trenerzy pływania robicie to źle…

corporate identity
5 stycznia 2017
negocjacje z głową
16 stycznia 2017
Pokaż wszystkie

Trenerzy pływania – robicie to źle*

bikelife_mragowo

zdjęcie BIKELIFE, HUUB: niezłe promo co? Marki bo raczej nie stylu 🙂

Nie jest to felieton rozczarowanego treningiem zawodnika – zresztą wiadomo, że pływanie jest przereklamowane. Nie jest celem tego felietonu wskazanie na konkretnego trenera i nalepienie mu etykietki zły lub dobry. Celem tego felietonu jest pokazanie oczekiwań jakie mam, jako adept pływania po kilku latach interakcji z różnymi trenerami, którzy próbowali mi pokazać (czy to stojąc na brzegu, czy to płynąć pod wodą obok mnie) czym jest pływanie techniczne.

Dwa słowa wstępu. Nie umiem coachować. Uwielbiam jednak prowadzić coachingi prezentacyjne. Czym (moja definicja i proszę nie kruszyć kopii) jest coaching i jak rózni się o coachingu prezentacyjnego? Ten pierwszy to przede wszystkim sztuka zadawania właściwych pytań i czekanie na to, że coachee sam wpadnie na rozwiązanie (wiem, wiem w dużym skrócie). Nie umiem być kołczem nie dlatego, że nie umiem zadawać pytań – umiem (niech zaświadczą smentorowani) ale nie mam cierpliwości do samego procesu.

Ergo – jak przychodzę do specjalisty to on ma mi POKAZAĆ rozwiązanie, a nie pytać jak ja bym to zrobił. Tym właśnie jest coaching prezentacyjny. Staje człowiek przede mną, a ja mówię mu o tym jakie rzeczy robi źle (tj. jak mogą być odebrane) i JAK TO POPRAWIĆ – czyli udzielam mu wskazówek.

 

Drugie słowo wstępu. Lat temu kilka, gdy mój syn zaczynał przygodę z siatkówką, chodziłem z nim na treningi. Jak klasyczny niespełniony rodzić (moja kariera siatkarza została zakończona przez brak ok.20 cm) siedziałem i obserwowałem tych młodych ale wielkich siurków, jak zmieniają się z odbijaczy przed klatką, w rozgarniętych, grających ustawieniami na 1 rozgrywającego siatkarzy. Oczywiście liczyłem, że kiedyś mnie wpuszczą na gierkę, bo kogoś zabraknie, ale jako szkoleniowiec przyglądałem się też pracy trenera. Przypomnę –siurki miały po 12-13 lat. I gdy trener podczas jednej z gierek krzyczał „nie zaginaj ręki!” albo „trzymaj kierunek!” – to zastanawiałem się: „co trener ma na myśli” i „co synek myśli, co trener ma na myśli”. Na szczęście poza tymi stwierdzeniami i nauką ustawień były sesje, gdzie trener(ka) tłumaczyła i pokazywała – jak ułożyć ciało, żeby trzymać kierunek podczas   ataku, gdzie leci piłka jak się zagnie rękę, a jak jej się nie zagnie. I poza pokazem zwykle dzieciaki ćwiczyło to do usra**j śmierci.

No to teraz do „meridium”. Mija 10 lat od kiedy zorientowałem się, że pływanie kraulem w moim wykonaniu (cytuję za Janem Wydartym) zbliżone jest do „pływania klaunem” niż stylem dowolnym. Od tamtej pory obejrzałem miliony filmików ze światowej klasy pływakami, przeczytałem tysiące wskazówek – o tym najpierw co to jest, a potem jak zrobić wysoki łokieć, spotkałem się z kilkunastoma trenerami, którzy mi to nawet pokazywali. I wiecie co – dalej nie umiem. A debilem nie jestem. I po ostatnich moich dwóch doświadczeniach dochodzę do wniosku, że to nie ze mną jest coś nie tak. A może raczej coś jest nie tak ze stylem uczenia mnie. Akurat mnie.

Trzecie słowo wstępu i już kończę. Jak szkolę z dawania informacji zwrotnej to wbijam ludziom do głowy, że nie wystarczy powiedzieć co jest źle – albo pokazać dowód. Trzeba jeszcze powiedzieć jak to naprawić. A jak błąd nie jest wynikiem braku zaangażowania tylko braku umiejętności to czasami trzeba stać nad łbem, żeby człowiek się nauczył i stało się to dla niego nawykiem. I tak jak patrzę na swoje doświadczenia z trenerami – to tego, czego mi najbardziej brakuje, to tego stania nad głową.

Nie mówię o ilości interakcji. Nie wszystkich nas stać na bycie z trenerem 1:1 przez cały czas. Ale jak już jestem, to w ciągu tych 60 minut INDYWIDUALNYCH zajęć chcę zobaczyć nie tylko jakie błędy robię ale również jak je skorygować. Nie poprzez kolejne informacje zwrotne – dobrze, trochę lepiej, o teraz zupełnie przyzwoicie – bo ja płynąc zadanie nie widzę różnicy między trochę lepiej a zupełnie przyzwoicie. Ja chcę, żeby taki trener wyciągnął mnie z wody albo sam do niej wskoczył, ułożył mi rękę, pokazał na sucho i „siedział mi nad głową” aż zrobię dany element poprawnie po raz n-ty (przypomnę, mówimy  treningu 1:1). Dopiero wtedy daje mi to gwarancję na poprawne wykonywanie danego ćwiczenia albo elementu jak już nie będę obserwowany. 

Drodzy trenerzy – robicie to źle.

Nie, że źle w ogóle ale jak widzę trenera, który pokazuje mi (sam mając wyśmienitą ruchomość w stawie łokciowym i świadomość mięśniową ułożenia barku) jak wygląda wysoki łokieć to ja to pojmuję. Ale dopóki się nie położę na ławce i trener NIE POPROWADZI MI TEJ RĘKI tak jak ona powinna iść, albo nie poda jakichś „myków” które to ułatwią to ja się tego nie nauczę. Bo chyba 6 letni pływacy sami nie wpadają na to czym wysoki łokieć jest a czym nie. Ktoś im tę rękę układa… 

I dlatego powtórzę to, co powtarzam każdemu jak mnie o to pytają. Chcesz się nauczyć pływać – idź do trenera na zajęcia grupowe albo indywidualne. A ty trenerze to wykorzystaj. No chyba, że jesteś teoretykiem wg D. Colba (chociaż ostatnio czytałem, że to pic na wodę) i nauczysz się chwytu wody po przeczytaniu książki „Pływanie w weekend”. 

I na koniec – żeby wszystko było jasne. Byłem ostatnio na endlesspool – super sprawa. Bardzo droga, pewnie więcej nie skorzystam, bo jedna sesja tam to 10 sesji w Olsztynie z trenerem ale sprawa mega. 

Byłem na treningu grupowym u Fabisza – super sprawa – ale ja jestem indywidualistą. Potrzebuję sesji 1:1. ALE ponieważ treningi były dzień po dniu to gdy podczas treningu z Tomkiem i Mariuszem ZOBACZYŁEM jak układają się moje stopy podczas pływania i jak potem POKAZALI mi jak MAJĄ się układać i fizycznie ZROBIŁEM to TAM (przećwiczyłem) to podczas dzisiejszego pływania na nogach ciągle pływałem jak pi…da ale nie jak ostatnia p…zda 🙂

______________________________________

*Przynajmniej jeśli chodzi o mnie 😉

12 Komentarze

  1. wizz napisał(a):

    Warto podkreślić, że to co robimy i to co się nam wydaje, że robimy w wodzie. Dlatego oprócz wizualizacji (pokazywania, oglądania filmików, wyobrażania sobie prawidłowego ruchu), trenerzy powinni korzystać z możliwości technicznych i po prostu filmować i pokazywać, ale robić to na bieżąco, w trakcie sesji. Pokazanie na filmie daje o wiele więcej, niż powiedzenie „za bardzo rotujesz przy oddechu”.

  2. Svamp napisał(a):

    Mentoring, nie coaching prezentacyjny.

  3. Trizarza napisał(a):

    Zgłoś się do mnie MKON:)

  4. Trener pływania napisał(a):

    U dzieci sprawa wygląda inaczej – tam dosłownie nauczasz od początku każdego ruchu. Kształtujesz całą motorykę od podstaw, wykorzystujesz mobilność, której często dorośli nie mają. Jeżeli dziecko trafi w dobre ręce i ma świadomość swojego ciała to po kilku lekcjach pływa lepiej niż dorosły po kilku miesiącach/latach.
    Dlaczego?
    „Mija 10 lat od kiedy zorientowałem się, że pływanie kraulem” – u Ciebie występuje nawyk, zautomatyzowany ruch wykonany miliony razy w błędny sposób. Jeżeli trener poprowadzi Cię za rękę, da deskę i wykonasz izolację poszczególnej fazy ruchu ramienia poprawnie to w pełnym stylu najprawdopodobniej będzie dalej klapa.
    Wyróżniamy 3 rodzaje techniki:
    1. Technika opisywana w literaturze np Bompy.
    2. Technika mistrzowska – Analizujemy ruchy np Phelpsika.
    3. Technika indywidualna – czyli biomechanika ruchu dopasowana do Twojej anatomii.
    Dodałbym do tego pływanie Triathlonistów, które charakteryzuje się większym kątem ataku,.
    Głowa znajduje się nieco wyżej ze względu na wdech który bierze się do przodu.

    Także na Twoim miejscu nie skupiałbym się, aż tak na tym łokciu, a bardziej na kontroli czyli;
    Częstotliwości ruchu, długości kroku pływackiego itd.

    Co od trenerów;
    Często nie wiedzą co robią.
    Często są to ludzie z przypadku.
    W pływaniu nie ma jeszcze takiego bałaganu jak w świecie fitnessu, gdzie często można spotkać reklamy w stylu
    „Chcesz dużo zarabiać? Zostań trenerem personalnym”, „20tys miesięcznie? Przyjdź na weekendowy kurs trenera i zarabiaj”

    Krótka historia z ostatniego miesiąca.
    Piątek godzina 20:00, dostaję telefon z Polskiego Centrum ***** (nie chcę nikogo publicznie obrażać).
    Skontaktowała się ze mną Pani której rozchorował się szkoleniowiec. Zaproponowała mi poprowadzenie szkolenia na trenerów pływania i trenerów personalnych. Wynagrodzenie fantastyczne.(tysiak za dwa dni szopki).
    Bloki tematyczne kursu = dietetyka i suplementacja, fizjoterapia i prewencja urazów, trening pływacki, trening ratowników WOPR, różne metody kształtowania motoryki itp.
    Odmówiłem Pani ponieważ potrzebowałbym kilku specjalistów do pomocy, miałem kilka h na przygotowanie (kurs startował w sobotę rano), a przede wszystkim nie wyobrażałem sobie tej szopki.
    Pani znalazła mnie na FB (bez polecenia), odmówiłem więc wybrała kogoś innego, przypadkowego.
    Także tak wyglądają Trenerzy w naszym kraju …

  5. Marcin P. napisał(a):

    Ale jakbyś napisał „wg” BEZ kropeczki, to skończyłbym czytać ze ślepiami, które nie krfffawiom. 😉

    • mkon napisał(a):

      hehehehehehe, już poprawiam. Ale żona mówi, że kropek to ona nie widzi 🙂

  6. Ewa Rokicka napisał(a):

    No nie widzę. Za mały druk 🙂

  7. Agata napisał(a):

    A ja mam trenera, który nagra, pokaże co jest źle, siedzi razem z tobą w wodzie i będzie ćwiczył dany ruch tyle, ile trzeba. A jak jest konieczność popracowania nad ruchomością stawu to sam wyśle do fizjo i dostosuje się treningiem do tego, co fizjo powiedział. Trzeba po prostu dobrze poszukać.

  8. elemelek napisał(a):

    a ja tu widzę analogię do poniższego:

    siedzimy sobie drugiego dnia na SLII -jest po przerwie obiadowej. Prowadzący chwali się(albo takie można odnieść wrażenie ) że jest już po 15 km biegu-zresztą wspominał,że rano(nie pamiętam czy o piątej czy szóstej) pływał na basenie.
    Dopiero wieczorem ,gdy jest już po jedna z koleżanek zadaje nam pytanie które brzmi jakoś tak -cytuję:” Czy nie wydawało wam się ,że pan był jakiś zmęczony…”??
    Próbuję wrócić do tego momentu o którym mówi- a mianowicie gdy leci scenka z pulp fiction -legendarny według prowadzącego kawałek- i faktycznie-facet był co najmniej lekko przymulony.
    W jego głosie nie było zbyt wiele przekonania(ha-ciekawe jak miał zamiar przekonać grupę do swoich racji…)
    Pamiętam też- nam puścił scenkę – a sam usiadł na krzesełku- i zaczął się uśmiechać do ekranu laptopa-nie wiem-może czytał komentarze na swojej stronce-może zaś oglądał nowe wypusty pianek na kolejny sezon… Takich momentów z koniecznie wspierającymi scenkami zresztą było więcej….
    Tak oto nie ma co ganić „trenerów pływania”- bo skoro jest popyt jest i chałtura…
    A czy to będzie szkolenie czy nauka pływania to dopóki będą frajerzy ,którzy za to płacą (czy to korporacje wysyłające pracowników.. czy prywatne osoby spędzające czas w taki czy inny sposób….)
    Taki trener pływania podobnie jak szkolący -jak może to będzie łapał tyle sroczek za ogonki ile tylko zdoła….. już taki jest ten świat.
    PS.
    I wszelkie zbieżności są tu tylko przypadkowe-ot tak na potrzeby tego komentarza…( a może i nie???…)

    • mkon napisał(a):

      Szanowny Elemelku. Bardzo dziękuję za ten wpis. Jak rozumiem wypełniając ankietę po szkoleniu zapewne odpowiednio zaniżyłeś/skomentowałeś zachowanie prowadzącego. Jeśli mówisz o mnie to zapewniam cię, że spotkałem się ostatnio w ankietach z takowymi a po drugie nie dysponuję sprzętem, który dawałby możliwość puszczania filmików z jednoczesnym (na tym samym ekranie) oglądaniem czego innego 🙂 Więc albo inny prowadzący, albo inna historia etc. I mimo dopisku, że zbieżności przypadkowe (a może i nie) mam dwa pytania:
      1. Czy poznałeś zasadę SLII jako dopasowanie stylu przywództwa do etapu rozwoju pracownika? Bo jeśli tak to znaczy cel osiągnięty. Jeśli nie – czy dałeś odpowiedni komentarz.
      2. Jeśli nie odpowiadała ci „energia” prowadzącego – co cię powstrzymało przed udzieleniem mu informacji zwrotnej on the spot?
      A scenka z Pupl Fiction jest legendarna. I za każdym razem się uśmiecham jak ją oglądam – naprawdę daje radę jako ilustracja zachowań instuujących i wspierających.
      Pozdrowienia
      Marcin