ręce, które leczą…
23 grudnia 2015
1% makes a difference
4 stycznia 2016
Pokaż wszystkie

Co jest twoim celem w trenowaniu – jak zabawa, to ten tekst nie jest dla Ciebie. Jeśli życiówka i masz start A, za który zapłaciłeś 3500zł, na którym chcesz COŚ osiągnąć to dla Ciebie. I nie ma znaczenia na jakim on jest dystansie i na jaki czas (poza ukończeniem). Dlaczego poza ukończeniem? Bo jak pokazał przykład Bogdana z Dywit, triathlony można ukończyć nawet ze złamaną ręką.  

Przeglądając FB natykam się ostatnio na zalew zdjęć triathlończyków na nartach. Natknąłem się też niestety na zdjęcia niejakiego Tomasza, który na tych nartach się nie najeździł, a weekendowy wypad skończył się złamanym obojczykiem i dwóch kości podudzia. I tak mnie natchnęło zadać Państwu Szanownemu następujące pytania:

  1. Czy rezygnujecie ze swoich przedtriathlonych przyjemności (narty, piłka halowa, koszykówka, siatkówka, squash) czy uprawiacie je równolegle?
  2. A jeśli rezygnujecie to co jest tego przyczyną? Wyższość celu triathlonowego, a może liczenie na szczęście, że nic się nie wydarzy i jakoś się uda.

Podczas wywiadu do „Atletów” Przemek Iwańczyk zadał mi pytanie m.in. o to, z czego musiałem zrezygnować, aby być na tym poziomie, na jakim jestem. Moja odpowiedź brzmiała – z niczego – po prostu inaczej to sobie dawkuję, te „przyjemności” są w innym miejscach, a nie tak jak do tej pory ad hoc J. I żeby było jasne – rzecz nie o alkoholu. Jako DDA mam swoje zdanie o piciu więc nie jest to kwestia odmawiania sobie przyjemności!

No więc wróćmy do przyjemności. Gdy trenowałem u Darka Sidora, to w sezonie 2014 (8:48 w Roth) wszystko było podporządkowane temu, co nazwaliśmy priorytetem. I to zarówno w okresie zimowym jak też letnim. Wyjazd na narty – proszę bardzo ale jako osoba BARDZO mało doświadczona zrezygnowałem z nauki jazdy razem z żoną i córką i cisnąłem na dole, kiedy one jeździły na górze. Spotykaliśmy się na stoku – ja siedziałem w śniegu one opowiadały jak to fajnie poszaleć. Fajnie! Fajnie? Dla mnie bieganie fajniejsze. Ale nie za wszelką cenę.DSC00303

Przykład: Bieg Rzeźnika –fajna przygoda a jak się uda zrobić hardcore’a, to już w ogóle będzie super – tak słyszę od swojego przyjaciela. No ok – startuj – ale kiedy zrobimy porządny trening pod TRI? I czy wziąłeś pod uwagę ile człowiek się regeneruje po takim 80km biegu (no chyba, ze to wycieczka marszobiegowa a’la Wiadomokto 🙂 ). A jeśli podkręcisz nogę na którymś z km? Wiem – można ją podkręcić wszędzie i zawsze, ale słaby jestem z matmy, natomiast prawdopodobieństwo tego właśnie zdarzenia w górach podczas zbiegów jest chyba lekko wyższe.

To nieustanny dylemat. Umiejętność odpowiadania na pytania: „co jest dla mnie priorytetem”, „z czego powinienem, mogę, a z czego wręcz muszę zrezygnować”, to jest kolejna umiejętność, którą trzeba nabyć. I nikt tutaj Wam nie podpowie, nikt nie da narzędzia, które po przyłożeniu matrycy odpowie Wam na pytanie czy A czy B. Trzeba samemu dokonywać wyborów, szacować ryzyko i nim zarządzać i być odpowiedzialnym za rezultat. I jasne dla mnie jest, że czasami takie wybory będą bolały. No niestety – robisz nie płacz, płaczesz – nie rób. Konsekwencja jest jedną z najbardziej pożądanych cech, jakie uważam powinien mieć sportowiec. Jak się zdecydowałeś na utopienie 500 CHF na start, to chyba szkoda wystartować w lokalnej olimpijce (która treningowo NIC nie da) z draftingiem, gdzie prawdopodobieństwo kraksy jest znaczne (przy naszej triathlonowej technice jazdy z draftem).

Czy nie chciałbym sobie pograć w squash’a – chciałbym. I grywam – w okresie roztrenowania. Teraz czas na robotę.

A Tomkowi – i wszystkim potencjalnym „połamańcom” życzę szybkiego powrotu do zdrowia – i może ten sezon jest jeszcze do uratowania.

A tak wyglądałem 2 lata temu po jednym z meczów koszykówki z chłopakami z pracy. Rozwalone wtedy rozścięgno podeszwowe odzywa mi się do dzisiaj 🙂

DSC00014

2 Komentarze

  1. infpr napisał(a):

    Żaden ze mnie ekspert i, choć triatlonem się interesuję i chcę w nim wziąć udział, to na dobre jeszcze nawet nie rozpocząłem tej drogi. Ale kończenie zawodów jakichkolwiek ze złamaną ręką to gruba przesada. I głupota.