Lista przebojów MKONa, czyli najlepsze teksty właścicieli psów
13 grudnia 2015
priorytety, wybory, dylematy
30 grudnia 2015
Pokaż wszystkie

Święta idą więc pewnie towarzystwo już kręci makowce a ja właśnie wróciłem z biegania z bananem na twarzy. Nie dlatego, ze trening jakoś specjalnie trudny się udał. Trening jak trening. Wróciłem z bananem bo nic nie bolało. 

20151222_103141Jakiś czas temu prowadziłem szkolenie: „Rozwiązywanie konfliktów w środowisku międzynarodowym”. Jednym z trudniejszych momentów tego szkolenia jak też i know-how jakie tam pokazuję jest antycypacja sytuacji konfliktowych. Gorąco wierzę, ze prewencja sytuacji spornych to 80% strategii rozwiązywania konfliktów. To trochę takie polewanie siana wodą i niedoprowadzanie do zapłonu. Wiem, że uczestnicy chyba bardziej potrzebują chwytliwych „sztuczek” typu: powiedz mu TO i dzięki TEMU rozwiążesz spór – tak jak łatwiej jest nam kupić tabletkę na ból głowy niż zastanowić się dlaczego ona boli. Jaki to ma związek z moim bieganiem? Otóż ogromny. Ostatnie 3 miesiące pracy to następująca rutyna: trening-szkolenie-trening-kojo, zmiana hotelu i tak w kółko. Wizyta w domu zaczynająca się późno w piątek i wyjazd wcześnie w niedzielę. Na razie nic nowego 🙂 ale najgorsze w tym wszystkim było, że W trakcie weekendowych pobytów mój kolega Daniel „ręce, które leczą” Godlewski też na wyjazdach. To jeden kurs, to imprezka, to praca na działce. No i nie było kiedy i jak się masować. Rolowałem się na maksa, rozciągałem się na maksa i… okazało się, że to za mało. To tutaj to tam zaczęło się strzykanie, przeciążenia, lekki ból. W ostatnią niedzielę podczas długiego wybiegania stopa dała znać – cokolwiek ma się stać idź do Daniela bo dłużej nie wytrzymam i się zepsuję. Ten wróciwszy z „kursów” jako jedyny w Olsztynie jest fizjoterapeutą z aparaturą USG. Dla mnie – level master. Nie znam nikogo, kto tak dba o swój rozwój a co za tym idzie obsługę mnie jako „sportowca – klienta”. Zanim odwiedziny w CTMiR to najpierw dwie nerwowe noce – boli, kurde po sezonie, za dużo biegam, czy chociaż jeździć będę mógł, ile treningów mam przełożyć itd. Każdy to zna. Lekkie poprzestawianie treningów, żeby odciążyć stopę. W końcu wizyta. Najpierw testy, wykręcanie stopy, rozciąganie lekko przykurczonych mięśni i przyczepów. Potem USG – nic nie widać. Uff. Dajemy sobie jeszcze jeden dzień odpoczynku od biegania i… dzisiaj było dobrze więc jutro idę na BC2 🙂

Banan jest ale po raz kolejny uświadomiłem sobie, że masaż prewencyjny, rozluźniający to podstawa. I kurcze może i nie są to jakoś specjalnie tanie „doznania” ale jest to zaj*biaszcza inwestycja. Nie koszt. Kosztem jest kolejny gadżet do biegania. Kolejna bluza, buty etc. Daniel i jemu podobni to inwestycja. Z ogromną i szybką stopą (nomen omen) zwrotu.

Polecam wszystkim!

2 Komentarze

  1. Rafał napisał(a):

    Marcin, w pełni się zgadzam z tym o czym piszesz powyżej.
    Porządny fizjoterapeuta to doskonała inwestycja. Sam mam takiego Mastera w W-wie. Trafiłem na niego przypadkiem kiedy 2 lata temu musiałem pójść z bólem po pomoc. Od tamtej pory spotykam się z nim regularnie prywatnie.
    To co ze mną wyczynia, nie tylko działa prewencyjnie, ale również pozwoliło mi wznieść się na „wyższy level” 😉
    Jeśli jeszcze ktoś się zastanawia, to powtórzę za Marcinem, POLECAM!

    • mkon napisał(a):

      a widzisz a ja szukam w wwie i szukam. a tak to będę do ciebie dzwonił 🙂