waga MA znaczenie. Oto dowód
24 lutego 2019
Pokaż wszystkie

Wysłuchałem ciekawego podcastu na swimbikerun.pl Kolejny odcinek z kolejnym fizjoterapeutą. Każdy mówi co innego, choćby w kwestii rolowania, rozciągania czy pracy z zimnem po treningu. Ale każdy mówi też to samo w kwestii prewencyjnej pracy z fizjoterapeutą. Dołączając do grona opiniotwórczego, ja również mam swoje zdanie w tym temacie.

Paweł w Białymstoku przyjeżdża do hotelu, z całym majdanem. I nawet mu śmierdzące ciuchy po treningu nie przeszkadzają 😉

Wczoraj leżąc na stole u Maćka we Wrocławiu, usłyszałem jeden z fajniejszych komplementów. Szło to jakoś jakoś tak: „podziwiam Cię, że przy takim obciążeniu treningowym, jesteś tam mało pospinany”. I wtedy mnie naszło. Uświadomiłem sobie, że w ciągu ostatnich 2 tygodni byłem u 4 fizjoterapetów w 4 różnych miastach. Dużo? Gęsto? Jak dla mnie standard. Mówimy o obciążeniu w okolicach 120-140km w tygodniu. Nawet przy luźniejszych tygodniach staram się bywać przynajmniej raz na 2 tygodnie. Raz na tydzień to miodzio. Dwa razy w tygodniu to „miód – malina”. I to, co według mnie najważniejsze – nie pojawiam się u fizjo tylko jak coś boli, ale profilaktycznie i zapobiegawczo.

Dzisiaj Żonka mówi: zadzwoń do Daniela i mnie umów, bo czuję, że coś już mnie zaczyna łapać. Myślę, że z fizjo jest podobnie jak z piciem podczas zawodów. Jeśli czujecie się spragnieni, to znaczy, że już jest lekko za późno. Podobnie z fizjo. Jak jest ból, to może już być za późno. Mamy zatem do wyboru dwie postawy, tzn.:

  • tak jak Krzysiek (nazwisko do wiadomości redakcji) zacisnąć zęby, wziąć ketonal i cisnąc dalej,
  • albo pojawić się tam gdzie trzeba.

Rzeszów, Wrocław, Gdańsk, Olsztyn (aż 4 osoby) i Poznań. Mam tam godnych polecenia fizjoterapeutów, z którymi „współpracuję”, kiedy tylko tam jestem. A, że mam dość przewidywalne życie, to mogę pozwolić sobie na telefon jak 2 tygodnie temu do Maćka : „tego i tego dnia będę szkolił i chciałbym wskoczyć. Da radę?”. Czasami z dnia na dzień jest rzeczywiście trudno, ale z odpowiednim wyprzedzeniem wszystko się udaje.

Wracam do jednego z zeszłorocznych felietonów, gdzie wydatki na fizjo były ważniejszą pozycją w budżecie triathlonisty niż np. karbonowe koła. To jest trudna inwestycja, bo jej nie widać. Ale to tak jak z fraszką Kochanowskiego. Doceniamy zdrowie, dopiero w momencie, jak się zepsuje. I oczywiście moje częste wizyty u fizjoterapeuty nie oznaczają 100% zabezpieczenia przed kontuzją. Przyznam jednak, że pozwala mi to jednak odsunąć tę nieuchronność tak daleko w czasie, jak tylko się da.

Podoba mi się również podejście specjalistów, z którymi pracuję. Przede wszystkim, że nie są to masaże sensu stricte. Jak potrzebuję, to jest rozciąganie. Jak  terapeuta widzi taką potrzebę, to poza rozluźnieniem pokazuje mi też ćwiczenia, które powinienem wykonywać samodzielnie. Obydwaj wiemy, że celem tego działania jest to, aby napięcie w danym miejscu pojawiało się później. Owszem wygodniej byłoby mi pójść, zapłacić, on/a rozluźni. Ale to jest rozwiązanie czasowe. Rozciąganie czwórek przy ścianie uratowało mi zeszłoroczny sezon. A wystarczyła naprawdę minimalna podpowiedź dotycząca prostowania pleców.

Są też tacy, którzy poza prewencją potrafią naprawdę serio zadziałać quasi inwazyjnie. I choć za igłami nie przepadam, to już np. praca z pinami, nie jest aż tak straszna.

Odwiedzając różne gabinety spotykam różne strategie terapii. Raz w Wwie Dr. Łokieć 😉 powiedział mi: „ja to robię tak, niezależnie od tego, jak to robią twoi terapeuci”. I ja to szanuję. Bo nie ma znaczenia czy on robi to tak samo czy inaczej, jeśli ostatecznie  osiąga skutek – w moim przypadku rozluźnienie.

Magistra od „głaskania po jajkach”, nazywającego się fizjoterapeutą stosującym masaż sportowy – rozpoznaję po 15 ruchach.

Jak macie inne sprawdzone nazwiska, to dawajcie. Poza wymienionymi już Olsztynem, Wrocławiem, Warszawą, Gdańskiem oraz Poznaniem, mam też super kontakt w Białymstoku. Mogę się podzielić. Wszystkich mam zapisanych w telefonie pod kontaktem MASAŻ (MIASTO + Imię) 😉

I wszystkich spokojnie rekomenduję! Część z nich nawet dojeżdża do pacjenta! Czyli pełen serwis.

brrrr 😉

 

 

7 Komentarze

  1. Michał napisał(a):

    to ja poproszę o namiary w Wawie 😉 , zgadzam się w 100% lepiej zapobiegać niż leczyć

  2. Olej napisał(a):

    A w Krakowie możesz kogos polecić?

    • mkon napisał(a):

      Nie ale mogę popytać u ludzi z AWF Masters w KRK. Chcesz?

      • Olej napisał(a):

        Chętnie. Jest tego trochę w internetach i reklamowane na biegach alr fajnie by było mieć podpowiedz gdzie to robią dobrze. Ja amatorsko to skorzystałbym pare razy w roku wiec tym bardziej chciałbym pojsc do fachowca.

  3. Łukasz napisał(a):

    Ja fizjo dobrego w Poznaniu mam, największy problem jest nad morzem (w zeszłym roku w Niechorzu nic nie znalazłem) i w Karkonoszach (na zająca do majówki jadę do Szklarskiej pobiegać – przydałby się mistrz). Ja lubię ćwiczenia jak nie ma przesady (kiedyś na Achillesa dostałem 40 do 60 minut ćwiczeń dziennie po których oddychalem jak traktor …), igły się nie boję a nawet czasami wolę niż męczyć się z naciskiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *