wiek to tylko cyferka
2 lutego 2017
sami sobie to kuku robimy
9 lutego 2017
Pokaż wszystkie

Swego czasu popełniłem tekst o tym, ze jeżeli chce się biegać szybciej, trzeba… biegać szybciej na treningach. Coś tam pewnie ma to wspólnego z metodyką treningu wytrzymałościowego, jakoś to można wytłumaczyć – ja nie potrafię – ale porównując zeszłoroczną zimę do tegorocznej, widzę kolosalne różnice w treningu. I nie wynikają one wyłącznie z tego, że podsumowując nieudany, bądź co bądź proces przygotowania do maratonu 2016 Tomek powiedział: u mnie będzie znacznie ciężej. Przypomnę – zimną 2015/16 współtrenowałem z Piotrkiem Rostkowskim. Pamiętam tamte treningi i ciągle nie mogę się nadziwić, że realizując raptem 2 (słownie: dwa) na docelowej prędkości maratońskiej (sub 2:30 oznacza bieg po 3:33/32) poleciałem maraton w 2:38, do 30km mając nadzieję, ze może jednak wyjdzie… A że nie wyszło, to w 70 % problem braku siły biegowej w okresie przygotowawczym, a nie wytrzymałości. W tym roku, cyferki jakie czekają na mnie w planie treningowym na TP pokazują mi wyraźnie, że tak jak u Darka Sidora (którego uważam, za treningowego KATA – ale w tym pozytywnym tego słowa znaczeniu) sezon na treningi w prędkościach startowych właśnie się rozpoczął. Co więcej – „błogosławiona niekompetencja” jaką posiadam analizując te plany pokazuje mi jak często „zaskoczony” jestem siłą zaserwowanego mi bodźca. Piszę to siedząc na kanapie, po pierwszym z serii treningów, który tylko o kilka sekund różni się od poziomu jakościowego zawodów w jakich startowałem 3 tygodnie temu (Chomiczówka). I mimo, że jestem cholernie dumny z wykonanego treningu, to jednocześnie przerażają mnie kolejne 2 tygodnie, kiedy to takich „chomiczówek” mam kilka w ciągu 10 dni.  Swoją drogą Tomek też pięknie potrafi „ukrywać” te akcenty w postaci zadań, które na pozór wyglądają niewinnie. Przykład: 10 x 4’ w tempie 3:30/km. No czym to się różni od 10 x 1km – niczym. Ale to pierwsze to ciągle zabawa 😉 a to drugie wytrzymałość tempowa :). Jako #janusztreningów odkrywam to dopiero na 4 odcinku 😉

szwedka, co wchodzi w tyłek jest mega!

I mimo, że do każdego z tych „jakościowych” treningów podchodzę jak do zawodów (posiłek przed, odpowiedni strój, nawodnienie, but startowy NB, etc) to ciągle jest mi ciężej niż podczas startu. I niestety psychologiczny handicap w postaci myślenia: „zaraz ale czym tu się przejmować – 3 tygodnie temu przeleciałeś to o 3 sekundy szybciej na kilometr i to bez 2’ przerwy” (dzisiaj biegałem 2 x 8km)  NIE DZIAŁA. Tj. działa o tyle, że nie przerywam treningu, bo ciężko. Ale na pewno nie jest lżej niż na zawodach. A patrząc na dzisiejszy dzień to nawet trudniej (mimo, że wolniej). Patrząc na przyczyny – znajduję dwie. Pierwsza – treningowa. Jednak przed zawodami jest lekkie wypuszczenie. Nawet 1-2 tapering potrafi zdziałać cuda. Takiego cudu nie można się spodziewać jeśli dzień przed zawodami robi się 20km + siłę z ciężarami. Druga przyczyna – przebadana dzisiaj organoleptycznie – to atmosfera – a właściwie kibice.

Tak jak pisałem dzisiejszy trening to 2 x 8km w tempie startowym z 2’ przerwą. Pierwszy odcinek szedł bardzo ciężko. Biegnąc z powrotem (lekko pod górkę) nie wyobrażałem sobie, że za tydzień mam ten sam trening wykonać bez przerwy. 2’ minęły zaskakująco szybko więc start do odcinka 2 na dużym stresie. Ale mijające kilometry idą jakoś łatwiej. Wprawdzie w głowie diabełek mówi: dopiero luty, może wystarczy zrobić zamiast tych 8km 2 x 4km? I tak jak zwykle negocjuję z sobą: dobra – zobaczymy jak będzie po 4 (po nawrocie) najwyżej się zatrzymam na 2’ i polecę dalej. Ale mimo teoretycznie narastającego zmęczenia jest inaczej. Może nadużyciem byłoby napisać lżej ale inaczej. Dlaczego? Bo pojawiają się inni biegacze na tej samej trasie. Część rozpoznaję (wstyd więc jest pokazywać słabość), część rozpoznaje mnie, część doganiam, część próbuje utrzymać moje tempo, coś się dzieje. I to jest ta druga przyczyna dla których na zawodach jest łatwiej. Tam ktoś jest. Ten splendor (dla innych) i wstyd (dla drugich) może być niezłym motywatorem. A jeszcze jak się kogoś zobaczy w buffie #niemaniemoge to już jest po prostu PETARDA. A to, że w trakcie odcinka nie ma siły pozdrowić kogoś – mam nadzieję będzie wybaczone.

Podsumowując: wiem, że będzie szybciej na zawodach tylko pod warunkiem, że teraz na treningu będzie bardziej boleć. I ja tak chcę. Bo co cię nie zabije to cię wzmocni – tutaj akurat to tak działa. No i jaka duma „po”!!!

9 Komentarze

  1. Lech napisał(a):

    A jak zabije ..? Co miałeś z biologii ? Życzę mimo to osiągnięcia wyznaczonego celu.

    • mkon napisał(a):

      tutaj akurat uważam, ze trzeba rozszerzać strefę pozakomfortową. Jak ma trafić szlag to i tak trafi…

  2. dziadek napisał(a):

    Jak zwykle w dziesiątkę ale z małymi uwarunkowaniami ale nie o tym… Ostatnio analizowałem tzw gotowce pod maraton typu w ,,6 miesięcy w 3.15″
    .Co mnie zastanowiło, nie było żadnego zadania w tempie maratońskim, ocierało się o to tempo ale mimo wszystko było trochę poniżej. Jakaś totalna bzdura, tak mi się wydaje…
    A pytanie do Ciebie – bezpośrednio po 20 km wybieganiu robisz siłę z ciężarami? Ile trwa jeżeli można…

  3. tola napisał(a):

    To jeszcze napisz o skutkach ubocznych takich treningów- (a są na 100%) typu:
    – robisz taki trening przed pracą- wiadomo i nie ma bata- że w pracy później nie jesteś wydajny- co więcej – zdychasz ….
    – na bank masz żylaki odbytu etc…

    • mkon napisał(a):

      jedynym skutkiem ubocznym takiego treningu jest konieczność co najmniej 2h resetu. Mówiąc reset mam na myśli leżenie i udawanie, że żyję. Dlatego nie wyobrażam sobie robienia takiego treningu przed robotą. Ten najważniejszy trening ustalany jest na dzień wolny. W czwartek mam 5*2km bardoz szybko jak dla mnie ale to zrobię po robocie. Myślę, że przed – z uwagi na konieczność zjedzenia śniadania oraz energię o któej piszesz – byłby nie realistyczny. Co do żylaków odbytu – nie zaglądałem 🙂

  4. tola napisał(a):

    po prostu z twojego punktu widzenia pewne rzeczy są oczywiste.
    Byczej stopy i płaskostopia zapewne też nie masz no bo skąd ; prostata też we wspaniałym stanie jak u osiemnastolatka nie wygnieciona i nieskatowana godzinnym ubijaniem starych jajec przez siodło szerokości dwóch palców hahaha…

  5. Jakub Masiuk napisał(a):

    @tola i @mkon to zależy jak to może ja prawie wszystkie treningi robię przed pracą. Zaczynam 4-6 rano w zależności jak długą jednostkę mam do wykonania. dziś np. 7x(1km poniżej 4′ + 1km lużno) , ale są też takie jak u mkon 2x8km w tempie startowym czyli mocno. Pracę mam biurową, nie fizyczną, nie jest czasami łatwo, ale da się przeżyć i przyzwyczaić. Kwestia motywacji i chęci.

    • mkon napisał(a):

      Jakub, masz rację. Też często tak robiłem/robię. Ale teraz jest to niemożliwe z dwóch powodów. Po pierwsze zima więc trudno mi się zmobilizować do biegania po ciemku w takich prędkościach, po drugie dostałem negatywny feedback po jednym ze szkoleń, że widać było po mnie umęczenie porannym treningiem :). A ja niestety w robocie stoję 😉

      • Jakub Masiuk napisał(a):

        Z takim feedbackiem to faktycznie trudno dyskutować. Jeśli chodzi o bieganie po ciemku to kwestia wybrania trasy , ewentualnie zostaje bieżnia, choć jej nie znoszę. Niestety jak nie zrobię treningu rano, to często już po południu nie mam jak 🙁