felietony 2019
metoda 6 kroków
Pokaż wszystkie

ja tam silnej woli nie mam, ale mam Prezesa ;)

Z wielką ostrożnością podchodzę do wszelkiego rodzaju lifestylowych patentów na siebie. I, mimo że nauka o mózgu, a co za tym też idzie nauka psychologii ciągle rwie do przodu, to mam wrażenia, że większość kwestii związanych z motywacją JUŻ ZOSTAŁA ODKRYTA. Teraz wyłącznie opakowuje się je w inny papierek albo przestawia się kolejność czynników, wskazując dlaczego, przykładowo, u Millenialsów jest inaczej niż u pokolenia Baby Boomers.

Podobnie jest z czynnikami, które (poza pracą) mogą wpłynąć na to co i jak skutecznie robimy. Cele sportowe, dieta, (wreszcie) wybranie się do lekarza. Ostatnio wpadły mi w ręce dwie pozycje, na które chciałbym tutaj się powołać.

Pierwsza z nich to artykuł opisujący badania nt. siły woli. „Why will power is overated”* https://www.vox.com/science-and-health/2018/1/15/16863374/willpower-overrated-self-control-psychology?fbclid=IwAR3Zubhd9-RXPPJ-R0bD1XUikKee6g2SfXLtnBXJATj48BuTwj8eQrVgv7Y

Teza, którą stawia autor brzmi mniej więcej tak: “Idea, że ludzie się kontrolują bo mają silną wolę wygląda coraz bardziej jak mit. Impulsy wstrzymujące jakieś nasze działanie nie mają źródła w “woli”, a przede wszystkim w “strategii” podejścia do problemu”. Podsumowując najważniejsze wątki artykułu, to źródło „sukcesu” leży w 3 kluczowych elementach:

  1. Ludzie, którzy są lepsi w „kontrolowaniu siebie” po prostu mają fun z tych czynności
  2. Ludzie, którzy są lepsi w „kontrolowaniu siebie”, planują pokonanie trudności, i
  3. omijają pokusy (systemowo) – czyli de facto nie muszą się kontrolować, bo dookoła pokus nie ma

Do tej listy autor dołącza jeszcze dwie determinanty, czyli geny (niektórych po prostu nie ciągnie np. do słodkiego) i dostatek. Przykładem jest eksperyment z marshmallow, czyli dostaniesz druga piankę, jeśli poczekasz i nie zjesz tej, która leży przed Tobą. Dzieci z biedniejszych rodzin nie czekały. Short term goal był dla nich ważniejszy niż long term.

Dlaczego o tym piszę, bo jak to na początku roku czekają nas różne postanowienia. Dostaję naprawdę dziesiątki pytań, jak to jest z tym #cukierdetox i prawdę mówiąc sam jestem ciekaw na ile moja „wola” w niejedzeniu słodyczy wynika z w/wym punktów. Przeanalizujmy je zatem po kolei.

Ad. a. Czy mam fun z niejedzenia? Nie mam. Ale za to mam fun w rywalizacji ze sobą, że nie zjadłem. Za każdym razem, jak nie sięgnę po kawałek czekoladki, to mam poczucie wygranej. Na pewno nie należy to do kategorii „sprawia mi to radość”, jednakże wchodząc w to nieco głębiej, to szukanie w tej walce alternatyw na zastąpienie „cukrowego ssania” albo poczucie spełnienia i ta myśl przed snem, że „wygrałem”, już mi tę radość daje. Ciągle mam z tyłu głowy odpowiedź, którą usłyszałem od Roberta Wilkowieckiego na zadane mu następujące pytanie: a co jeśli nie chce nam się trenować? – „Czy dzieciakowi, który rżnie przez całe noce w playstation się chce, czy nie chce w to grać?”. Dla mnie ta przyjemność z walki staje się powoli ważniejsza niż przyjemność ze słodkości samej w sobie.

Ad.b. Artykuł pokazuje ciekawą kwestię związaną z planowaniem tej „walki”. Począwszy od technikaliów i planowania strategicznego, a mianowicie, jeżeli „chcesz wstać wcześnie rano (a wiesz, że nie będzie ci się chciało), ustaw budzik po drugiej stronie pokoju”. Dzieciaki, które przełamywały chęć natychmiastowego sięgnięcia po marshmellow, patrząc na nie, wyobrażały sobie coś, co nie jest aż tak atrakcyjne. Oczywiście trudno mi sobie wyobrazić, że patrząc na świeżo upieczone brownie, do tego poddany atakom przez zmysł wzroku i węchu, z łatwością ujrzę oczami wyobraźni brukselkę. Ale kiedyś miałem następujące doświadczenie. Prowadziłem szkolenie train the trainers, podczas którego jeden z uczestników na zadanie podsumowujące wybrał instruktaż. W tymże szkoleniu zlecił do upieczenia ciastko typu „brownie w kubku” na podstawie instrukcji przez niego przygotowanej. I jak przypomnę sobie, że do zrobienia takowego zużywa się pól szklanki oleju, to od razu mi się odechciewa ☺ Podobnie jest ze sklepowymi ciastami albo najpodlejszymi czekoladami. Wystarczy poczytać skład.

Ad. c Tego doświadczam na co dzień. Autor pisze: kuszą cię świeże wypieki, zmień trasę i omijaj piekarnię. To oczywiście metafora. Celem jest systemowe nie zmuszanie się do bronienia się przed pokusami. Innymi słowy, wspomniany wyżej kawałek czekolady nie będzie kusił… jeśli go nie będzie w domu. Kłócę się z żoną, żeby po jakiejś dziecięcej imprezie wszystko to, co zostało, wylądowało NATYCHMIAST w koszu. Oczywiście, żeby nie kusiło.

Ale tak jak napisałem na początku, to wszystko już było. Wystarczy bardzo silne PO CO to robisz i nie trzeba będzie silnej woli, ani kombinowania z wyobrażaniem sobie brukselki.

Na koniec jeszcze refleksja kolegi (Filipa), który mi podesłał ten artykuł: „Dodatkowo warto mieć świadomość, że siła woli sama w sobie nie determinuje sukcesu. Ludzie często się samobiczują z powodu postrzegania siebie jako słabych w tym kontekście, a to o wiele bardziej złożone, jak się okazuje. Palący cel i dobry plan mogą zdziałać cuda nawet dla tych mniej “nawykowo pracowitych” te systemowe rozwiązania stają się ewidentnie kluczowe”

Druga pozycja – książka „Motywacja – metoda 6 kroków” w kolejnym tekście 😉

Comments are closed.