cieszę się jak wariat
2 września 2018
Roman kantuje!
7 września 2018
Pokaż wszystkie

„Nie umówię się z Tobą, za gruby jesteś”. Właściwie od tego tekstu zaczęła się moja świadoma przygoda ze sportem. Była klasa 7 podstawówki i od tej pory codziennie (aby schudnąć) biegałem po 20’. Potem w klasie 8 chciałem pobiec swoim tempem sprawdzian na 1km i okazało się, że klasowy grubasek jest lepszy od tych, co zawsze byli najlepsi. A potem to już poszło. I to oczywiście nie tak, że ze sportem nie miałem do czynienia wcześniej. W pierwszej w SP 2 każdy miał obowiązkową naukę pływania. Nie zdałem egzaminu końcowego, więc odpuściłem pływanie. Potem była piła, ale po miesiącu mi się znudziło, bo nie byłem brany do pierwszego składu. Potem była siatka, ale Pan zapytał ile ojciec ma wzrostu i powiedział: „odpuść sobie”. Odpuszczali też moi rodzice, którzy chyba nie mieli cierpliwości, choć ojciec ciągał mnie na swoje „pracowe” spotkania przy siatce. Wynudziłem się wtedy jak mops i chyba na jakiś czas zniechęciłem do sportu. Na szczęście nie było wtedy playstejszyn, a gra w gry planszowe albo układanie drewnianych klocków do mojego hobby nie należało. Więc naturalnie ganiało się za gałą po podwórku. I jakoś bycie wybieranym jako ostatni mi nie przeszkadzało.

Skąd ten tekst i ta historia w ogóle? Powody są dwa. Pierwszy – z wczoraj. Jan Frodeno pobiegł półmaraton w 1h06 po pływaniu i mega rowerze. Poza komentarzami klasycznymi – na koksie, kosmita i inne zaczęła się dyskusja, skąd takie wyniki i czy u nas są na to szanse jeśli „na sucho” niewielu zawodników tak biega? No i jednym z wątków był wątek – młodzi nie trenują, to jak mają mieć wyniki starzy. Typowo po polsku skręciło to w stronę ty taki i owaki, ale rytm tej dyskusji pokazuje wyraźnie rolę rodziców w kształtowaniu dzieci. Powód drugi, to obserwacje otoczenia. W robocie, na ulicy, na plaży, w górach. WSZĘDZIE. A już punktem przełomowym była scena na lotnisku, kiedy to (UWAGA BĘDZIE BARDZO OBRAŹLIWIE) lekko przymroczony spóźniającym się samolotem, spojrzałem na siedzącą obok mnie pannę typu millenials i musiałem mocno się zastanowić czy dobrze widzę, bo miała dwie piersi. Tak DWIE. Ale jedną pod drugą. I ta niżej była większa niż ta wyżej… O panach, co powinni staniki nosić lub takich, co nie widzą swojego „johnsona” inaczej niż w lustrze – szkoda gadać. Od razu nadmienię, że mówię przede wszystkim o ludziach młodych. Tak do 40-tki. To są te dwa powody, które popchnęły mnie do napisania tekstu, który można nazwać moją niezgodą na „grubość”. Nie „otyłość”, bo ta może być stanem chorobowym. Grubość, czyli coś co powoli przestaje nam przeszkadzać. Nie tylko jako społeczeństwu, ale po prostu ludziom. Nie twierdzę, ze „chomiczki” nie są przyjemne (prawda Ewa ;)) ale chomiki to nie qwa „koło ratunkowe”, które zwisa za kanapę podczas poobiedniej drzemki.

Skąd się to bierze? Według mnie przyczyn jest kilka, a ja wymienię trzy według mnie najważniejsze:

1. Rodzice i szkoła.

Dyskusja pod wpisem o Frodeno pokazała mi niebezpieczną tendencję komentujących: moim dzieciom się nie chce. Szybko się zniechęcają. A ja nie mam sumienia ich „pędzić”. Jest w tym dużo racji. Nie mnie oceniać proces wychowawczy. Jednak jak przypominam sobie swoją SZKOŁĘ, to za dwóję z WF można było nie zdać. A Ojciec opierdzielał równo, za niezaliczony dwutakt. Pomijam oczywiście „ostracyzm” społeczny wynikający z tego, że człowiek po prostu był słaby. A teraz? Wydaje mi się, że normą stało się raczej unikanie WF w szkole. Całoroczne zwolnienie – proszę. I kupuję argument, że dziecko może mieć inne talenty. Ale uważam, że średnie powinno być ze wszystkiego. Również z biegania, skakania, grania w jedną czy drugą piłkę. A tego nie da się zrobić bez szkoły ale i rodziców. Rodziców, którzy odpuszczają. Dzieciak przychodzi po miesiącu chodzenia na judo, kiedy to już nie jest tak atrakcyjnie i mówi: judo już nie – teraz kółko fotograficzne. I rodzic leci od Decathlonu oddawać judogę i kupuje canona. Bo tak łatwiej. Pokażę Wam druga stronę. Na wakacjach byliśmy z Ewą z przyjaciółmi. Mają dwójkę dzieci: Michał 13 lat, Iza – 17. Pierwsza rzecz jaka przyszła mi do głowy, gdy zobaczyłem ich bagażnik to: „jebnięci”. Ale było tam wszystko do grania. Piłka do kosza, do siatki, plażowa, do nogi, rakietki do kometki razem z siatką, butów nie wymieniam, bo to oczywiste. I oni z tymi dzieciakami w to wszystko rżnęli. Powiem więcej. Zdarzały się chwile, kiedy zamiast (tak jak ja) leżeć na kocyku i popijać piwko, Iwona (mama) mówiła: idziemy na plażę poćwiczyć core (!). Czujecie? CORE kurwa. Który z rodziców potrafi odróżnić core od kory leżącej u niego na łóżku. I to nie jest tak, że te dzieci leciały na tę plaże szczęśliwe. Stękały, szczególnie Iza. Ale szła. Ćwiczyła i jej to nie zabiło. Tak samo jak nie zabija to jej relacji z rodzicem. Ani ich autorytetu. Ale łatwiej jest powiedzieć, nie chcesz wstawać o 5 rano na basen? Oj to dobrze, bo mi też się nie chce….

Ruch jest naturalny – tylko my się od niego odzwyczajamy. I niestety jesteśmy w tym dobrzy!

Państwo Godlewscy – naprawdę SZACUN!

2. Normy (społeczne)

Jestem ciekaw w którym momencie bycie grubym stało się normą. I to nawet usankcjonowaną (słynne przesunięcie indexu BMI w Stanach, bo się ludzie w nim nie mieścili). Ostatnio podczas biegania Wujek podzielił się z nami swoim kolejnym przemyśleniem. Kiedyś w klasie jak był jakiś grubas, to była z niego beka na maksa. Teraz wszyscy są grubi i nawet nie ma się z kogo śmiać. Poza tym śmianie się z kogoś jest „politycznie niepoprawne”. I to jest chyba świadectwo naszych czasów. Lepiej zaakceptować stan obecny niż próbować się z nim zmierzyć. Wiem, że świat się zmienia, za chwilę wyrośnie nam dodatkowy palec do obsługi ekranów dotykowych i 3. oko na czole do jednoczesnego patrzenia na drogę. Więc może i te dolne cycki są efektem zmian genetycznych. I nie twierdzę, że śmianie się z kogoś jest ok. Ale jako że w latach 1980-1988 śmiano się ze mnie permanentnie (wprost lub za plecami) to wiem, że może to działać mobilizująco. I naprawdę można coś ze sobą zrobić. Szczególnie gdy ma się taki dostęp do asysty jaki ma się obecnie. Więc teoretycznie jest łatwiej. Trzeba tylko chcieć. A „chcę” zacznie się wtedy, kiedy jednak +20kg nie będzie normą. Kiedy nie będę dostawał spodenek z New Balance o rozmiarze S, w których się topię, bo to norma amerykańska. Kiedy to sprawy będzie się nazywać po imieniu, bo gruby to gruby, a leniwy to leniwy, a nie potrzebujący wyzwań. Zresztą sam zauważam ten przerażający dryf na odpuszczanie. Bo wystarczy odrobina trudności czy zniechęcenia i odpuszczamy. I jasne, tacy jak Radek Buszan czyli szczypiory z natury, mają łatwiej. Ale jeśli jesteś poniżej 40 roku życia to naprawdę nie powinieneś wyglądać jak wańka-wstańka. Bo zrobienie 50 pompek, przebiegnięcie 5km, przejechanie na rowerze 50km to NORMA, a nie wyczyn… Kto z Was podciągnął się ostatnio na drążku? RAZ! A kto zrobił wymyk? Choć raz w życiu? Z bagażem 5kg gówna w jelitach to bardzo trudne.

3. I teraz o tym „gównie”

Tak jak normą stała się otyłość, to normą stało się, że jesteśmy karmieni syfem jak małpa kitem, choć chyba lepszym określeniem byłoby „jak gęś rurą”. Pokażę to na przykładzie – swoim, żeby nie było. Ostatnio zreflektowałem się, że jak wkładam do gęby gumy w drażetkach to dwie. Dlaczego? Bo Pani na reklamach tak robi. Jak chce mi się spać podczas jazdy to nie robię przystanku, chwili przerwy tylko sięgam po red bulla, jak chcę się napić, to nie wody tylko koniecznie czegoś słodkiego. Pisać dalej? Dajemy się szanowni Państwo tuczyć jak tuczniki. Tym bardziej, że za chwilę kupujemy tabletki na odchudzanie, które „zrobią to za nas”. I podpisuję się obiema rękoma pod tym co twierdzi moja żona – wszystko jest dla ludzi. Tylko nie zdajemy sobie sprawy ile „rzeczy” jest przemycanych. Zarówno w reklamach jak i w produktach. Jogurt naturalny? Słodzony. Chleb? Słodzony. Woda (to już hit) słodzona. Nosz kurwa. I my to wszystko łykamy. I tyjemy.

Podsumowując, bo od czegoś to się zaczęło.

Medale MŚ w triathlonie przyjdą z masy. Ale masy zawodników, a nie masy zawodnika. W tym roku było 80 osób w Afryce, i mamy tendencję wzrostową. To są trenujący rodzice, na których wzorować się będą (i wzorują) ich dzieci. I te (jeśli rodzice im nie odpuszczą) będą szły w sport. Możliwe, że z niego w pewnym momencie zrezygnują ale zrobią to jak pozaliczają wszystko na WF. Świadomie. I z tej masy będziemy mieli Mistrza. Mam nadzieję, że nie tylko w kategorii wiekowej!

P.S były w tym felietonie jeszcze 2 zdjęcia. Obydwa przedstawiały anonimowych grubych młodych ludzi. Wykasowałem je po krytyce jaką otrzymałem. Uważam, ze pozbycie się ich z felietonu pozwoli wyeliminować krytyczne głosy, które zasłaniają główne przesłanie. Jesteśmy GRUBYM (a nie „akceptującym siebie takimi jakimi jesteśmy) narodem (i do Amerykanów nam całkiem blisko) i jeśli nie potrząśnie się nami (rodzicami) to będzie tylko gorzej. Lubię nazywać rzeczy po imieniu i tyle

 

20 Komentarze

  1. Lisbeht napisał(a):

    Ja myślałam że na ostatnim zdjęciu to kobieta 😂

  2. Tomek napisał(a):

    Parówkowym skrytożercom mówimy NIE.
    Co do moich dzieci, 15 i 9 lat- to nie maja wyjścia- chodzą na basen- nie trenują lecz ucza sie pływać- powtarzam im że odpuszcze dopiero jak beda potrafily plywac dobrze- czyli w/g mojej oceny bardzo dobrze wręcz doskonale😉😉. Tlumacze im ze jak dorosną i pojada nad jezioro, np na łódkę, bedą wyglupy i niedaj… wpadna do wody.. to muszą umiec sobie poradzić…
    Starsza corka kwęka… mlodsza poki co chętnie… ale i tak nie mają wyjścia- nie odpuszczam.
    Pozdrawiam serdecznie Panie kolego Marku.

  3. stefan napisał(a):

    Marcinie, może ludzie lubią jeść (wpier….)chipsy popijając colą i grać w playstation, nie przeszkadza im że ważą 150 kg i nie mogą samodzielnie zawiązać sznurówek. Nie każdy musi lubić skatować się, spocic itp. Nie odbierajmy im prawa do wyboru własnej drogi. Tylko niech leczą się za swoje.

  4. Marek Ziółkowski napisał(a):

    Lubię to, w punkt tylko, że ci co to czytają raczej żyją jak Ty i napisałeś fajny felieton do poduszki;) Polecam wszystkim bajkę Disneya „Wall-e”. Zwróćcie uwagę jak wyglądają ludzie przyszłości;)

  5. Monika napisał(a):

    Mam 43, od 3 regularnie biegam, około 40-50 km tygodniowo. Dlaczego, a dlatego, że mi tyłem urósł jak rzuciłam palenie 🙂 Mogłabym przestać, bo już nie tyje, waga wróciła do normy, jem zdrowo etc, ale wiesz co, moje nie mogę że względu na dzieci. Syn (10lat) jak by mógł to by od konsoli nie wstawał, a córka (12lat) tylko by leżała i książki czytała. Nie, nie są otyli, ale ruszać im się nie chce, poza oczywiście zajęciami po szkole (breakdance-Syn, karate-corka). Najłatwiej byłoby im powiedzieć, że mają coś ze sobą zrobić, ale to nie działa, a wiesz co działa – dawanie im przykładu i tak co sobota o 9.00 razem pokonujemy 5km biegiem i nie ma że się na Parkrun nie chce iść 😄

  6. Krzysiek srajlonista napisał(a):

    Smutne to i prawdziwe. Powinieneś dodać jeszcze coś o problemie kiedy jedno tylko z rodziców próbuje walczyć ze sobą i swoimi słabościami a drugie, niestety najczęściej płci żeńskiej wręcz przeciwnie. A startować i jednocześnie dopingować dzieci w ich dziecięcych startach albo nawet ogarnięcie ich samemu na zawodach gdy jesteś w trasie jest niemożliwe. Pozostaje się poddać samemu albo jeździć samemu i znosić wkurw jej na to że w weekend nie faszerujecie się żarciem z restauracji

    • Marek NEGU napisał(a):

      Krzysiek,
      Na pewno masz rację, że jest to gigantyczne utrudnienie, jeśli ta druga „lepsza” połowa jest w opozycji do Ciebie i tak jak piszesz woli się faszerować żarciem w weekend w restauracji.
      Swego czasu rozmawiałem na ten temat z osobą, która jest podobnie jak MKON szkoleniowcem i specjalistą do spraw komunikacji. Mieliśmy taki pomysł, żeby wręcz stworzyć system szkoleniowy jak komunikować się w takiej sytuacji z drugą połówką.
      Mamy bardzo często w domu (mówię bardzo ogólnie, nie jest to personalne i wynika również z moich własnych doświadczeń) sposób komunikacji popierwsze niedbały, po drugie zorientowany na własne potrzeby a nie na tej drugiej strony lub co najważniejsze wspólne, a po trzecie niezwykle często KONFRONTACYJNY.
      Z klientami biznesowymi potrafimy wspinać się na wyżyny komunikacji, a często gęsto w domu zapominamy o tym i idziemy na łatwiznę, która finalnie nam wiele rzeczy utrudnia.
      Nie piszę tego absolutnie jako krytyki, tylko zachęcam do szukania rozwiązań komunikacyjnych z tą drugą stroną bo na pewno zawsze jakieś rozwiązanie istnieje, sam to trenowałem na sobie.
      Pozdrawiam
      Marek NEGU

      • Marek Ziółkowski napisał(a):

        Krzysiek, a może jest tak, że jak Ty robisz sobie „dobrze” na treningu to Twoja żona w tym czasie pierze, gotuje, odrabia lekcje z dziećmi, sprząta i nie ma czasu podrapać się po dupie i jak miałaby jeszcze wyjść i pobiegać albo dodatkowo użerać z leniwym dzieciakiem to już się robi trochę za dużo?
        Jak jest czas, że trenuję 12-15h tygodniowo czyli nie mnie w domu praktycznie cały dzień, to wiem jak jest i jestem bardzo wdzięczny. W takim układzie ktoś musi się poświęcić, a przynajmniej z czegoś zrezygnować. No chyba, że jest tak, że Ty nie kupujesz chipsów, a cała reszta objada się tym ze smakiem. Wtedy jest źle i ciężko coś z tym zrobić.

  7. Raduś napisał(a):

    Parowkowym skrytożercą mówimy zdecydowanie Nie.

  8. Zuza napisał(a):

    Jakże Cię dziękuję za ten wpis 🙂

  9. Sportowiec napisał(a):

    No dobra, wyżaliłeś się i co dalej?
    Taki stan rzeczy już jest od wielu lat zdiagnozowany i aż dziw, że dopiero teraz go dostrzegasz. Potrzebne są wielkie zmiany systemowe a nie użalanie się nad słabą kondycją narodu.
    Trenujący rodzice? Dobry przykład od góry? Przecież to ledwie kilka procent, kilka procent!

    A czasami w sporcie wystarczy dobrze wyselekcjonowana jakość, a nie ilość.
    Masowość? Wystarczy popatrzyć na piłkę nożną. Gdzie ta jakość? A są dyscypliny sportu gdzie z kilkunastu zapaleńców wyrasta mistrz świata.
    Aż dziwię się że osoba aspirująca do miana wiodącego sportowca amatora potrafisz wypisywać takie rzeczy.

  10. Przemek napisał(a):

    Nieużywanie przekleństw to także powinna być NORMA, a nie wyczyn.

    • mkon napisał(a):

      dlaczego? słowo/przekleństwo KURWA uważam, za jedno z najpiękniejszych w polskim słowniku? Mój blog, mój styl. Sorry

  11. DonG napisał(a):

    Zgadzam się w całej rozciągłości. Jestem z rocznika 1980 i na pidwórku mieliśmy kolegę, który nie zdał z wf i plastyki!!! Z przedmiotów, które z automatu podnosiły średnią. Dodam,że był wysportowany… Do 30-tki byłem szczupły. Dopiero auto i siedząca praca spowodowały,że nie miałem czasu na normalne jedzenie, więc weszły fast foody, kawa, drinki na rozluźnienie – opona i cycki urosły zanim się zorientowałem… Teraz powoli zaczynam ćwiczyć bo kręgosłup siada. Pomki, skakanka, przysiady, brzuszki. Odstawiłem cukier, piwo, drinki, wódkę, jem więcej warzyw i owoców. Jak mam chęć na słodkie sięgam po miód. Po 2 miesiącach czuję się o niebo lepiej, więcej mam energii, chce mi się żyć i być aktywny. Staram się też nie oglądać telewizji a tablet używać tylko w ostateczności. Nawiązałem kontakty z sąsiadami-bardzo mili ludzie 🙂 powodzenia!

  12. Tamara napisał(a):

    Najbardziej mnie osobiście denerwuje to, że na imprezach (minn. w klubie sportowym) ja mówię swojemu dziecku, żeby nie brało jedzenia które jest niezdrowe, którego w domu nie jadam A tu chór głosów, że dziecku bronie, że dzieciństwo mu zabieram młody je bo inni podlamuja mój autorytet A potem ma sraczke i ja się z nim mecze

  13. Magda napisał(a):

    Dobry wpis 🙂 Dzieci nie mam na stanie, ale wkurza mnie trend pt „akceptuj siebie w każdym rozmiarze, nawet jak się turlasz zamiast chodzić w wieku 25 lat”. Nosz kurka wodna! Nie każdy musi być sportowcem wyczynowym, mieć ciało greckiego boga i kratę na brzuchu, ALE każdy powinien dbać o siebie na tyle, również w temacie aktywności fizycznej, żeby móc normalnie zdrowo funkcjonować. I szczerze mówiąc to wisi mi czy Polska będzie miała medale na takich czy innych zawodach, w ogóle kibic ze mnie marny 😛 Natomiast przerażają mnie nastolatki ważące 100 kg, dzieci, które nie umieją biegać (autentyk!) bo im się nogi nie zgrywają ze sobą, osoby w wieku +/- 25 lat, które po 3 minutach wysiłku w rodzaju truchtu w miejscu są na skraju zapaści… Co w 99% przypadków (pomijając rzadkie choroby genetyczne itd) wynika z lenistwa i wygodnictwa i nieumiejętności narzucenia sobie jakiejkolwiek dyscypliny, mówiąc wprost. A jak masz 30 kg nadwagi to nie masz akceptować swoich krągłości tylko ruszyć 4 litery i coś z tym zrobić.