co powie trener?
23 marca 2016
mazurek kontra MKON. walka trwa
27 marca 2016
Pokaż wszystkie

Miałem dzisiaj okazję poprowadzić prezentację dla klienta. Prezentację o IRONMANIE a właściwie
o tym jak to ze mną było od początku do teraz. Prezentacja nazywa się, a jakże: „niemaniemogę – czyli jak stawiać sobie cele i konsekwentnie je realizować”. W House of Skills miałem już kilkadziesiąt okazji spotykania się z różnymi firmami i pokazywać swoje doświadczenia w formie dłuższych, czy też krótszych „spiczów motywacyjnych”. Mówi się o mnie na mieście, że duszę mam narcystyczną 😉 więc zaczynanie prezentacji od tekstu: „jestem MKON i lubię siebie” to woda na mój młyn.

Ale nie o tym ma być. Ma być o refleksji. Pierwsze takie wystąpienie – na życzenie swojego szefa poprowadziłem tuż po Klagenfurcie (2010). Wtedy moja prezentacja składała się 80% z informacji o dyscyplinie, a w 20% o tym jakie to było zaskoczenie wygrać w Borównie, a potem ładnie polecieć w Klagenfurcie.

borównoklagen

Oczywiście informacja o dyscyplinie dalej odgrywa dużą rolę, bo czasami trzeba tłumaczyć, że pianka nie służy do tego ,aby mieć stabilną pozycję do strzału z wody, a „pozycja leżakowa” na rowerze nie ma nic wspólnego ze strzelaniem na leżąco :). Dzisiaj zauważyłem, że informacja o tym czym jest ironman zajmuje mi raptem z 30%. Reszta to moje doświadczenia. Podobne do tego co opisuję na blogu. Doświadczyłem dzisiaj dwóch rzeczy, które mocno mną poruszyły. Po pierwsze, jak słuchałem siebie, to zdałem sobie sprawę, że nawet wśród tych informacji „o swoich doświadczeniach” większość dotyczy tego co dzieje się OBOK triathlonu. Mówiłem o Klubie Sportowym Niemaniemogę, o duatlonie, a przede wszystkim o buratlonie. Wspominałem działania na rzecz Nidzickiego Funduszu Lokalnego, o dzieciakach ze Szklarskiej, o grupie #dobropowraca, wąsach mocy, naklejkach motywacyjnych i gadżetach #niemaniemogę.  Mówiłem też o Rowerkowych Mistrzostwach świata na rzecz Synapsis i o magnesach odchudzających. Kurczę – trochę tego jest. I przecież nie robię tego sam. Robię to z Wami wszystkimi. Dziękuję za to.

To fajnie wplata się w odpowiedź na pytanie: co zrobisz, jak zostaniesz mistrzem świata? Bo odpowiedź na to pytanie brzmi: to nie ma znaczenia. Ważniejsze jest to, co stało się ze mną przez ostatnich 10 lat. Walka o minuty, życiówki, miejsca jest tylko wisienką na torcie. Fajnie jak będzie. A jak jej nie będzie… to będzie o co ciągle walczyć. A tego co zrobiliśmy przy ajronmenie nikt mi nie zabierze.

Druga bardzo ciekawa rzecz zdarzyła się na koniec prezentacji. Podszedł do mnie człowiek i wywiązał się taki oto dialog:

Pamiętasz mnie?

Prezes Suchowiecki kazał mi odpowiadać w takich sytuacjach – nic nie wiem o funduszach klubowych, jestem tylko zawodnikiem. Na szczęście kolega zadawszy pytanie, sam na nie odpowiedział:

Byłem kiedyś u Ciebie na szkoleniu. To był rok 2008 i wtedy mówiłeś, że zaczynasz bawić się w triathlon. Dzisiaj pokazałeś mi co to znaczy konsekwencja w realizacji tego co się postanowi. Szacun.

Potem wsiadłem do samochodu i zdałem sobie sprawę, że ja bawię się w ten sport już prawie 10 lat. Dokładnie w 2007 postanowiłem kupić rower i uszyć sobie piankę. Za rok chyba jakiś tort sobie kupię J, a na pewno przygotuję pewną rocznicową niespodziankę. Panie i Panowie – to się dzieje naprawdę!

Naładowany pozytywną energią wskoczyłem do auta i niestety nie zdążyłem przebrać się na kolejne spotkanie. Wskoczyłem więc w bluzę #niemaniemogę i pomimo całej sympatii jaką miałem od Pani HRBP przeskok ze świata ironmana do korpoświata lekko mnie urealnił. Na szczęście dowiedziałem się, że firma w której będę szkolił też ma running team a ludzie pamiętają trenera-triathlonistę, który szkolenia ciekawe prowadzi!

A potem – wiadomo. Auto, przebierka w ciuchy biegowe na stacji benzynowej, powrót do Olsztyna
 i zanim zrobiło się ciemno jeszcze 15 machnąłem. Wiosna idzie, bo po 18 jeszcze można biegać
w lesie.

Dzień refleksji. Fajny!

 

 

1 Komentarz

  1. buli napisał(a):

    No i fajnie 🙂