MKON wszędzie, wszędzie MKON
31 października 2017
współpraca między trenerami
11 listopada 2017
Pokaż wszystkie

techniki technikami ale dotyk działacza potrafi uczynić cuda

Sytuacja #1 przed maratonem Orlen ad.2015. Średnia długość snu przed startem – ok. 2-3h (czas permanentnie sprawdzany na zegarku hotelowego telewizora). Nerwobóle polegające na drganiach policzka z atakami lęku typu: „lepiej napiszę testament, bo jak zejdę na 30 km to będzie jeszcze większy syf”.

Sytuacja #2 przed IM Barcelona ad.2016. Średnia długość snu – ok. 50’, bo mniej więcej tyle potrafiłem przegapić w permanentnym sprawdzaniu zegarka na kindlu – nudziłem się tak leżąc jak ogór, więc czytałem.

Sytuacja #3 przez IM KONA ad.2017. Średnia długość snu – ok. 6-7 h. Zasypiałem ok. 21 a wstawałem o 4. Chyba 2 razy się przebudzałem ale w kontrolowanym zdenerwowaniu.

Czym różnią się te 3 sytuacje oprócz tego, eż pierwsza to mało snu i słaby wynik, druga to mało snu i dobry wynik, trzecia to dużo snu i dobry wynik. Różnią się tym, w jaki sposób „panowałem” nad zdenerwowaniem przed startem, które co by nie mówić, wpływało na jakość wypoczynku przed zawodami.

Oznaki zdenerwowania „przed” u mnie wyglądają tak: niby zasypiam, a tu nagle pojawia się myśl (w Barcelonie np. o falowaniu morza), która powoduje wyrzut adrenaliny, serce zaczyna mi walić jak szalone, rozbudzam się, wkurwiam się, bo uświadamiam sobie, że nie da rady już zasnąć i na tej fali wkurwu trwam w tym niezasypianiu. Ten schemat: myśl – adrenalina – rozbudzenie, to stały element mojego schematu walki ze stresem przed zawodami.

Jak to się stało, że przed KONA udało się to jakoś opanować? Myślę, że przyczyn jest kilka. Zacznę od tej, która chyba bezpośrednio się nie przyczyniła ale może trafiła do podświadomości.

 Po Barcelonie, pewnie po to, żebym nie obrósł w piórka, Tomek (poza wskazaniem na brak życiówki) zapodał zadanie. Znaleźć trening relaksacyjny, który wyeliminowałby stres albo chociaż nim lekko zarządził. Próbowałem wielu rzeczy. Na stronie relaksacja.pl znajduje się coś takiego jak „trening relaksacyjny Jacobsona” – na mnie nie działa. Dostałem kilka inputów dotyczących technik treningu mentalnego. Były wśród nich techniki wyobrażeniowe tak opisane, że nie mogłem ich sobie wyobrazić :). To żart of kors. Np. technikę o jakże miło brzmiącej nazwie: „zaliczanie kolejnych baz” stosuję i stosowałem np. na Hawajach. Inne też stosuję (np. „tu i teraz”, „analiza sytuacji” albo „wyobrażanie sobie sytuacji trudnych i stosowanie planu B”). Natomiast noc przed, żadna z nich nie była w użyciu. Myślę jednak, że w podświadomości coś mi tam zostało. I z perspektywy dnia dzisiejszego ten zarządzalny poziom stresu miał jedno źródło. Po prostu:

  1. wmówiłem sobie, że byłem przygotowany (o tym za chwilę szerzej);
  2. wmówiłem sobie, że wynik ma dla mnie drugorzędne znaczenie, a te zawody to właściwie nie zawody tylko trening. A takich treningów robiłem już sporo;
  3. i tak, ten zaczynający się jutro o 7.05 odbywać się będzie na 5 odcinkach, z których koncentrować będę się tylko na danym:
    1. pływaniu, a dopiero po pływaniu pomyślę o t1
    2. t1, które przecież przećwiczyłem, a dodatkowo wizualizowałem sobie na ostatnim kilometrze pływania
    3. rowerze (najpierw trasie tam, a dopiero jak dojadę tam to z powrotem
    4. t2, które również najpierw w pokoju, a potem w myślach wielokrotnie przećwiczyłem
    5. a bieg… bieg to jak bóg da.

Jak widać jest to klasyka techniki „tu i teraz”, która polega na tym, aby nie wybiegać za bardzo w przyszłość.

Jeszcze o tym przygotowaniu. Przed dniem startu zadbałem o wszystko o co mogłem zadbać. Nie miałem na to wpływu – nie ma co się przejmować. Pierwszy raz świat o tym usłyszy ale wstawiając rower ok. 13 w największym słońcu, zapomniałem spuścić powietrze z opon. Dopiero zmuszony przez żonę wróciliśmy te 10 km i wepchnąwszy się na partyzanta do swojego roweru czynność tę uskuteczniłem. Tak więc nie miałem sobie nic do zarzucenia. Wytrenowany, wypoczęty, przygotowany. Na to miałem wpływ. Na co nie miałem wpływu – tym starałem się nie przejmować. „I chuj…” było często powtarzanym przeze mnie zwrotem (w myślach) jeśli pojawiała się wątpliwość (a co jeśli pęknie łańcuch). Poza tym wizualizacja tego, że już tak było i nic się nie stało – też pomagała. Boisz się, że zapięta dopiero przed zawodami spinka na łańcuchu (jeszcze raz dzięki Emil i Kuba za łańcuch ze spermą szatana) pęknie? Ale przed Malborkiem też tak zapinali… Boisz się, że napijesz się wody podczas pływania i będzie rzyganko? 2 dni przed zawodami po to pływało się w największe fale, aby tej wody się napić. I rzyganka nie było. Itd.

Doświadczyłem też mega stresa w noc przed. Ta była słabo przespana. Ale ponieważ (kolejna wskazówka Tomka) specjalnie nie przestawialiśmy się o całe 12 godzin to organizm sam automatycznie kierował mnie w kierunku łóżka ok. 19.30-20. Tak też było w noc przed startem. Niedospanie z poprzedniej nocy, regularność w zasypianiu przez ostatnie 2 tygodnie i wstawanie ok. 5, nie czyniły wstania o 4 w dniu startu właściwie żadnym stresem dla organizmu.

Wszystko powyżej nie oznacza, że przed każdym kolejnym startem będę spał jak Lord z lekka pochrapując przed snem. Po pierwsze od pochrapywania w tym łóżku jest inna osoba, a po drugie na pewno nie. Ale mając coraz więcej rzeczy pod kontrolą można jakoś świadomie obniżyć poziom stresu.

A teraz drodzy Państwo ćwiczymy. Kładziemy się na podłodze, zamykamy oczy, wyobrażamy sobie, że wciągając powietrze nosem przechodzi ono przez Wasze ciało jak energetyczna kula światła dochodząc do waszych palców u stóp. Dopiero wtedy można głośno wypuścić je przez usta…. Działa? Na mnie nie, hehehehe.

Na koniec – żebym nie zapomniał. Nad całością czuwał Prezes. To on zadzwonił do mnie we wtorek przed zawodami (kiedy odebrałem pakiet) ze słowami: MKON, właśnie dzwoniłem do szefa Ajronmena i wszystko załatwione. Nie wierzysz – sam sprawdź. Każdy na wyspie będzie ci pokazywał, że zadzwonione było. I rzeczywiście, kogo bym na ulicy nie spotkał pokazywał dłonią ten właśnie znak. Prezes jest super!

dzwonione było. każdy mi tak pokazywał!

5 Komentarze

  1. Andrzej Kozlowski napisał(a):

    Melisa(dwie torebki na szklanke)? Melatonina – 10mg ? Probowales ?

  2. slaw napisał(a):

    Czy mi się wydaje, czy to W. Łachut na koszulce?!:)