jak kupuję buty
realistyczne planowanie debiutu w IM
Pokaż wszystkie

32:37 z 11.11.2019 to ciągle moja życiówka na 10km. I BARDZO DOBRZE. W końcu jest co gonić, a jeśli celem długofalowym jest Rekord Polski kat M50 w maratonie to kolejny bieg, podczas którego udaje mi się pobiec 10km szybciej niż 3:20/km jest naprawdę dobrym występem.

Działacz Godlewski asystuje, a miał pomóc trzymać tempo

Szykowałem się do dzisiejszego biegu od Ironmana w Malborku. Na wielu poziomach. Począwszy od nowego oznaczenia trasy na ul. Leśnej (nie wierzyłem, że jakikolwiek bieg się odbędzie) skończywszy na regularnym realizowaniu planu treningowego zafasowanego przez Tomka Kowalskiego.

Czy 32:49 jest dobrym wynikiem? Dla mnie, na dzień dzisiejszy jest na 4+. Jest jedna składowa, której nie dopilnowałem i wiem, że to ona zawarzyła. Waga. Niestety zamiast 69 ważę obecnie 72 kg. Dla mnie przepaść. Niestety masa mięśniowa jaką złapałem od rowerowania i pływania, ale i zbytnie sfolgowanie z dietą triathlonową (już w czasie biegania) to błąd. Niestety trenowanie do 10km to nie trening maratoński. W żadnym tygodniu nie przekroczyłem 95km. A odbywało się to przy jednym dniu wolnym i dwóch treningach rowerowych. Więc nie ma co się napychać zbyt mocno, bo spalanie nie jest na największych obrotach. Ale do wiosny sporo czasu, więc liczę na to, że uda mi się to poprawić.

Rzeczy, z których jestem szalenie zadowolony to złapanie kosmicznego dystansu do czasów planu, jaki rozpisał mi trener. Bieganie 20×400 po 1:16 – proszę bardzo. Kilometrówki sub 3:10 – zaliczone. 300-tki po 48” – voila. I mimo, że (od październikowego Ironmana) nie było ich zbyt wiele, to od razu udawało się te treningi realizować ze zmniejszającą się z zadania na zadanie RPE. Nie dość, że te prędkości mnie nie stresują, to jeszcze pokazują mi, że można. Takim przykładem był dla mnie sprawdzian na 5km (ostatni raz biegałem „piątkę” chyba w 2012), gdzie plan był pobiec po 3:10/km a wyszło chyba po 3:08/9. Kompletny mindfuck. Zrobienie tego treningu 2 tygodnie temu otworzyło mi głowę tak mocno, że zeszłotygodniowe 5x2km po 3:15 wydawało się naprawdę betką (co nie oznacza, że nie bolało na ostatnim odcinku).

RPE 10/10

Sprawdzian sam w sobie nie poszedł tak jak miał pójść. Celem minimum była średnia sub 3:20/km. Po cichu liczyłem, że uda się utrzymać 3:15 przez 8km. Jednak ukształtowanie ulicy Leśnej, ale i bomba jaka zdarzyła mi się na 7km uniemożliwiła utrzymanie tempa. Pierwsze 5km w 16:17 (jednak 4km tam z górki –i tylko piąty km pod górkę), a drugie 5km już w 16:32. Z bombą, ale i na mocnym zmęczeniu (2km pod górkę i 3 z górki). Po raz kolejny uświadomiłem sobie, ze negocjowanie z sobą w trakcie biegu, to dobry patent. Najpierw ustaliłem, że dobiegnę do km 7 (od tego momentu będzie bardziej z górki), potem obiecywałem sobie zejść po 8 km. Następnie po dobiegnięciu do 8.5 wmawiałem sobie, ze został kilometr do ostatnich 500m 😊 Ostatnie 500 to lekki zbieg, więc chyba nawet przyspieszyłem, bo obiecałem sobie, że zjem czekającą na mnie blachę kruszonki. Wiem, że pisze to po czasie, ale jakbym nie złamał 33’ to, kruszonka zostałaby nieruszona. Więc sam bieg zaliczam sobie na 4+, okres przygotowawczy na 4, mental na 5. Po raz kolejny uświadomiłem sobie, że od pewnego momentu biegnie głowa. I dlatego tak ważne są starty(!), tak starty pośrednie. Nie treningi typu „sprawdzian”. Dla mnie dzisiejszy dzień był dniem startowym. Normalne przygotowanie tak, jakbym miał walczyć o tytuł Mistrza Świata, albo o wspomniany wyżej rekord polski. Oswajanie stresu, oswajanie prędkości, posiadanie „pamięci poprzedniego występu”. To wszystko jest nie tylko MKON certified, ale i działa.

Polecam

 

1 Komentarz

  1. Robo pisze:

    Leśna na trening jest super 👌 ale na sprawdzian niekoniecznie (chyba że na 5km) tak więc wynik uważam za bardzo dobry, prawdopodobnie na „normalnej” trasie by była życiówka bez problemu 💪

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *