popływane i co dalej?
felietony 2019
Pokaż wszystkie

Kilka słów o logistyce treningów w podróży. Tym razem nie służbowej, ale zawsze. No i co ważne – za granicą.

Zacznę od tego co jest w tym najistotniejsze. Na dłuuuuugo przed mam plan treningowy, który do tych możliwości logistycznych jest dopasowany. Ponieważ pod koniec roku „urlopuję” się w Tbilisi i poza kilkoma spotkaniami nie mam żadnych obowiązków służbowych, przestrzeni na trening jest sporo. Trener dostał ode mnie rozpiskę możliwości treningowych (jakie i ile treningów dziennie). W skrócie, na te dni tutaj napisałem mu: 2 treningi możliwe, dyscyplina jakakolwiek. 😉

I zwykle od tego zaczynam. Wiem gdzie będę, internet, a w szczególności google maps daje możliwość zobaczenia czy w pobliżu miejsca zamieszkania są: fittnes kluby oraz baseny. A strava, daje możliwości poznania biegowych „heat maps”.

Do każdego fitness klubu pisze z zapytaniem o rodzaj sprzętu jaki mają (głównie pytam o rowery). Nawet jeśli jest to wydatek wyższy, staram się znaleźć rower spinningowy z pomiarem mocy. A jeśli nie ma mocy, to przez ostatnie treningi dokładnie śledzę tętno i jego dryf, albo po prostu średnie tętno z odcinka. Po to, aby mniej więcej jechać w podobnym zakresie. W Tbilisi wejście do wypasionego klubu fitness (nielimitowany czas to koszt ok 40 złotych).

Podobnie jest z basenami. Pisze do każdego z zapytaniem o godziny otwarcia oraz o tzw. public access. W Tbilisi dopiero po uruchomieniu lokalnych sił takowy znalazłem. Wszystkie, które rekomendowała strona: wwwswimmersguide.pl, mają wejścia abonamentowe. Ale jakąś lokalną 25-tkę, w budowanym hotelu spa dało się ogarnąć. Koszt jednorazowego wejścia to 23 lari czyli koło 30 ziko. Co zabieram w bagaż podręczny? Łapki, okularki, czepek. Pływanie z gumą na nogach (jeśli mam takie zadanie) zastępuję związując czymś nogi 😉 Deski na basenach są, jeśli jest potrzeba zastępują ósemkę. W Tbilisi zaskoczeniem była dla mnie najpierw wizyta u lekarza, który pozwolił mi wejść na basen, jak zobaczył czy nie mam grzybicy 😉

oczywiście wszystkie ciuchy treningowe ładuję do środka wałka

Bieganie to łatwizna i bajka. Zresztą wszędzie robię tak samo. Od miejsca zamieszkania przebieguję najbliższą okolicę, i już po pierwszym treningu wiem, gdzie mniej więcej co jest. Jeśli chodzi o treningi specjalistyczne, lub wymagające konkretnego terenu (zaraz po przyjeździe miałem w planie podbiegi) moooocno pomaga strava. Kilka kliknięć i już wiadomo, gdzie co biegać. Tak trafiłem na VAKE park (podbiegi ok.300m) oraz na jego okolice (podbieg do Turtle Lake i 1km pętla dookoła). I nawet jakiegoś koma strzeliłem na wybieganiu 😉 Jeśli trafi się na podłą okolicę (dużo aut, przejść etc) zawsze można iść pobiegać na bieżnię.

Jeszcze dwa słowa odnośnie jakości treningów na wyjeździe. Dla mnie nie zmieniają się one w żaden sposób. 100% koncentracji, 100% wysiłku. Nie ma taryfy ulgowej. Owszem, jeśli jest naprawdę padaka z rowerem, to Tomek o tym wie, i nie pisze mi treningów na moc. Tylko jakieś dupogodziny. I to też w pozycji szosowej. Jeśli jednak jest dobry sprzęt, a wyjazd trwa dłużej, to pierwszy trening zawsze jest na zapoznanie się ze sprzętem. Celem tego treningu jest też dopasowanie ustawień roweru, na kolejne wejście. Jasne, nie jest to fitting jak w Wertykalu, ale zawsze jest to lepsze niż nic. Nie wożę ze sobą butów z spd, więc kręcę w biegowych. Nawet ćwiczenia typu „kręcenie 1 nogą” da się zrobić. Wystarczy mocno zacisnąć paski od pedałów.

Jak ustawiam rower spinningowy? W większości na oko (komfort), Jeśli potrzeba – zawsze mogę sięgnąć po wskazówki jakie otrzymałem od Krystyna z Wertykala, po ustawieniu mnie do roweru szosowego. „Wysokość siodła, mierzona od osi suportu do górnej krawędzi siodła (w środku jego długości: 73,5 cm. Cofnięcie czubka siodła w stosunku do osi suportu (możesz puścić nitkę obciążoną śrubka, długopisem, itp z przodu siodła i zmierzyć odległość od osi suportu):45 mm. Różnica wysokości miedzy siodłem, a górą kierownicy: 99 mm. Odległość miedzy przodem siodła , a środkiem kierownicy: 529 mm.” Ponieważ w portfelu zawsze mam miarkę z IKEA to ustawienie “prawieWERTYKALowe” wcale nie jest trudne. Przy 2h rowerze, znaczenie to jednak ma 😉

Chyba nie muszę dodawać, że buty, sprzęt na basen oraz stój umożliwiający najbliższy trening po wylądowaniu mam w podręcznym ;). Jeśli mam tylko podręczny to ląduje tam wałek do rolowania (a rzeczy do wałka), oraz jeśli mam w planie jednostki akcentowe R2 by Enervit. Ten jest w saszetkach więc łatwo się go przewozi. 

Miłego trenowania w Nowym Roku Państwu życzę!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *