przemyślenia (po)wypadkowe
Prezes zamawia, Profesor ozdrawia
Pokaż wszystkie

Wszystkie “patenty” w tekście są „MKON tested”, czyli tak, jak testuje się różne rzeczy na zwierzętach, ja postanowiłem zobaczyć, jak wymienione mentalne ćwiczenia i zagrania zadziałają na mnie.

To druga w moim życiu poważna kontuzja. Kontuzją w tym wypadku nazywam niesprawność, która powstała w wyniku jednorazowego zdarzenia. Nie jest to zatem coś, co się nawarstwiało i co na przykład przegapiłem albo gorzej – olałem. Nie wiem, czy wtedy te działania byłyby skuteczne (szczególnie to pierwsze)*.

odma po potrąceniu przez auto ad 2008

Wiele osób pyta mnie jak znoszę psychicznie sytuację, w której się obecnie znajduję. Moja odpowiedź jest zawsze taka sama. Głowę ogarnąłem już po 3 dniach. Ciało ogarniać będę znaaaacznie dłużej.

Pomysł na napisanie tego (śmiem twierdzić nieskończonego tekstu)** to nie tylko odpowiedź na sytuację Padawana i Przyjaciela, ale również niejako podsumowanie pewnych etapów w procesie leczenia i rehabilitacji. 6 dni temu wyszedłem ze szpitala (po 15 dniach udręki) – czyli symbolicznie zakończyłem leczenie. Wczoraj dostałem od chirurgów ostatecznie zielone światło, mówiące o tym, że jedynymi „zepsutymi” elementami mojego ciała jest tylko to, co połamane (II etap). Dzisiaj mam już zalecenie treningu aerobowego (rozpoczynam etap III) oraz już w 100% skupiam się wyłącznie na ćwiczeniach rehabilitacyjnych, a nie na zwalczaniu odmy.

Etapy w procesie

Mimo że nie najważniejszym, to jednak niezwykle istotnym elementem pracy nad głową jest dla mnie etapowanie sobie tego procesu. Bardzo podobne do kamieni milowych w projekcie, różni się jednak tym, że tam planujesz up front, a tutaj odcinasz kupon. Owszem, proces planowania można oprzeć o przewidywane terminy (wizyta kontrolna, standardowy czas trwania kontuzji etc.). Ale nie można wyznaczyć konkretnego celu związanego z leczeniem. To tak, jakby powiedzieć sobie: do dnia X zrośnie mi się obojczyk. Nierealne, choć pewnie możliwe. Nie ma sensu tego robić, bo jak dzień X nastąpi, a obojczyk się nie zrośnie, to będzie (kolejne) wielkie rozczarowanie. Warto jednak zaplanować etapy tego procesu. Dzięki temu nie tylko zmieniamy postępowanie, ale i widzimy progres. Z etapami związane będę elementy postępowania (dla nich charakterystyczne), które pozwolą widzieć i doświadczać zmiany. Przykład: wraz z udręką szpitala postanowiłem osłodzić sobie życie wyłączając czasowo cukierdetox. Ta „przyjemność” kończy się wraz z rozpoczęciem formalnej rehabilitacji. To znaczy, żei nie tylko symbolicznie, ale i fizycznie zaczynam inaczej działać i postępować (i odczuwam tę różnicę).

Symbolika

W sporcie jestem fetyszystą. Pisząc ten tekst patrzę na pasek startowy, z którym zadebiutowałem (i od razu wygrałem) w Ironmanie. Zresztą dopóki się kompletnie nie rozleciał (ma już 11 lat), to używałem go na każdych kolejnych zawodach. Symbolika jest dla mnie bardzo ważna. W przypadku wyjścia z kryzysu zwykle fizycznie postanawiam się czegoś pozbyć. Czegoś, co towarzyszy mi na co dzień, czegoś o czym myślę, czegoś, co kojarzy mi się (nawet przyjemnie) z okresem w którym to zdarzenie miało miejsce. Pozbycie się tej rzeczy jest symbolicznym odcięciem się, zakończeniem okresu kryzysu. W przypadku wypadku była to zmiana paska od garmina. Mierzyłem się z tą myślą od jakiegoś czasu i postanowiłem, że muszę zrobić to jako pierwszą rzecz zaraz po powrocie do domu. Według mnie to działanie to w ogóle (w kontekście kryzysu) dobry moment na zmiany. Wahasz się czy zmienić rower z szosowego na czasowy – świetny czas. Myślisz, czy kupić nowe buty do bieganie – tak samo. Symbolika ma dla mnie znaczenie.

Ale oprócz nowego symbolicznie chcę widzieć coś, co będzie mi przypominało to, co się zdarzyło. Cel – mobilizacja do tego, by uważać i żeby takie rzeczy się nie zdarzały. Zawsze zbieram „pamiątki” po ważnych, ale też i po trudnych dla mnie chwilach. Po wypadku zostawiłem sobie nadpalone 10 ziko, które miałem w kejsie telefonu. Telefon się spalił, kejs się spalił, 10 zł ocalało. I wisi teraz na mojej ścianie jako mementum. Nazywam to SHAME Souvenir 😉

Do tej pory pisałem o rzeczach małych (choć istotnych). Jeśli miałbym wskazać działania w kategoriach WAŻNE, to co opiszę poniżej jest na pierwszym miejscu.

moja SHAME  suweniry ;)

Przyszłość nie przeszłość

Wypadek, jaki mi się zdarzył (tak, z mojej winy, tak, nagły) zdarzył się, chuj. Się nie odstanie. Wiem, że to bardzo trudna sprawa, ale przeszłości się nie zmieni. Jasne, mogłem podjeżdżać nie w pozycji aero, mogłem jechać do Mławy, a nie do Barczewa, mogłem…. Bez sensu. Dlatego za każdym razem jak pojawia się w głowie myśl dotycząca przeszłości (np. dlaczego tak późno poszedłem z tym do lekarza), to trzeba ją jak najszybciej zasypywać… myśleniem o czymś innym. Niech będą to cycki, serial na Netflixie, cokolwiek. Nie analizuj, nie szukaj alternatywnych scenariuszy. Koncentruj się na przyszłości (raczej najbliższej), a nie na przeszłości. Jeśli trzeba, to zrób sobie jedną, porządną sesję analityczną dotyczącą lessons learned z tej sytuacji, i koncentruj się nad planowaniem ich wdrożenia. Ale nie analizuj dalej.

To oczywiście nie oznacza, że powinniśmy (tak jak to w pierwszych dniach koronakryzysu) iść wyłącznie w stronę rozwoju. Żal jest ważną rzeczą. Czasami trzeba popłakać. Ale wyznacz sobie moment, w którym na żal nie będzie już miejsca. U mnie było to pierwsze 3 dni. 3 dni dałem sobie na żałowanie. Potem już tylko była praca nad sobą i ogarnięcie tej sytuacji.

Jedna rutyna

Zapał do przeczytania wszystkich zaległych książek albo obejrzenia wszystkich seriali szybko wygaśnie. Dlatego lepiej myśleć o zadaniu, które wyznaczymy sobie na za chwilę. I istotne jest to, aby było to zadanie do wykonania. Nie możemy zrobić treningu, który byłby tego dnia wpisany. Wpiszmy coś innego. Jedną rzecz. I niech stanie się ona rutyną związaną z momentum, w jakim się znajdujemy. Utraciłeś możliwość aktywności fizycznej – wymyśl coś około-fizycznego. Dla mnie były to spacery po korytarzu szpitalnym. Ważne, żeby odbywały się regularnie. Żeby było to zadanie, które trzeba zrobić. W drugiej części życia szpitalnego była to oczywiście walka z odmą i rozprężanie płuc poprzez dmuchanie przez rurkę. Moment, w którym ustaliłem sobie zadanie: raz w godzinie sesja 10 dmuchać (co najmniej minutę na 15” przerwie) „ustawiła” mój dzień do tego stopnia, że nie miałem przestrzeni na nudę, a co za tym idzie myślenie o głupotach. Jak dodatkowo włączałem do tego aspekt rywalizacyjny (w każdej sesji wydmuchuję 5 sekund dłużej), to zabawa była na całego.

Zajmij głowę tu i teraz

Perspektywa jest istotna. Jasne, są osoby, które „idą szeroko”. Nie mogę trenować, mam więcej czasu, zacznę się więc uczyć języka obcego. Szczerze im zazdroszczę. Dla mnie jednak do opanowania są chwile, gdzie perspektywa bycia native we włoskim jest zbyt odległa. Dmuchanie, ćwiczenia jakie dostałem od rehabilitanta, poukładanie dnia na nowo i stworzenie STRUKTURY życia po nowemu jest kolejnym elementem mojej układanki. Uważam, że w sytuacjach kryzysowych struktura RATUJE ŻYCIE. Wzór zaczerpnęłam od emerytów. Pamiętam rozmowę z mamą, która po zakończeniu pracy zawodowej strasznie bała się, że nie będzie miała co robić i nuda ją zabije. Okazało się, że poukładała sobie dzień w ten sposób, że… nie ma czasu. I to mam na myśli pisząc o strukturze. Niech nawet planowanie tego, co będziesz robił jutro stanie się elementem planu. Jak potrzeba spisuj sobie to na kartce, dzięki temu łatwiej będzie tego planu przestrzegać.

Miej alternatywę

Ostatni punkt jest związany z szerszą perspektywą niż tylko wczoraj-wypadek, dzisiaj-działam. W moim przypadku dla sportowego ratowania „głowy” istotne są dwie kwestie: posiadanie celu nadrzędnego (odłożonego w czasie) i pasja, która de facto jest babą w babie. Mój cel życia to bycie Mistrzem Świata 2022. Mam zatem 2 lata na to, żeby się odbudować, zrehabilitować, wytrenować. W ch*j czasu. Co, gdyby wypadek zdarzyłby się na wiosnę 2022? Albo dzień przed zawodami (znam dwóch takich gości)? Zmieniłbym perspektywę na 2027. W końcu nie chodzi o tytuł. Sensem ścigania się w kategoriach wiekowych nie (tylko) jest to czy 10km pobiegniemy w 32 czy 35 minut. Sensem jest przede wszystkim to, że będziesz mógł ciągle biegać mając coraz więcej lat. Dlatego ważniejsze jest utrzymanie formy i droga, a nie cel sensu stricte. Wiem, łatwo mi się to pisze będąc już Mistrzem Świata. Ale cóż, nic na to nie poradzę 😊 Zdarzyło się. A baba w babie to alternatywa czarnego scenariusza. Uprawiam triathlon, czyli 3 dyscypliny. Za każdym razem jak słyszę od ortopedy: „bark może nie wrócić do pełnej sprawności”, to w głowie pojawia mi się natychmiast: „trudno, trzeba będzie przerzucić się z triathlonu na bieganie”. To znaczy, że szukam wyjścia dla sytuacji, w której się znalazłem. Próbuję jak najbardziej rozepchać łokciami warunki brzegowa jakie życie mi zafasowało.

Jeśli miałbym podsumować to wymądrzanie się jedną radą, to będzie ona brzmiała tak: rób wszystko, żebyś to ty decydował jak się w tej sytuacji odnajdziesz. Sam lub z podpowiedziami innych. Ale proaktywnie. Nie czekaj, na to co ci przyniesie sytuacja. Kreuj tę sytuację. Dzięki temu, nawet w momencie porażki, będziesz mógł w drugim podejściu je zmienić i wyeliminować błędy.

 

* Mam przyjaciela, który pisze do mnie: „qwa, żebym nie przegapił 2 lata temu kontrolnej wizyty u dermatologa, to może nie miałbym teraz… (pada nazwa choróbska)”. Szok co?

** Proces nie jest zakończony. Może coś mi jeszcze przyjdzie do głowy. Ale to najwyżej zrobię załącznik do tego materiału.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *