny sposób organizacji planu treningowego?

 Hipotetycznie jeżeli Tomek nie chciałby z Tobą biegać, a Ty byś doszedł do wniosku, że do złamania 2’30 w maratonie potrzebujesz trenera biegania, to czy wciąż chciałbyś, żeby Tomek pisał Ci plan biegania czy raczej poddałbyś się temu trenerowi biegania?

 Taki oto mam orzech do zgryzienia. Myślę o tym w ten sposób, że chcę zrobić coś nowego biegowo na ten sezon i przeznaczyć jedną jednostkę biegową na bieganie z trenerem biegania. Kwestią, w której nie mam jasności jest kwestia planu treningowego i szeroko pojętej komunikacji. Bo trener biegania wyraził chęć rozpisywania mi pozostałych jednostek treningowych w bieganiu. Ot co.

 Smentoring to nie dawanie rad ale raczej inspiracji i chciałbym podzielić się z Państwem jak to ze mną i Tomkiem było przed pierwszą (po powrocie do pomysłu) próbą poradzenia sobie z sub 2:30 w maratonie. Poszedłem do Tomka i mówię: co powiesz na to, aby do maratonu przygotował mnie Piotrek Rostkowski. Czy to ok, nie obrazisz się, nie będzie to kolidowało z twoimi przygotowaniami, pogadasz z nim aby współpracować – czy totalnie nie. Badałem sprawę bo i jednego cenię i drugiego. Podobnie z Agatą. Moja odpowiedź brzmiała: bądź szczera – jeśli powiesz – nie idzie, potrzebuję czegoś innego w obszarze, w którym expertem nie jesteś (bieganie) a chcę dalej pracować w obszarze, w którym cenię twoją eksperckość (i to wychodzi) to trener musiałby być dupkiem, aby nie zrozumieć tego przekazu. I podobnie było z Tomkiem. Odpowiedź brzmiała: „ wchodzę w to – najwyżej ja się również czegoś nauczę”. Zresztą podobnie pogadaliśmy po nieudanej próbie bicia rekordu. Rostek wiedział, że potraktował mnie zbyt lajtowo jeśli chodzi o kilometraż i intensywność i zamiast 2:29 skończyło się 2:38. Tomek, podsumowując start mówi: „a może na następny sezon warto wziąć kogoś, kto za 100 usd miesięcznie napisze ci porządny plan. I to niekoniecznie muszę być ja”. Tym razem ja zaoponowałem i poszliśmy w stronę autorskiego planu Tomka, który skończył się 2:34 – czyli wyrównana życiówką (poprawa o 44” to nie poprawa). Zaufanie i otwartość to podstawa. Nie ma co ściemniać. Jak trener ma porządnie poukładane w głowie to nie będzie rzucał się na rzeczy, których dostarczyć nie może. Ale tutaj pojawia się kolejna kwestia. Jeśli trenujemy z 2 trenerami to istnieje konieczność „ugadania” tych dwóch źródeł treningu. I na to też Agacie zwróciłem uwagę. Rano sprawdzian pływacki, a po południu sprawdzian biegowy? Słaby pomysł. A może się pojawić, jeśli trenerzy nie będą przynajmniej wiedzieć o swoich pomysłach. Nie mówię o współpracy. Czasami za wiele od nich oczekujemy. Wystarczy awareness – czyli mniej więcej z kilkudniową perspektywą wiem jaki masz trening pływacki, kiedy są starty biegowe i ile czasu możesz poświecić na „moją” dyscyplinę. Wystarczy. No chyba, że ten drugi będzie robił pierwszemu na złość – ale to kompletnie bez sensu. Widziałem wiele takich „historii”. Emil trenujący w zeszłym sezonie z Marcinem i Michałem Bogdziewiczem, osoby trenujące u trenerów TRI ale pływające u Andrzeja Skorykowa w grupie, czy w końcu mój przykład. Naprawdę można. Trzeba tylko chcieć.

Dobrze mieć dobrego trenera. A najlepiej NAJLEPSZEGO!

5 Komentarze

  1. Karol napisał(a):

    No urwa ,jak już mieć to tylko najlepszego!!!!Co nie!!??

  2. slaw napisał(a):

    Coraz droższy ten trajlon …:)

  3. Kamil napisał(a):

    Ah kobiety: „1 Jak sadzisz czy jak trzymam pistolet z lufa do skroni to dobrze?:D 2 Czy jak zadam ci pytanie Czy ii WŚ wygrali amerykanie polacy czy ruscy to odpowiesz mi ? – cokolwiek nie powiesz i tak łykam” hehe ja pierdole brak słów

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *