MKONa 2017 z marca
15 kwietnia 2017
old man can run – czyli kolejny odcinek #MKONa2017
24 kwietnia 2017
Pokaż wszystkie

Temat rzeka, ale i bardzo delikatny, żeby nie powiedzieć wrażliwy. Jeszcze nigdy tak długo i tak solidnie nie szykowałem się do napisania felietonu. Zaczęło się od maila.

Cześć MKON. Chcę się Ciebie poradzić w kwestii związanej być może z intensywnym reżimem treningowym. Chodzi mianowicie o libido, a właściwie jego spadek. Zauważyłem, wspólnie zresztą z moją żoną, że odkąd zacząłem intensywnie trenować, w tej chwili to mój drugi sezon, wyraźnie osłabiło się moje zainteresowanie seksem. Po prostu nie mam takiej ochoty jak jeszcze dwa, trzy lata temu.  

Moja żona w jakimś programie telewizyjnym usłyszała, że może to być związane z dużym obciążeniem treningowym. Że powinienem sprawdzić sobie poziom testosteronu, ponieważ intensywne ćwiczenia mogą go obniżać. 

Bardzo kocham moją żonę, jest dla mnie bardzo ważną osobą. Przyjąłem więc z godnością i zrozumieniem jej uwagę i pojechałem dzisiaj do swojej przychodni po skierowanie do specjalisty seksuologa, urologa. Wizytę mam umówioną za ok. miesiąc czasu, ale pomyślałem, że zapytam Ciebie co o tym sądzisz? Czy jest to możliwe, żeby duże obciążenie treningowe tak mocno wpływało na spadek zainteresowaniem seksem i obniżenie libido? Jak sobie z tym poradzić?

 

 Jestem sMentorem ale chyba nie od wszystkiego. ALE zapytałem swoją żonę czy to temat wart zainteresowania. I ponieważ usłyszałem: o totototototototo – może wreszcie przy okazji felietonu my też sobie o tym pogadamy 😉 to wziąłem się za temat.

Jak? Zapytałem bliskie mi osoby w konfiguracji: on trenuje, ona nie, o odpowiedź na pytanie zadane mi w mailu. I mimo, że nie wszyscy mi odpowiedzieli, mam dość ciekawy materiał porównawczy. Oto on.

Pozwoliłem sobie na spisanie tego w wersji reporterskiej – czyli czego się dowiedziałem bez zbytniej interpretacji, czy ubarwiania. W dwóch przypadkach mam spojrzenie z dwóch stron. W kilku tylko jednej strony. Ponieważ obiecywałem anonimowość, podawać będę tylko płeć. Ogromnie natomiast cieszy mnie, że samo poruszenie tematu spowodowało, że pary te zaczęły o „tych sprawach” rozmawiać.

 

Przypadek 1

Mąż (żona się nie wypowiedziała):

Z mojej strony odpowiedź brzmi: tak, zmniejsza się. U mnie zauważalnie od 45-47 roku życia po kilku sezonach treningów i startów do IM. Wypłukany godzinami spędzonymi na rowerze nie odtwarza się u półstarca… uzupełniać nie można bo doping, zasnąć trudno gdyż regeneracja słaba. Jeżeli do tego dołożymy jeszcze stres i inne problemy życiowe to odpowiedź jest oczywista. Są metody chemiczne poprawienia tego stanu np. Tribulus albo DHAE czy jakoś tam ale ja nie zauważyłem mega działania tych specyfików. Stąd moje działania i próby przekonania nowych trajlonmanów do dozowania wyzwań i doznań sportowych-startowych.W sensie testosteron wypłukany.No i ta częstotliwość … to temat rzeka. Bo może być 2x w tygodniu albo 2x w miesiącu… są tacy mistrzowie sprzed lat jak Sławek M. czy Mamiński. Oni w młodości mieli tyle testosteronu, że….. ale dzięki temu byli mistrzami. Ale ilu takich jest? Reszta to statystyka, średniówka, same chęci, średnie bądź małe możliwości i zapierdol na całego, bez sensu, ze stratą dla rodziny, dzieci – jeśli małe. Oczywiście ta zabawa ma sens, bo jeśli nie ona to co w zamian?

 Przypadek 2

Żona: No Eureka! I co mam napisać, że u nas w związku jest to samo? Oczywiście, że obciążenie treningowe wpływa na osłabienie libido. Dobrze, że mają takie podejrzenia i dobrze, że ma baaardzo mądrą zonę, bo jej podejrzenia poszły w tym kierunku, a nie np. zdrady, bo związek mógłby zawisnąć na włosku. Chociaż nikt nie powiedział, że brak seksu też nie będzie przyczynkiem do rozstania.Jeżeli żona ma trochę większe potrzeby, to mają problem. Może lekarz znajdzie jakąś metodę. Jestem pewna, że ten problem dotyka wszystkich, powtarzam: wszystkich mocno trenujących. Znalazł się jeden odważny, który poruszył temat.

Mąż: Jeżeli potraktujemy temat poważnie to musimy przyjąć jedno założenie: żona dalej jest dla mnie atrakcyjna jako kobieta i obiekt pożądania. Moje doświadczenia: niestety trenowanie wpływa NEGATYWNIE na libido. Energia wynikająca z kumulowania testosteronu przy intensywnym trenowaniu jest kierowana na zewnątrz ale nie w kierunku żony czy też płci przeciwnej ale raczej w kierunku treningu… I wprawdzie seksu i treningu się nie odmawia ale już z proaktywnością w tym pierwszym temacie (szczególnie po 6h zakładce) może być słabo.

Przypadek 3

Mąż (jak to napisał – odpowiada w imieniu obojga)

Odpowiadając na Twoje pytania (odpowiadam ja, bo po pierwsze primo znam zdanie mojej żony, a po drugie primo nie chcę jej niepotrzebnie denerwować 😉 ).
Zdecydowanie wpływa negatywnie na libido. Zarówno pod względem fizycznym (nie chce mi się bo jestem padnięty po kolejnym dniu treningowym), jak i psychicznym (dzisiaj nie da rady, bo muszę wcześniej położyć się spać, bo jutro rano wstaję na basen). Nawet fizycznie mój organizm był zmęczony – myślałem że to po prostu z wiekiem się skończyło 🙁  Nie należę do jurnych juhasów, do tego nakładają się odmienne zdania co do rodzaju współżycia, więc częstotliwość przed okresem intensywnego trenowania była na poziomie 3-5 w miesiącu, a w okresie treningowym 2-3, czyli jakby nie liczyć spadek prawie 50%. Czy jeśli nie trenowałbym byłoby częściej? Akurat to jest odpowiedź teoretyczna, bo mamy gorszy okres naszym małżeństwie, ale brzmi ona tak. Przez ostatnie pół roku tylko biegam 3-4 razy w tygodniu (na basen chodziłem sporadycznie i to nie rano) i czuję, że moc i chęć wróciła, ale inne uwarunkowania nie pozwalają na doświadczalne sprawdzenie potencjału 🙂
.

Przypadek 4

Tutaj śmieszna historia bo zarówno intencję jak i pytania pomocnicze przesyłałem do obojga małżonków albo za pośrednictwem męża do żony za pomocą wiadomości prywatnej na fb. I w przypadku tej pary odpowiedź od męża przyszła błyskawicznie:

Wszystko jest super. Libido nie spada a nawet wzrasta a kochamy się tyle ile wlezie 😉

Na szczęście zaraz też otrzymałem zdanie żony: Opowiedz jest bardziej skomplikowana. Moim zdaniem trenowanie wpływa pozytywnie na libido ale negatywnie na relacje i emocje co z kolei wpływa na ilośćseksu. Sumarycznie seksu jest mniej. Dużo mniej. I tyle.

Przypadek 5

Tutaj odpowiedziała tylko żona.

Jestem osobą, która nie uzewnętrznia się przed innymi, mam sprawdzone przyjaciółki z którymi dzielę się moimi kłopotami i sekretami.Nie wiem, po co pisać o tym felieton lub na blogu, może po to żeby utwierdzić czytających to facetów, że innym też się nie chce, ale jak żona zaaranżuje to czemu nie. I tylko myślę, że problem jest głębszy, szczególnie jeżeli chodzi o pary z długoletnim stażem. „Randka raz na jakiś czas” niewiele da, żona widzi, że partner jest zmęczony nie trzeba jej o tym informować (bo wzbudza w niej to tylko większa irytację, ba sama pewnie też jest zmęczona i to pewnie obowiązkami domowymi, mniej przyjemnymi niż sport) a my wychowane na „romantycznej miłości z książek” lubimy jak mężczyźni o nas zabiegają i wykazują inicjatywę.  Dla kobiety ważna jest czułość i małe gesty. W moje ocenie największym problemem jest brak czasu (długie, częste treningi)bo mój mąż stara się nie pokazywać, ze jest zmęczony:-). A tego niestety nie da się poprawić i zmienić.
Cóż, coś za coś, nigdy nie będzie idealnie, można tylko minimalizować straty i cieszyć się z tego co jest, a w sytuacji przegięcia zazwyczaj sprawdza się awantura:-)

 

Cóż mogę napisać jako podsumowanie. Wynika z tego wyraźnie, że problem jest. I chyba nie dotyczy to tylko prostej zależności sport – testosteron – libido. Jeden z „respondentów” napisał mi, że właśnie zbyt duże libido i jurność z tego wynikająca jest problemem w jego związku ;). I wychodzi to co wychodzi zwykle. Przytulanie, zauważanie, dbanie, szanowanie – o to tutaj przede wszystkim chodzi. Doskonale wpisuje się w tę obserwację komentarz mojego kolegi, który po którejś tam kłótni z małżonką powiedział: ona to by chciała, żebym najlepiej to siedział obok niej na kanapie i M jak miłość z nią oglądał trzymając ją za rączkę. A ja jak już siedzę na tej kanapce to bym się „poszarpał” a nie w telewizor patrzył.. 😉

Podsumowanie

Ale wydaje mi się, że z seksem przy trenowaniu jest tak jak z motywowaniem pracowników. Managerowie mają 50% wpływ na wzbudzenie motywacji, czyli albo zmotywują albo nie. Bo motywacja jest sprawą wewnętrzną. I tak jak nie ma tabletek na motywację to i nie ma tabletek na… miłość. Bo tutaj o fascynację i miłość chyba chodzi, a nie o sztywność w kroku. Będzie fascynacja i miłość to i niebieska tabletka nie będzie potrzebna. Więc robiąc paralelę, my jako trenujący faceci powinniśmy zabiegać, starać się i namawiać. A najwyżej (jeśli dobrze pójdzie) to żona powie… jutro, bo widzę, ze dzisiaj jesteś zmęczony 🙂

 

I’m so sexy and I know it buhahahahahahahaha

 

 

8 Komentarze

  1. Michał napisał(a):

    Czyli żeby wyciągnąć z tego jakiś pozytyw 🙂 trenowanie można wykorzystać do wyrównania potencjałów… jeśli jedno z partnerów ma jest zbytnio naładowany to idzie to wybiegać …..

  2. Tommi1 napisał(a):

    „ona to by chciała, żebym najlepiej to siedział obok niej na kanapie i M jak miłość z nią oglądał trzymając ją za rączkę. A ja jak już siedzę na tej kanapce to bym się „poszarpał” a nie w telewizor patrzył.”

    I jest to chyba najlepsze „podsumowanie” tego problemu ;).
    Szczegolnie w kontekscie niezrozumienia przez „druga” strone „po co my to robimy? w kontekscie katorzniczego treningu przygotowujacego nas do koleinych startow i „urywania” kolejnych sekund z PB.

  3. Majo napisał(a):

    Jeśli można spytać, jaki jest wiek oraz staż triathlonowy respondentów? Myślę że „problem” ten należałoby rozpatrywać oddzielnie dla tych, u których tri jest receptą na kryzys wieku średniego vs. tych, u których sport (niekoniecznie zawsze triathlon) był obecny zawsze i partnerki wzięły nas z pełną świadomością, że w naszym życiu nie będą „jedyne”.

    • mkon napisał(a):

      Majo, większość z pytanych tuż przed lub po 40-tce i nikt nie miał zawodowej przeszłosci sportowej

  4. Marcin napisał(a):

    A to nie jest tak, że dłuższa jednostra treningowa zwiększa poziom kortyzolu -> kortyzol ubija testosteron -> jeśli mamy naturalnie niski teść to spada on do poziomów, w których libido jest niskie, a potem rosną cycki itp? Napisałem nieco śmiesznie ale temat jest bardzo mało śmieszny. Zresztą też z tego powodu pytałem Ciebie, podczas naszej rozmowy do podcastu, czy badasz krew również na poziom testosteronu.
    Pozdro.

  5. Rafał napisał(a):

    No toś Panie pociągnął „gruby” temat 😉
    Generalnie, według mnie, to kwestia treningowa w tym aspekcie jest tylko jednym z kilku elementów, na które składają się głównie staż czy stresogenność otoczenia. Nie zakładałbym, że treningi mają decydujące znaczenie.
    Przeczytałem kiedyś, że partner trenujący uważany jest za bardziej atrakcyjnego i sam siebie też tak ocenia. Coś w tym jest 😉
    Normalnie bym napisał, że przy dużej objętości i intensywności libido spada. Ale ostatnio doświadczam czegoś zupełnie odwrotnego, więc przeczyłbym rzeczywistości 😛 Nie wiem czy to wiosna, wzrost formy czy połączenie, ale… no wiadomo 😛
    Poza tym już dawno zaobserwowałem, że większą ochotę mam po zawodach niż przed. Nawet po tych wyczerpujących jak pełny IM 😉
    Czy to znaczy, że nie dałem z siebie wszystkiego na zawodach czy poziom testosteronu po nich aż tak pikuje? 😛