Wpływ Działaczy K.S NIEMANIEMOGĘ na wynik sportowy zawodnika – raport

koniec (s)mentoringu…
25 sierpnia 2015
współpraca czyli myślimy tak samo
5 września 2015
Pokaż wszystkie

K.S NIEMANIEMOGĘ – sprawozdanie zawodnika ze startu MŚ w Zell am See 2015.

Wstęp.

Na początku swojego sprawozdaniach chciałbym zaprzeczyć pogłoskom jakoby w hotelu w jakim byłem zakwaterowany dach przeciekał, nie było ciepłej wody ani miejsca do spania. To właśnie dzięki Działaczom Klubu Sportowego NIEMANIEMOGĘ zdołałem osiągnąć taki a nie inny rezultat. Ale pozwolę sobie zacząć od początku.

Cel i warunki zgrupowania.

Jadąc do Austrii na Mistrzostwa Świata 70.3 postawiłem sobie cel – być w pierwszej 10 w kategorii M40-44.To był cel minimum. Po cichu liczyłem na takie samo a może lepsze miejsce niż Kacper Adam w zeszłym roku. Mając zaplecze w postaci Szanownych Działaczy, którzy już po przyjeździe zapewnili mnie o ustaleniach jakie poczynili z Działaczami z innych klubów wiedziałem, że o cel minimum nie muszę się martwić.20150829_164902

 

Prezes K.S NIEMANIEMOGĘ Pan Wojciech S. podtrzymywał mnie na duchu i dbał o usuwanie jakichkolwiek oznak zdenerwowania i stresu przedstartowego. Kierownik ds. RelacjiMichał D. zapewnił mnie, że mogę liczyć na miejsce WYŻSZE niż 10 (o to się miałem nie martwić – tylko ukończyć).

20150829_212056

 

 

W wieczór przedstartowy klubowy fizjoterapeuta Daniel G. zastosował na mnie niestandardowe techniki energetyzujące imitując swoim chrapaniem dźwięki wydawane przez misy tybetańskie. Energia z wibracji stołu naładowała mnie bardzo pozytywnie!

 

 

 

 

Następnie w godzinach nocnych (po skończonym plenum zarządu) Kierownik Sekcji ds. Strategii i TaktykiEmil W – ustalił ze mną plan na start (poparty swoimi sobotnimi doświadczeniami). Następnie wszyscy udaliśmy się na spoczynek. Zarząd zabezpieczył mi komfortowe warunki spania. Poświęcając się po wieczornych obradach ułożyli się w jednym pokoju oddając mi do wyłącznej dyspozycji ten drugi.  20150830_073501


  

 

 

Dzień startu.

Kierowniczka Sekcji Żywienie i Suplementy – Ewa R, w porozumieniu i w zamiarze z Enervit Polska nafutrowała mnie galaretkami glikogenowymi, bułkami z miodem oraz porcją Carbo Flow.

 

posiłek

 

Zostałem odprowadzony na miejsce startu i obserwowany czujnie z lozy VIP na stadionie. Taktyka ustalona poprzedniego wieczora obejmowała mocne pływanie. Najlepiej w okolicach 30’. Woda w jeziorze bardzo przejrzysta więc dawało to szansę na płynięcie przez 100% czasu w nogach. Pilnować miałem się na 13 km podjeździe aby nie pojechać tam za mocno. Kierownik Wydarty przeanalizował czasy zawodników startujących w Gdyni i w sobotnich zawodach i okazało się, ze czasy rowerowe są średnio ok 8-10 minut niższe. Taki był plan – jechac na podobne waty ale oszczędzać nogi na bieg. Wiadomo było, że będzie patelnia. Na biegu albo our way albo highway! Popłynąłem najszybsze 1,9 w historii swoich startów – 29’07. Czas spędzony na basenie zaprocentował! Na rowerze kontrolowałem waty a potem rywali – poznałem zawodnika, z którym przegrałem w Rugii i starałem się mieć go w zasięgu wzroku. Teraz myślę, ze to był błąd, bo zawodnik słabszy a ja silniejszy. Ale to kolejne doświadczenie. Pierwszy raz jechałem tak asekuracyjnie i raczej na miejsce i czas a nie na waty. Prawda jest też taka, ze odległości między startującymi falami nie były zbyt duże i przez pierwsze 50km nie jechało się samemu ale raczej ciągle wymijając. Stąd też lekkie zawirowania danych watomierza. Niby jade 45km/h a watów ledwie 280. Podjazd ostrożnie. Mając w pamięci swoje przygody z nożem sprzed startu wiedziałem, że muszę dbać o nogę lewą w szczególności. Gorąco było jak diabli i lekkie skurcze łydek spowodowały, że zapadła decyzja o odpuszczeniu ostatnich 20km. Tym bardziej, że było bardzo wąsko i technicznie. Tam też dojechałem wyśmienitego pływaka Krzysztofa Spyrę i wiedziałem, ze pomimo mniejszej mocy i tak jadę szybko. Bieg zacząłem o ostrożnie – po 3:50 ale pierwsza ściana przyszła po 5km. Temperatura przekraczała 30 stopni.

20150830_162841

Na szczęście Działacze zadbali o swoje chłodzenie a ja miałem picie zostawione w T2 w postaci butelki z „dziubkiem”, z którą biegłem przechowując ją w tradycyjnym miejscu – czyli w spodenkach z tyłu. Pomimo jednak solidnego nawadniania się, swojego ISO oraz bardzo dobrych i częstych stref po 10km zaczął się przemarsz przez strefy żywienia typu all inclusive czyli: woda na głowę, woda do gęby, woda z gąbek na głowę, cola do gęby, woda na głowę, lód w spodenki (kolejna zaleta strojów dwuczęściowych. A potem kolejne truchtanie. Nie pomagali kibice naprędce zorganizowani przez Działaczy. Nawet jeden Hiszpan (nie wiem czy nie pod przymusem) nauczył się krzyczeć: „Ku*wa dawaj!”. Ale ostatnie 3 km wydawało mi się, ze lecą jak na skrzydłach. Zegarek jednak nie chciał pokazywać mniej niż 4’06. Piotrek Buła mnie dopingował i ścigaliśmy się na ostatnich metrach. Dlaczego takie padackie bieganie? To proste – za mało trenowałem biegania w tym roku… Mam nadzieję, ze Szanowni Działacze nie wezwą na dywanik Trenera. Bo stoję za nim murem!prezesmagest

Rezultat.

Zająłem w końcu 8 miejsce. Pardon 7 – bo zgodnie z zapewnieniami Działaczy po kilku godzinach zostałem awansowany. Jak to mówią Działacze siekierka lepsza niż bałwanek.

Informuję władze klubowe, że postaram się aby sezon 2016 był równie owocny w osiągnięcia. Biorąc pod uwagę obietnice składane przez zarząd (trampki oraz dresy) oraz sponsorów (Wertykal, Huub, Enervit oraz New Balance) przede mną świetlista przyszłość.

Dziękuję jeszcze raz za możliwość reprezentowanie Klubu na arenie międzynarodowej. To pisałem ja: Marcin Konieczny, zawodnik II klasy – sekcja trajlon.

 

Napisy końcowe

Wojtek – jesteś najbardziej pokręconym psychofanem jakiego znam (a znam aż jednego!). Akcja – „zaskoczymy mkona najazdem” to jak rajd Polaków na Moskwę podczas Dymitriady! Szacun dla Ciebie i Michała. Naprawdę daliście mi KOPA! Plakaty motywacyjne dla Emila i dla Mnie to coś więcej niż tylko poligrafia!

 

psychofanplakat

Na ten wynik składają się jeszcze dwa bardzo znaczące wydarzenia z mojego życia sportowego. Mam nowy superhiper zestaw areo-oreo marki DEC-POL zainstalowany przez klubowego konserwatora Jakuba D. Działa super. Nawet nauczyłem się sięgać po bidon za siodełkiem bez obracania się o 180 stopni. Druga rzecz to samodzielna zmiana dętki w kole startowym przed startem. A co – i wytrzymało do końca wyścigu! To też dzięki Jakubowi D. natchnął mnie do tego w Szklarskiej pokazując swoją decpodręczną skrzynkę naprawczą!

 

7 Komentarze

  1. suchy napisał(a):

    i jak tu pracować ?? 🙂 cała kwintesencja została ujęta a ja dodam tylko – było zajebiście ciężko …. wytrzymać tempo spotkań, ustaleń, zmian planów, ilości Dżegermajstra 😉

  2. przemek napisał(a):

    gratulacje raz jeszcze….

  3. KG napisał(a):

    Gratuluję startu, miejsca i wyniku.
    Oczywiście lekko szurniętej relacji też. Mając taki „drinkteam” 🙂 taki start to chyba pikuś. Można góry przenosić nawet te niemiecko-austryjackie

    • mkon napisał(a):

      Krzysztof dziękuję! Drinkteam – super nazwa – 100% odzwierciedla to co się z nimi działo 🙂

  4. KG napisał(a):

    Tak swoją drogą myślałem, że uda mi się poszurać i pokręcić z Tobą w szklarskiej tydzień przed startem – zobaczyć trening mistrza. Niestety nie wyszło, ale może innym razem.
    pozdrawiam
    KG