Szwedka, co dobrze wchodzi w tyłek…
13 lutego 2016
nienormalni triathloniści
16 lutego 2016
Pokaż wszystkie

P1070561

Tekst nr.1: Marcin, nie uważasz, że Maciek ma ostatnio jakąś taką radochę z trenowania? Chyba mu napiszę na FB, że nareszcie – mimo, że czasami te zdjęcia takie a’la cierpiący żubr na puszczy – widać, że trenowanie sprawia mu radość.

Tekst nr. 2: MKON, nareszcie bieganie sprawia mi radość. Widzę, że wróciła prędkość. Tylko jeszcze muszę nad wytrzymałością trochę popracować.

Oba teksty z dnia dzisiejszego. Oba pokazują sedno tego co w sporcie dla mnie najważniejsze. – „radochę”.

Widzę na FB zdjęcia Cośki i TriMamy z półmaratonu w Weronie – gęby uśmiechnięte. Widzę zdjęcie Krzysia TriWiatraki z Biegu Urodzinowego w Gdyni oraz super hiper mega ultra szczęśliwy post Adama G. z okazji połamania 50’ tamże i mnie samemu gęba się uśmiecha. Podobnie z gębą Krasusa na szczycie jakiejśtam góry podczas Obozu Biegowego. Pisać dalej? „Radocha” pełną gębą.

No bo po co trenujemy? Po to, żeby się stresować, nastawiać się na mega wynik i wyrzeczenia? Walczyć ze sobą spychając się z roweru czy tnąc szytki? Nie. Trenujemy żeby mieć z tego „radochę” właśnie.

Ja odczuwam dwa rodzaje radochy. Ta ważniejsza – ale rzadsza to „radocha” z udanego startu. Udanego czyli takiego jak zaplanowałem. Raz jest to plan na miejsce, raz jest to start na czas, raz (niestety coraz rzadziej) jest to start na życiówkę. Ale to tzw. „radocha” oczywista. Bardziej powszechna jest tzw. „radocha” codzienna. Ile razy wyszliście na trening i aż nogi rwały do szybszego biegu. Ile razy wyjechaliście na rower i aż pod dupą paliło. To jest właśnie „radocha” z uprawiania sportu. Wiem, że nie zawsze tak jest. Ale wystarczy włączyć „radochę” na koniec każdego treningu i już mamy całkiem poważne źródło nie tylko endorfin ale poważnego psychicznego nastawienia. A im trudniejszy trening, tym „radocha” większa. Bo wprawdzie każda żmija przemija ale jeśli myśli się o treningu właśnie per „żmija”, to albo czas zrobić sobie przerwę, albo zmienić trening lub nastawienie. Z niewolnika nie ma robotnika więc jeśli trening nie sprawia ci radochy, to i nie ma co się spodziewać wielkiej po nim jakości.

Dlaczego to napisałem dzisiaj? Czy dzisiejsze treningi jakoś poszły specjalnie dobrze? Nie. Było wszystko normalnie – czyli wielka „radocha”!

Komentarze są wyłączone.