Priorytety, planowanie, plan, konsekwencja…
3 grudnia 2016
and the winner is….
27 grudnia 2016
Pokaż wszystkie
kona

niestety czapki już nie mam. Oddałem. A można było tak zaszpanować 😉

Ten tekst miał powstać zaraz po Ironman Barcelona ale bieżączka zwyciężyła. Dlaczeego tuż po? Bo zjawisko jakie zauważyłem spacerując po ulicach Calella w ostatnim tygodniu przed zawodami nie jest mi obce. Co więcej, sam się tak zachowywałem/zachowuję – używanie czasu przeszłego albo teraźniejszego zależy tylko od poziomu mojej odwagi 😉

Najpierw wstęp.

W sporcie najważniejsza dla mnie jest rywalizacja. Ściganie się z innymi, ze sobą, z wynikiem. To jest to co mnie napędza. Dlaczego to robię – bo chcę sobie coś udowodnić, bo chcę był lepszy (też od innych), bo chcę się wyróżniać. W swojej „karierze” triathlonowej zauważyłem pewien sposób ekspozycji tego „jestem dobry/lepszy niż ty” w różnej formie. Żeby nie szukać daleko, przykład z dzisiejszego basenu: wchodzę i patrzę kto, gdzie pływa. Najpierw analizuję ilość sprzętu na brzegu. Łapki, ósemka to standard, ale już rurka czołowa świadczą o jakimś zaawansowaniu technikami treningowymi. Wiadomo – im więcej sprzętu, tym bardziej… no właśnie, czego się spodziewać. Nauczyłem się nie iść tą drogą, bo nie zawsze ilość sprzętu idzie w parze z „talentem”. Patrzę więc na technikę. Długie pociągnięcia, przesuwanie się w wodzie – dobry zawodnik. Ale natychmiast zaczynam się porównywać i oczywiście czekam na dopłynięcie do ściany – będzie nawrót koziołkowy czy nie? Nie ma – cienias 😉 wchodzę na jego tor – zobaczy jak się pływa. Nieźle nie? Wprawdzie wystarczy, że taki zawodnik za chwilę opłynie mnie jak wodorost, a ja już włączę sobie w głowie – pewnie pływak ale jak przyjdzie co do czego na pewno nie pojedzie z tego nawet 200 wat. O bieganiu nie wspominając. Komedia co? I mimo, że mam coraz większy dystans do uprawianej przez mnie dyscypliny i mimo wyników jakie mam, ciągle łapię się na tym codziennym porównywaniu się i pokazywaniu tych piórek w dupie. Trochę jak triPAW 😉

No to teraz o triPawiach będzie.

Zawody wszelkiej maści, a już na pewno zawody IRONMAN, są genialnym polem obserwacji triPawi. Do Calella przyjechaliśmy na 10 dni przed zawodami, więc jak łatwo się domyślić, na początku było spokojnie, sielsko-anielsko, chociaż na drodze do Barcelony spotykało się gości w tzw. full gear. Dysk oraz kask czasowy na treningu przed zawodami jest wytłumaczalny, bo nie każdego „stać” na przywiezienie wersji treningowej i startowej na dany wyjazd. Ale im bliżej zawodów, tym bardziej ta zabawa w pokazywanie kto kim tutaj jest i jakim jest „pawiem” zaczęła przybierać na sile. Zauważyłem następującą gradację „ważności” emblematów doświadczenia sportowego, a triathlonowego w szczególności. Najniżej w hierarchii stały koszulki z lokalnych zawodów (Przechlewo, seria Enea, mój Susz – to tylko przykłady polskie), koszulki z triathlonów niemieckich, irlandzkich, angielskich. Było tego pełno. Elementami zwiększającym „pawiowość” lokalnej koszulki było jakieś egzotyczne miejsce – np. triathlon zrobiony w Japonii. Im bliżej otwarcia expo, tym bardziej eksponowany był znaczek IM. Widać było, kto ma już za sobą debiut w 70.3, kto w IM, a kto ukończył, bo koszulka finiszera była zdecydowanie wyżej w hierarchii. Mniej więcej na tym samym poziomie plasowały się plecaki finiszerów. Dodając do tego łydę albo bicka z logo IM, miałem pełen obraz doświadczenia zawodnika. A pardon, zapomniałem o bidonie w ręku. No bo jak, trajlonista spacerujący po ulicach miasta bez bidona!? Koniecznie z logo! Oczywiście wysoko w hierarchii stały też gadżety z MŚ 70.3, ale one z góry były skazane na pożarcie, bo były: a) sposoby obejścia b) sposoby ich przykrycia

Sposobem obejścia była wersja alternatywną. Niektórzy zawodnicy nie chcąc się ścigać ile lokalizacji zmieszczę na siebie (przykład, ale niestety bez zdjęcia: opaski Compresssport z serii IM, plecak z Frankfurtu a koszulka z Walii, daszek z Nicei) szli alternatywną drogą i pokazywali swoje super doświadczenia z innych światowych dokonań. W walce pawii stawały w szranki: koszulka z maratonu nowojorskiego z tą z Frankfurtu, Team X z teamem Y, triathlon Alcatraz z Norsemanem. Sposobem przykrycia całych waszych wysiłków było użycie broni nuklearnej. Bo jak ktoś miał do niej dostęp to nie wahał się jej użyć. Więc do gry wchodziła ONA – KONA. Najjaskrawsze i największe sterczące z dupy pawia piórko. Ale hola hola, nie myślcie, że wystarczyło mieć IRONMAN World Championship na czapce, koszulce plecaku. Liczyły się też daty. Najwięcej miejsca dookoła robił 2015r. Wtedy było się gościem. Nawet więcej – wtedy wiadomo było kto w niedzielę wygra 😉

Sam się śmieję jak to czytam. Bo i tak rower, a potem bieg weryfikuje wszystko. Howgh!

A propo – może komuś plecak z MŚ 70.3 z Zell am See? Ale najpierw #zrobcosdobrego 🙂

 

10 Komentarze

  1. Lukasz napisał(a):

    I Like!
    BTW nadal wypatruje osobnika z dwoma tattoo jednocześnie: Łydka z M kropka + Klata w kółka olimpijskie

  2. Bartek napisał(a):

    Witaj, to jest wlasnie to co bardzo czesto wywoluje usmiech politowania na mojej twarzy 🙂 . Jestem mocno poczatkujacy (2 lata startow), ukonczone pare olimpijek i polowka w Gdyni ale moge smialo powiedziec, ze czasami na zawodach jest taki przerost „formy nad trescia”, ze plakac sie chce. Podam tylko jeden przyklad z Gdyni z zeszlego roku. Robimy sobie z ekipa foto przy wielkiej „M-ce” z zegarem, obok nas jakis gosciu czeka, zeby tez pstryknac fote. Jest bez roweru wiec kulturalnie proponuje ” wez moj bedziesz mial kompletne zdjecie” a on na to ” phii, z takim zlomem ?? Chyba zartujesz !” …ZENADA – lecel hard !
    Teraz z innej beczki …mocno cwicze do IM Barcelona 2017 i mam nadzieje, ze ktos tez krzyknie do mnie „dawaj, dawaj chlopie” tak jak ja do Ciebie w tym roku kilku krotnie jak przebiegales kolo punktu z woda przy plazy a ja tam kibicowalem 🙂

    Pozdrawiam !!!

    • mkon napisał(a):

      Bartek, no to przykro mi, że nie ja będę mógł kibicować ale w tym czasie będę przechadzał się po Ali Drive na KONA w daszku z Hawajów 2017 😉 (mam nadzieję, ze nic się nie zepsuje)
      Ale DAWAJ CHŁOPIE!

    • kibicuje na maxa napisał(a):

      Bartek, ja będę kibicować w Barcelonie i obiecuję doping na maxaaaaa 🙂

  3. Arek C napisał(a):

    Jak zwykle super się czyta Panie! Spostrzeżenia dodane mistrza!

  4. pit napisał(a):

    Jeste tego Pawia na kilogramy przed startami. Ale to troche taka moda jak w narciarstwie szałowe deski i narty i oczojebne stroje. Tak już jest.

    • mkon napisał(a):

      Pit, i niech se będzie! W końcu im wiecej kaski ludzi wydają na gadżety tym więcej org zarabia i lepsze warunki nam sprawia 😉

  5. Dario napisał(a):

    Genialnie napisane – jak zawsze celnie – postaram się zastosować, ale niektóre piórka jednak w D… mocno się zakorzeniły i bez dobrego rozciągania nie zawsze można sięgnąć …..

  6. Andrzej Kozlowski napisał(a):

    Marcinie ! Koniecznie przedpoludniowa kawa w Lava -Java na Ali Drive . Kona coffee brew , only !!!

  7. toledo napisał(a):

    e tam… – jeśli jeszcze na to nie wpadłeś to pewnie prędzej czy póżniej wpadniesz- to co wszyscy robią – włącznie z tobą samym jest zwykłą amatorką i rodzajem hobby – i tak na prawdę niczym ponad to – bez względu na miejsca w kategorii- m40 / m50 czy m60…
    Jaki eto ma tak naprawdę znaczenie???