wpis ZBOWID-owy czyli wspominki dziadków o dawnych czasach :)

smentoring in progress
26 września 2015
o metodyce… roztrenowania trochę
7 października 2015
Pokaż wszystkie

MKON a masz bukłak na ten ultramaraton? NIE. No to jak chcesz pobiec? A BĘDĄ PUNKTY ODŻYWCZE? Będą? ILE? Cztery. No to po co bukłak? Poza tym pewnie jakiś strumień też będzie po drodze w razie co? Ten dialog jaki toczyłem swego czasu na rowerze jadąc z Prezesem Suchowieckim oraz dzisiejsza przejażdżka, podczas której jedynym i jakże „odświeżającym” punktem odżywczym była jabłoń rosnąca obok drogi. Napakowaliśmy się z Danielem jak głupki rozpoczynając prześmieszną ale i przemiłą sesję typu: jak to dawniej się trenowało. Bo jabłka podczas długiego wybiegania jesienią to był standard 🙂

20151004_140001 20151004_140011

Pojechały teksty o:

1. treningach tuż po obiadkach w stołówce szkolnej. Schemat: koniec lekcji, obiad, start treningu (wszystko w przeciągu 1h) był standardem. Nie dziwne, ze lecąc zadanie główne na takim treningu @ 3:40/km wymienialiśmy się w grupie co komu na żołądku siedzi 🙂

2. warunkach treningowych i obozowych (akurat w kwestii sprzętu sportowego K.S Gwardia Olsztyn ad. 1988-1993 i K.S Niemaniemogę 2015 i dalej mają wiele wspólnego)

3. słynnych obozach wyjazdowych gdzie zimą latało się po górach z gazetą na klatce piersiowej (bo cieplej) i co ważne, potem tę gazetę się suszyło na kaloryferze bo w końcu następnego dnia była kolejna wycieczka.

Te obozy właśnie dają mi chyba największy handicap w porównaniu do osób, które zaczynają trenować teraz, w czasie pełnego dobrobytu i dostępu właściwie do wszystkiego. Pytania – MKON, ile żeli bierzesz ze sobą na wybieganie 25km nie rozumiem. Znaczy rozumiem ale nie widzę sensu (dla mnie). Nie biorę żadnego. Tak jak i picia. Oczywiście nie mówię o treningach ekstremalnych (+25 i mocne bieganie) ale nie mogę też zrozumieć wychodzenia z camelbagiem na 10km przebieżkę 🙂

Myślę, że ta właśnie dostępność do wszystkiego powoduje, że stajemy się bardziej… miętcy 🙂 Za każdym razem jak spotykam się z Piotrem Rostkowskim (rekordzista Polski na 1500m) i wspominamy dawne czasy to przypominamy sobie wycieczkę biegową, która zaczęła się w Szklarskiej od podbiegu! (nie podejścia) pod Szrenicę a następnie w drodze powrotnej ze…Śnieżki zgubiliśmy się w okolicach Śnieżnych Kotłów (biegliśmy dołem) i wybiegliśmy zamiast na Reglach to okolicach Zachełmia. No i trzeba było wrócić asfaltem… Najciekawszym punktem tej „wycieczki” był fakt, ze jeden z kolegów – Adam Kojtych na 20km (droga TAM) zgubił buta w zaspie. Więc mniej więcej co 5km zmienialiśmy się na buty tak aby było sprawiedliwie 🙂 Pronatory? Supinatory? Amortyzacja? Polecam wam pobiec po asfalcie 5km w jednym bucie to pogadamy co to było trenowanie… Odżywianie? He he. Chciało się pić to się jadło śnieg w trakcie wycieczki… Takie tam martyrologiczne wspominki.

Smaczku tym „ZBOWID”owskim czasom dodaje fakt, że w tamtych czasach bieganie 10km (stadion) w czasie powyżej 30′ było uważane za wynik… przyzwoity, żeby nie powiedzieć juniorski 🙂

1 Komentarz

  1. Piter napisał(a):

    Ha ha, dokładnie. Nie wiem jak było „za komuny” ale obecnie pytania o bukłaki padają dość często, pomimo że chodzi o bieganie w mieście a nie w dżungli amazońskiej. Widok twarzy ludzi 1 stycznia w schronisku w Beskidach jak wpadasz w lycrze na herbatę po 10km pod górę po śniegu (połowa trasy) bezcenny. Pozdrawiam