relacje z trenerem cd… ale przyjemnie nie będzie

smentoring się kończy, smentoring się zaczyna
8 września 2016
Ironman Barcelona
6 października 2016
Pokaż wszystkie

Cykl trenerski trwa…. Myślałem, że nic nie przyjdzie mi już do głowy, ale zakończenie smentoringu i historia jaka przydarzyła się jednemu z moich podopiecznych, jednak nie może zostać bez komentarza.

Jak w projekcie mentoringowym „padawan” ma trenera, to właściwie nie mam co robić. Tj. mogę, ale dla mnie to trener jest osobą pierwszego kontaktu. I wiem, wiem – są różne pakiety więc nie zawsze jest do tego trenera dostęp…. Ale zaraz jak to dostępu nie ma… co ja piszę właściwie? Jak może nie być dostępu do trenera? A jeśli to, co dostaję nie przystaje do mojej codzienności? To jaki jest sens płacenia 300 za miesiąc, za plan, który… jest obok mnie. No właśnie. Takie i inne pytania przychodzą mi do głowy po wysłuchaniu tegorocznej przygody jednego z moich podopiecznych (imię i nazwisko do wiadomości redakcji he he).

Pisze smentee: MKON jaka szkoda, że ja nie korzystałem z możliwości gadania z tobą przez cały rok mojej pracy z trenerem (specjalnie piszę z małej litery). Po roku uczciwego płacenia 300 za miesiąc mam poczucie nie tylko wyrzuconych pieniędzy w błoto, ale i ogromną niechęć do triathlonu.

Zaraz zaraz – odpowiadam – pogadajmy najpierw zanim rzucisz to w cholerę. No i pogadaliśmy (czyli taki mentoring po mentoringu J).

Najdziwniejszym pytaniem jakie usłyszałem podczas tej rozmowy to pytanie typu: czego ja właściwie powinienem oczekiwać od trenera? Zdębiałem przyznam szczerze. Płacę – wymagam, czyli oczekuję tego za co płacę. Przynajmniej tak mnie 44 letniemu gościowi się wydaje. Ale okazało się, że nie. Zawodnik mający małe pojęcie o treningu i o zasadach trenowania może być mamiony „trenerskimi” tekstami typu: „jeszcze nie czas na szczyt”, „każdy start to nauka” albo (mój hicior) „odpiszę później, bo zarobiony jestem”. A wszystko to z inicjatywy zawodnika, który próbuje się dowiedzieć skąd akurat taki trening, jak trener reaguje na brak progresu albo jak wygląda odpowiedź na zarzut zawodnika – chyba coś jest nie teges, jeśli nie realizujemy założonych celów. A już absolutnym hiciorem jest (tutaj cytuję w całości) następująca sytuacja: „On zapominał o moich zawodach, zdarzało mu się rozpisać mi trening w weekend, kiedy miałem start (nie start A, ale zawsze – był to występ, który panowałem i o którym on wiedział)” 🙂 Wg mnie hit….

Nie chcę się pastwić dalej. Raz już o tym pisałem, ale napiszę raz jeszcze: jak kablówka daje dupy z jakością – zmieniam kablówkę. Podobnie z każdą usługą. A odnoszę wrażenie, że z trenerami jest trochę tak, że ponieważ płacisz za pakiet „standard” to mamy niepisaną umowę, że akceptujesz fakt, że plan przez trenera dostarczony jest z natury rzeczy do kitu. Do kitu, bo jest „kopiuj – wklej”, do kitu, bo nie uwzględnia tego, co się wydarzyło w poprzednim tygodniu (o tym potem), do kitu bo… nie wykupiłeś pakietu „premium”. Chociaż przypadek innego mojego znajomego pokazuje, że nawet pakiet premium (najwyższy) nie gwarantuje jakości.

Jak kilka lat temu rozmawiałem z Marcinem Waniewskim o jakości pracy trenera i wymaganiach jakie ma od zawodników, to wiedziałem, że trudno by mi było z nim pracować (były to czasy jeszcze przed garminem, training peaks, itd.). Marcin mówił mi tak: w niedzielę nie mam od ciebie sprawozdania – nie masz planu na następny tydzień. Jako osoba z natury leniwa 😉 wiedziałem, że nie mam szans (raportowanie było w wordzie). U Darka Sidora raportowałem w excelu – było ciężko, ale jakoś szło. A przede wszystkim widziałem, że jeśli pomiędzy zakładanym planem a moim raportem były różnice, to była interakcja z trenerem, który dociekał co się stało, a potem plan modyfikował. Nie było mowy o codziennych kontaktach, o analizowaniu czy wzrost tętna w tym biegu oznaczał górkę czy gorsze samopoczucie. Był tygodniowy plan, analiza, korekta w kolejnym planie lub jej brak (jeśli nie było potrzeby). I był to pakiet standard. Podobnie jest teraz z #kowalski.coach J. I jest dobrze!

Tak więc zawodnicy – mój apel: OGARNIJCIE SIĘ! Dlaczego akceptujecie taki stan? Czy relacja z trenerem naprawdę musi być obarczona syndromem sztokholmskim? Zbliża się nowy sezon, może warto się zastanowić czego oczekujecie od trenera i czy alternatywą nie będzie plan z internetu, jeśli nie dostajecie tego czego oczekujecie?

No i kiedy w końcu trenerzy zrozumieją, że różnica między pakietem standard (najtańszym) a skserowaniem planu z Friela albo skopiowaniem z AT jest jednak zasadnicza!!!!!

Moje MUST have w planie standard:

  1. Świadectwo analizy moich realizacji (znam zawodników, który w raportowaniu umieszczają dane fałszywe, żeby zobaczyć czy trener czyta ze zrozumieniem i czy na to reaguje albo pyta o wyjaśnienie)
  2. Przy jednotygodniowym kontakcie (pakiet standard) oczekiwałbym wyjaśnienia metodyki treningowej związanej z danym okresem treningowym (baza, BPS)
  3. Na początku współpracy rozmowa o planach na cały rok (określenie celów minimum, maksimum, ilości startów oraz określenie priorytetyzacji startów)
  4. Co najmniej raz na kwartał (a może częściej) sprawdzian (ftp, 2*8’ lub inne według metodologii trenerskiej – rowerowy, pływacki (np. 100, 200,400, 800), sprawdzian biegowy w formie startu w zawodach wiosennych – chcę wiedzieć czy robię progres i czy przybliżam się do realizacji celów
  5. Analiza startów (czy to w formie rozmowy czy arkusza oceny startu)
  6. Podsumowanie sezonu

Aż tak dużo? Za trzy stówy miesięcznie????

8 Komentarze

  1. tdk67 napisał(a):

    Dzięki za ten artykuł. Właśnie się przymierzam do tego, żeby mi ktoś ogarnął plan treningowy i punkty 1-6 na pewno ułatwią sprawdzenie, czy jestem po dobrą opieką/kontrolą, czy też mówimy sobie do widzenia

  2. Low napisał(a):

    Hmm, jakiejś głębszej czy też bardziej gorącej dyskusji brak i tutaj i na Facebooku, ale to chyba nikogo nie dziwi. Temat jest ciężki, ciężko się uzewnętrzniać, zwłaszcza mając złe doświadczenia, nikt nie chce publicznie prać brudów.

    Jak dla mnie to praca „trenera triathlonu” to jest jakiś fenomen na polski rynku pracy. Mam wrażenie, że chetnych do bycia trenowanym jest kilkukrotnie więcej niż baza trenerska jest w stanie przemielić, więc mamy to co mamy. Nie wiem jak w Warszawie czy na innym Slasku ale na pomorzu trenerką zajmuje się kilka osób na krzyż, wybór jest naprawdę mały. Co innego bieganie czy kolarstwo – jest kilka osób z dobrą reputacją, wieloletni zawodnicy z sukcesami, od wielu lat również trenerzy, ale wszyscy mają „wolne miejsca” i wiadomo, że nie prowadzą po 30 zawodników jednocześnie.

    Jak zweryfikować obiektywnie, czy trener daje radę? Da się to w ogóle zrobić? Robimy przed sezonem cele, jak je osiągniemy to trener jest ok, a jak nie to do zwolnienia? To chyba takie proste nie jest…

    Jakiś pomysł, jak obiektywnie ocenić, czy trener zrobił dobrą robotę w danym sezonie, czy może nie do końca?

    I drugi temat – czy to jest w ogóle etyczne, żeby istniały pakiety „standard” i „premium”? Jest środa, akcent ewidentie nie wyszedł, czuje, ze łapie mnie przetrenowanie – chyba naprawdę poważna sprawa, a może tylko mi się wydaje? Co robić? Mam pakiet „premium” czyli trener musi odebrać mój telefon czy też odpisać na maila choćby skały srały, chocby miał inne zajecia, a jak mam pakiet „standard” to walę dalej trening dalej, nie wazne co i jak, bo do niedzieli i tak nie mam prawa się kontaktowac? To nie lepiej, zeby byl pakiet „jeden jedyny normalny” gdzie jak sie nic szczegolnego nie dzieje to nie zawracam glowy trenerowi tylko robie trening ale jak mam problem to moge liczyc na pomoc natychmiastowa, w miare mozliwosci organizacyjnych trenera? Po co w ogole jest pakiet „standard” – ma byc z zalozenia usluga wybrakowaną, w przypadku ktorej jak nie zrealizuje zalożeń na dany sezon to moge miec pretensje do siebie, że nie wziąłem pakietu „exclusive”? Fajnie byłoby, gdyby wypowiedział się tutaj coach, który ma w swojej ofercie pakiety standard i exclusive i wytłumaczył, po co to w ogóle jest 🙂

    Mkonie – co do Twojego apelu do zawodników i pytania, dlaczego akceptujemy taki stan odpowiedź jest prosta. Jak idziesz na kurs prawa jazdy i instruktor powie Ci, że fiat punto to przezajebisty samochod i w zasadzie moze i wnetrze ma mniej luksusowe od mercedesa, ale generalnie to prowadzi się tak samo, w zasadzie niczym sie od niego nie rozni wiec po co przeplacac, to uwierzysz, jesli wczesniej nie jechales mercem. Tu jest tak samo – jesli nigdy nie korzystales z uslugi trenerskiej i placisz panu lub pani, który ma Facebooka bogatego w zdjecia zawodnikow, ktorzy lapią pudła w kategorii lub generalce, to jesli czujesz, ze cos jest nie tak to jestes dlugo pewien, ze z Toba a nie trenerem.

    MKON – dzięki za MUST HAVE. Zaręczam – 99% początkujących w tri, którzy nie przysli do niego z innego sportu ale z kanapy w życiu nie wpadłoby na to, że tego należy oczekiwać od trenera jako minimum.

    • mkon napisał(a):

      słaba dyskusja bo blog mało popularny that’s why… ale nie ilość komentarzy mnie interesuje ale ich jakość! Dzięki LOW. Ważny głos w dyskusji. Według mnie ścierają się tutaj trzy zjawiska: poleganie na osobie, która mnie wprowadza w temat i przywiązanie do niej oraz brak sprecyzowanych oczekiwań. Ale brak rozsądku (bo przecież jak wybierasz szkołę jazdy bo sprawdzasz % zdawalności albo rekomendacje) nie usprawiedliwia braku oczekiwań. Stąd MUST HAVE.

  3. Adam napisał(a):

    Ponieważ pisze tutaj pierwszy raz – Dzień dobry Gospodarzu 🙂
    Zastanawia mnie sam fakt, że ludzie tak usilnie szukają trenera.
    Uważam, że jedną z ciekawszych rzeczy w sporcie amatorskim jest teoria i praktyka treningu.
    Uwielbiam, poznawać, uczyć się, sprawdzać. Często trening wymaga modyfikacji z dnia na dzień (pogoda,
    niespodziewane okoliczności) i wtedy przydaje się poznanie i zrozumienie przez zawodnika istoty treningu.
    Oczywiści na pewnym poziomie b. ważne jest spojrzenie z boku.
    Ale na początku sporą wiedzę może nam przekazać bardziej zaawansowany kolega na treningu albo dostarczą nam ja dyskusje na wielu forach.
    I dlatego zawodnik amator bardziej potrzebuje bardziej kogoś w rodzaju mentora niż trenera.

    • mkon napisał(a):

      Dzień dybry 🙂
      Zgadzam się i nie zgadzam. Dla mnie jako dla okrzepłego zawodnika trener jest przede wszystkim oszczędzaczem czasu sorry #kowalski.coach ale oczywiście bzdur bym nie zniósł. Poza tym lekko zmienia się perspektywa jak się ścigamy a perspektywa poprawy jest znikoma i czas na eksperymenty powoli się kończy. Jak przez swoje pierwsze lata trenera nie miałem i wiem, że trenowałem za dużo. Teraz trenuję mniej a mądrzej.

  4. tdk67 napisał(a):

    Podobnie jak mkon, zgadzam się i nie zgadzam się. Ja mam wśród znajomych osoby, których organizm jest w stanie (może do czasu 🙂 ) o wiele więcej znieść niż mój i ich rady co do objętości treningu byłyby dla mnie zabójcze. Właściwie nawet samo kontaktowanie się z nimi przez endomondo było szkodliwe, bo chciałam za szybko zbliżyć się do ich poziomu, i trenowałam dużo za dużo.

    Zatrudniając trenera, mamy nadzieję, że ustawi trening pod nas i że w razie potrzeby sprowadzi na ziemię, wyznaczając realistyczne cele. Tak jest przynajmniej w moim przypadku

    • Adam napisał(a):

      Ale wtedy mówimy już o trenerach w wersji premium 😉 i o 100% zaangażowanych zawodnikach, którzy trenują bardzo systematycznie. Tutaj muszę się zgodzić.
      W przypadku zawodników u których wypełnienie tygodnia treningami pozwala a wręcz wymaga! ze względu na życie poza sportowe pewnych zmian i modyfikacji (myślę, że jakieś 90% amatorów) sprawa jest skomplikowana. Pozostaje w 100% zaangażowany i dostępny trener, który na bieżąco kontroluje trening. A o jak widać trudno i drogo.
      Tutaj właśnie sprawdzi się inteligentne samotrenowanie z zewnętrzną kontrolą i zaufanym doradztwem.
      Chodzi wyłącznie o kogoś, kto będzie miał odpowiedni dystans do naszych poczynań.
      Największym problem jest chyba przypadek, kiedy delikwent kompletnie nie zna się na trenowaniu.
      Szczególnie w bieganiu widać jak popularne jest klepanie planów z Internetów.
      Nie da się klepać planu bez zrozumienia a tak pewnie wygląda trening z trenerem w wersji standard.
      Z drugiej strony będą kłopoty, kiedy zawodnik jest oczytany i „mądrzejszy” od trenera 🙂