wertykal stajl – czyli nowe odkrycie MKONa
15 czerwca 2016
#polskieROTH
28 czerwca 2016
Pokaż wszystkie

W ten weekend miałem okazję doświadczyć kilku rzeczy. Po pierwsze uświadomiłem sobie (dzięki Jackowi Nowakowskiemu) jak dobrze, że uprawiam triathlon a nie jeździectwo. Nasze karbony za kilkanaście tysięcy to nic przy wydatkach na końskie hobby.

Podczas weekendowych treningów jak to dziadek starszy (Jacek) z młodszym dziadkiem (wiadomo) pogadaliśmy o regeneracji, o tym jak jeden rok różnicy potrafi odbić się na wynikach i ile to daje regeneracja.

No i sam tego doświadczyłem w praktyce w niedzielę. Po raz kolejny uświadomiłem sobie jak bardzo amatorskie trenowanie różni się o trenowania „zawodowego” i nie chodzi o ilość treningów. Agnieszka Jerzyk pisze na FB, że ciśnie 3 treningi dziennie. Mnie też się tyle zdarzało. Pewnie nie na takiej intensywności ale na obozie był rozruch, trening poranny, trening właściwy i wieczorne zajęcia na siłowni. Za juniora of kors. Ta sama Agnieszka (o czym już nie pisze cwaniara) pewnie pomiędzy treningami leży w łóżku, pępkiem do góry i regeneruje się czekając na kolejny wycisk. I tak powinno być!!!!!!!. Strasznie jej zresztą tego zazdroszczę. Nie tej intensywności ale tej przestrzeni na regenerację.

Misie takie jak my (znaczy ja i większość czytających ten felieton) po treningu ma zajęcia domowe, pracowe albo tak jak ja dzisiaj zajęcia okołopracowe – czyli 400km podróż Olsztyn-Poznań na jutrzejsze szkolenie. I nie ma znaczenia, że wciśnięcie 2 treningów w rodzinny dzień wziąwszy pod uwagę maksymalną godzinę wyjazdu mocno ograniczyło czas spędzony z dziewczynami (synek zarabia więc i tak go nie było). Dodatkowo spowodowało, że klasyczną regenerację po 2 treningu (3h zakładka) – jak to zwykle ostatnio –  musiało zastąpić SKODA SPA.

Zanim wsiadłem jednak do auta podłączony klasycznie do prądu, z kompresją na nogach i obietnicą porolowania się IMG_0278po przyjeździe do hotelu zastosowałem patent, jaki stosuję ostatnimi czasy. Otóż po przyjściu z treningu pierwszą rzeczą jaką robię to „nicnierobienie”. Wiele rzeczy przygotowane up-front, kilka rzeczy do zrobienia zaraz ale zmuszam się aby chociaż 20’-30 poleżeć. Tak plackiem. Żona łaskawie zezwala (sama zresztą wraca z roweru) i choćby nie wiem jak mnie kusiły różne rzeczy kumuluję to zmęczenie i staram się wyobrazić sobie, że za kolejnych 60 minut nie będę wsiadał do auta ale raczej obudzę się za kilka godzin smacznie wypoczęty. Pierwsze żarcie czyli BCAA, ISO i koktajl owocowy z MACA wciągam jeszcze w aucie jadąc z treningu więc dziura węglowodanowa przysypana. Właściwe żarcie robię w ostatniej kolejności z pełną świadomością, że SKODA SPA zamieni się od 50 do 400km w SKODA SPA&RESTAURANT.

IMG_0274

dzisiaj w MENU hambugsy 🙂

Tak w pełni przygotowany zasiadam za kierownicą i mając świadomość, ze nadrobię 100 km jadę tak, żeby jak najszybciej wjechać na autostradę bo tylko tam (na dwupasmówce w sensie) daję radę włączyć tempomat i włączyć prąd. Wyposażenie auta to kolejny element układanki triathlonowej o której nie zdawałem sobie sprawy zanim nie zacząłem uprawiać tego sportu. Od pewnego czasu samochody o jakich w ogóle myślę w sensie leasingowo-zakupowym MUSZĄ mieć: pojemny bagażnik (do zmieszczenia roweru), automatyczną skrzynię biegu (wiadomo po co) i tempomat. Wtedy jadą na autostradzie mogę maksymalnie pochylić siedzenie do przodu (jak najmniejszy kąt pomiędzy w kolanie), lekko odsunąć fotel, włączyć tempomat i prąd i udawać, że to coś daje 🙂

Oczywiście alternatywą byłoby kupienie auta z kierowcą albo podróżowanie pociągiem z kuszetką ale to pierwsze na razie nie wchodzi w grę z powodów oczywistych – to drugie z powodów logistycznych. I tak to sobie jakoś „amatorsko” trzeba radzić 🙂

 Pozdrawiam wszystkich i łączę się w bólu z Prezesem i Działaczem Godlewskim, którym zostało jeszcze kilka godzin ciśnięcia z Karnonoszmana! Ale warto było. Prezes – I miejsce wśród Prezesów a OPEN się załatwia!

3 Komentarze

  1. Adam napisał(a):

    Na zasilaniu z zapalniczki samochodowej? ;(

  2. Bogusław napisał(a):

    Po prostu Mistrz logistyki. Ja dzisiaj tylko jeden trening zakładkowy (3 godziny), ale wieczorną porą. Tak to już jest jak jedna córka zapraszana jest na podwójne urodziny, druga sama wyprawia urodzina, a trzecia wraca z Wrocławia z… urodzin ;-). Ale jakoś trzeba żyć… tzn trenować 🙂

  3. kolaska napisał(a):

    Kup busa i najmij kierowcę z seledynową orbeą… będziesz miał kuszetkę w niej szezlong do nawęglania jak za dawnych czasów imperium romanum i takie tam…