paradoks wyboru
14 lipca 2018
futrujemy się…
29 lipca 2018
Pokaż wszystkie

fot. Sportografia a właściwie BECIA!

Mój biznesowy i trenerski mentor Henryk Puszcz przesłał mi ostatnio artykuł oraz 19 minutowy podcast o rywalizacji. W tym pierwszym niejaki Gavin J. Kilduff stawia następującą tezę: „Rywalizacja niemal automatycznie wpływa POZYTYWNIE na wyniki uzyskiwane przez sportowców”. Otóż, z jego obserwacji wynika, iż wystarczy, żeby zawodnik WIEDZIAŁ, że w tych samych zawodach na 5 km startuje jego RYWAL (definicja za chwilę), aby uzyskał lepszy wynik. Ba! Pan Gavin nawet to wszystko policzył i liczbami udowodnił. Słabi oraz średni zawodnicy uzyskiwali do 25’’ szybsze czasy w startach z rywalem od startów bez rywali, które realizowali tylko z celem lub tylko z zegarkiem. Zawodnicy z TOP dobijali do 5” na 5 km, choć ci zapewne nie mieli z czego urywać. Sam artykuł w dużej części poświęcony jest modelom statystycznym, udowadniającym właśnie tę tezę. Przyznaję, iż lekko się zgubiłem w rozumieniu tych modeli, ale cyfry nie kłamią. A te cyfry opatrzone są przyjemnym tekstem, który zawiera wiele, naprawdę wiele sensownych wniosków. Dodatkowo wskazanej na początku tezie wtóruje dołączony do artykułu podcast, ukazujący różne paralelne przykłady, w tym ten najważniejszy, Alistara i Johny’ego B, czyli takiej pary jak Prezes i ja, ale po drugiej stronie kanału 😉 Podcast, w którym Johnny mówi: „bez brata nie byłbym w tym miejscu, w którym jestem”. Podcast o tym, jak współpracują i jak czasami sobie NIE pomagają 😉

Podcast:

Rivalry vs. Competition

Rywalizacja vs. współzawodnictwo (w artykule mowa o RIVALRY vs. COMPETITION, co tłumaczyć można także jako rywalizacja vs. zawody lub rywalizacja vs. konkurencja, a nawet bardziej dosadnie: współzawodnictwo vs. konkurencja). Według autora istotą MOTYWUJĄCEJ rywalizacji jest kilka czynników. A mianowicie, rywal, który jest na mniej więcej podobnym poziomie (jak Prezes i ja!), do tego powtarzalność rywalizacji oraz relacja między „aktorami”. Tłumacząc ten ostatni, w ogólnym rozrachunku zależy nam na reakcji tego drugiego, na tym, co powie, jak zareaguje. To jest naprawdę ciekawa teza i mam na nią kilka przykładów. Jednym z nich będzie moja walka, która zresztą doprowadziła do kontuzji, z nieznanym mi osobiście rywalu – Olku K. (Bieganie po czterdziestce). Aleksander pisze na FB: (nie jest to cytat) „Kilka lat temu, patrząc na Koniecznego na najwyższym stopniu podium, marzyłem o tym, aby stanąć na jego miejscu.” Jesteśmy w tej samej kategorii wiekowej, więc jeśli on staje na jedynce, to ja niżej” 😉 Mnie natomiast zachwycił wynik Olka z Biegu Chomiczówki 2018, więc chcąc nie chcąc śledziłem jak mu w tym sporcie idzie. Razem, chociaż bez tej świadomości, zapisaliśmy się na maraton w Manchesterze, mając w głowie realizację tego samego celu. Razem też nie wystartowaliśmy ze względów zdrowotnych. Patrząc z perspektywy czasu, ta papryczka ☺ była bardzo motywująca. A jaki to ma związek z kontuzją? Prosty, ponieważ, gdyby Aleksandernie startował w Wiązownej, to i ja bym nie wystartował (bo bolało już przed zawodami) i nie miałbym w konsekwencji 4 tygodniowej pauzy… Ale podkreślam jeszcze raz – to było, jest i mam nadzieję, że będzie jesienią zachowanie mobilizujące, a nie usztywniające.

Cały artykuł: Driven to Win Rivalry, Motivation, and performance

Przykład kolejny jest zdecydowanie bardziej triathlonowy. Pływanie. Jestem „lonely rider”. Treningi grupowe w swoim aspekcie społecznym mnie męczą, choć zdaję sobie sprawę, że pływanie w grupie może mieć dodatkowy aspekt mobilizujący. Mobilizujący do jeszcze większego wysiłku. I mimo, że w grupie nie pływam, to np. śledzę mojego rywala – Marcina Lipowskiego, i widzę, jaki progres w pływaniu zrobił. No to, mimo że pływanie jest przereklamowane, podświadomie przykładam się do każdego treningu. Oczywiste dla mnie jest, że tak samo bym się przykładał, jeśli Marcin pływałby gorzej niż ja. Ale ponieważ pływa lepiej, to ta „iskra” motywacyjna wyglądająca mniej więcej tak: „Qwa MKON, no pociśnij jeszcze! Dzięki temu wyjdziesz nie 5 a 3 minuty za Marcinem”, właściwie nie gaśnie.

 

Rywalizacja z kimś a nie przeciwko komuś.

Swego czasu popełniłem artykuł o zazdrości w sporcie. Źródłem inspiracji do jego napisania był wynik etapu rowerowego Michała Podsiadłowskiego w Sierakowie (2:00 lub 2:01 w zależności od strefy czasowej). To, co wtedy napisałem bardzo linkuje mi się z tezami stawianymi przez p. Gavina. Rywalizacja jest mobilizująca pod warunkiem, że to ty chcesz być lepszy, a nie liczysz na to, że ktoś może być gorszy, bo tutaj chyba jest sens rywalizacji w ogóle. Podstawą jest chęć bycia lepszym. Dlatego też dla mnie najpierw benchmarkiem jest mój cel. Dopiero potem dodatkowym motywatorem jest ten „ktoś”. A tych „ktosiów” jest naprawdę sporo. I wiem, że dla wielu osób sam jestem kimś właśnie takim. I w sumie to dobrze, bo to znaczy, że mamy relację 😉

 

1 Komentarz

  1. Marek NEGU napisał(a):

    Pewnie już jesteś przyzwyczajony, że jesteś benchmarkiem (taka czasem rola Mistrza Świata), bo chyba jednak w większości przypadków osoba jest benchmarkiem bo trudniejsze w sporcie jest benchmarkowanie bezosobowe. Dla mnie też nim jesteś i cieszę się, że zdarza mi się już teraz wychodzić przed Tobą z wody a celem moim jest zacząć wychodzić przed Tobą z T2… Triathlon co prawda składa się z trzech dyscyplin i liczy się ostateczny czas na mecie, ale ja tam twierdzę, że BIEGANIE JEST PRZEREKLAMOWANE 😉