time kombining :)
21 lipca 2017
jak przełamać głowę na zawodach jeśli na treningu się daje
27 lipca 2017
Pokaż wszystkie

dziadek zharatany a dziewczyny świeże. niesprawiedliwe to jest!

O gustach się nie dyskutuje. Dlatego na pytanie czy wolę trenować sam czy w grupie odpowiadam – to zależy.  Ale zaraz potem mówię – ale ja specyficzny jestem. Dlatego zwykle trenuję sam. Dlaczego? Powody są dwa. Po pierwsze trudno mi się wpasować w treningi i prędkości moich a po drugie po prostu wolę. Poza tym kto by nadążył za moimi miejscówkami do trenowania. Raz tu raz tam 🙂

Wiem, że to brzmi jak „wolę trenować samemu bo wolę” ale tak trochę jest. Sam jestem swoim partnerem, mogę spokojnie pomyśleć, zastanowić się, przeżywać trening. Nikt mi nie przeszkadza, nie pyta, nie trzeba gadać. Nie muszę się zastanawiać co powiedzieć jak partner treningowy zakończył kwestię – bo zobowiązanie czuję 😉 Może mało istotne ale trenując z „obcą” osobą nie wiem też na ile mogę pozwolić sobie na komfort i higienę treningu. Plucie, smarkanie może i ok. Ale lekkie bączki 😉

Oczywiście trenowanie samemu nie oznacza, ze jak Prezes napisze: MKON jakiś rowerek byśmy zrobili – to natychmiast odmawiam. Powiem więcej: jak nie mam motywacji do zrobienia treningu to szukam okazji na wspólne potrenowanie bo wtedy jakoś łatwiej. Oczywiście od reguły są wyjątki o takich trzech chciałbym napisać właśnie ten felieton.

Wyjątek 1 – trenowanie na basenie. Wczoraj umówiłem się z Olgą Kowalską na trening basenowy. To trochę taki powrót do przeszłości bo pamiętam swój jeden z pierwszych obozów w Szklarskiej po powrocie do trenowania jak to pływając w Bornicie jakieś dziecko (!) spojrzało mi w oczy, powiedziało „witam” i popłynęło swoje a ja wiedziałem, że skądś to dziecko kojarzę 😉 Tym razem Olga zaproponowała pływanie w godzinach Trinergy – więc tor dla nas. Zadanie główne: 20*100 z czego 2 setki wolno a 3 mocno. I po zakończonym treningu Olga mówi: tak szybko sama bym nie popłynęła. A ja mówię: ja nie lubię pływać z kimś na basenie – chyba, ze pływam z przodu. I pewnie sam popłynąłbym tak samo ale też spostrzegłem po sobie, że ten diabełek ambicji: „No nie, dziewczyna nie wygląda na zmęczoną nie możesz odpuścić. Nie bądź cienias” też pomagał w tym treningu. Dzisiaj pływając z Radkiem Pawłowskim (on pływał swoje, ja swoje) – też na jednym torze – to ja byłem tym ścigającym. I dzisiejszy trening pokazał mi, że pływając w noga też można się nieźle uharatać.

Wyjątek 2 – biegowe trening tempowe. Sam tego nie doświadczyłem ale jak czytam wpisy Bartka Olszewskiego albo Oskiera to mogę sobie wyobrazić, że szczególnie treningi na stadionie i to treningi biegowe mogą mieć dodatkowy stymulant w postaci sparing partnera. Muszę kiedyś spróbować. Tylko kiedy i gdzie taką osobę znaleźć, która by się do mojego kalendarza przypasowała.

Wyjątek 3 – kiedy straaaaasznie się nie chce. Szczególnie w słabą pogodę mam taką zasadę, że staram się umawiać z kumplami na daną godzinę na trening i potem… wyłączam telefon. Żeby czasami nie sprawdzić sms i zobaczyć treści: „wiesz co – jednak ja nie idę” 😉 Zdarzyło mi się wyjść już domu i dopiero wtedy takiego sms’a odczytać ale wtedy to trening trzeba było już zrobić.

Jednak generalnie trenowanie samemu ma chyba więcej plusów niż trenowanie w grupie. Szczególnie w kontekście zawodów, podczas których jednak jesteś ty i dystans. Ty i wysiłek, Ty i twoja wola. Pamiętam jak jadąc na któryś tam obóz w Szklarskiej Darek Sidor mówił mi: tylko żadnych koleżeńskich treningów. Jedziesz sam, na swój obóz na swoje treningi. Będą koleżeńskie treningi będzie albo ściganie się albo dostosowywanie się do tempa kolegów. I tak źle i tak niedobrze. Poza tym czasami lepiej pomilczeć niż gadać. Bo jak człowiek na co dzień na Sali szkoleniowej gada to ile można poza salą 😉

Post scriptum: już po napisani tego felietonu napisała do mnie Olga Kowalska: MKON nie pobieglibyśmy razem? Ale ja muszę po płaskim więc będę biegała na Zakręcie Śmierci. Mając w planie 14km w tempie spokojnym doskonale zrozumiałem dzisiaj powiedzenie: „dla towarzystwa cygan dał się powiesić” 🙂

3 Komentarze

  1. Cichecki napisał(a):

    Sidor trafił w sedno… treningi samotne są gwarantem realizacji założeń. Dobrze mieć kumpla o podobnej wydolności, wtedy tak. No jeszcze byłoby lepiej kumpelke… 🤣

  2. Kg napisał(a):

    Zgadzam się… podsumowując wszystko za o przeciw. Samemu najlepiej. Choć czasami zdarza mi się ze kończę swój trening biegowy i dla towarzystwa lub jak kto woli czyjejś przyjemności przebiegne jeszcze z dyszke

  3. Andrzej Kozlowski napisał(a):

    Tez lubie i trenuje sam .
    Z doswiadczenia wiem , ze treningi w grupie czesto sprowadzaja sie do (wulgarnie mowiac) : ” czekajcie wszyscy niech sie jeden wyjszczy” 🙂