moje hiciory 2015
19 stycznia 2016
pacta sunt servanda
24 stycznia 2016
Pokaż wszystkie

Pływanie: 50x50m na 75%dead

Rower: 15×1’ MOCNO, p. 1’

Bieg: podbiegi 20 x 150m p. 150m.

Moje „ulubione treningi” Nie dlatego, że są mocne. Dlatego, że mają tak dużo powtórzeń. Ilość odcinków może być motywacyjnym kilerem. Ile razy mieliście tak, że po 3 myśl: ‘jeszcze siedemnaście” jest naprawdę przerażająca. A przecież nie wchodzi w grę przerwanie treningu, nieprawdaż? I żeby nie było. Wprawdzie nigdy jeszcze nie zdarzyło mi się odpuszczenie np. po 30% realizacji treningu ale myśli o tym, żeby odpuścić, żeby ułatwić sobie jakoś każdy kolejny odcinek (np. poprzez zwiększenie przerwy albo zmniejszenie lekko prędkości) są właściwie w mojej głowie na stałe. Poza tym – kto kur… wymyśla 50 powtórzeń tego samego odcinka? Przecież to katorga nie tylko dla mięśni ale również dla głowy. A może właśnie o głowę chodzi? Aha – bardzo ważne – mówiąc: przerywam trening mam na myśli sytuację, która nie jest wynikiem kontuzji i/lub wypadku. W tym wypadku nie ma co gadać – boli, i czujesz, że to jest problem typu „uszkodzenie” przerwij – nie pogarszaj sprawy.

Ok. wracając do głowy. Każdy pewnie ma swoje sposoby – ciągle pamiętam komentarz jednego z kolegów, który kręcąc na trenażerze patrzy na ścianę bo trzeba ćwiczyć psychę. Ja nie ćwiczę. Ja oszukuję. I takim właśnie oszustwem chcę się z Wami podzielić.

Według mnie najgorszą rzeczą, jaka może się zdarzyć w przypadku treningu z dużą ilością powtórzeń jest myślenie o tym ile jeszcze zostało. To samo tyczy się startu. Myślenie o tym ile jeszcze i uświadamianie sobie, że jeśli w pierwszej ćwiartce już nie mam siły to co się będzie działo w ćwiartce ostatniej nie ma sensu.

Jak mam doczynienia z takim treningiem używam metody na PIĘĆ. A właściwie piatki. Każdy „zestaw” treningowy dzielę na piątki. Dlaczego? Bo każdy element tej piątki ma dla mnie znaczenie związane z pokonywaniem kolejnych szczebli realizacji zadania. Oto one:

  1. Pierwszy odcinek jest zawsze najłatwiejszy. Bo jest pierwszy. Zadziwiające, ze nawet jeśli jest to 46 z 50 to jakoś zawsze jest szybszy niż 43, 44. Dlaczego? Bo na pierwszym zwykle mamy najwięcej siły.
  2. Odcinek kolejny – czyli drugi to test mojej wytrzymałości ale jednocześnie sygnał – stary – na tym odcinku nie musisz tak zapieprzać jak na pierwszym. Zwolnij. Trzymaj się planu. Masz zapas z odcinka pierwszego – średnia z całego wysiłku nie może być za duża. Albo po prostu – odcinek nr. 2 (i nr 8) to sedno całej roboty – właściwie w środku zadania. Największy kibel. Jak sobie z nim poradzimy to damy radę z kolejnymi.
  3. Trzeci odcinek. Tutaj już jest z górki. Dlaczego? Bo już jestem po połowie. I to naprawdę działa. Sygnał: jestem już po stronie, która nazywam: „kończymy” naprawdę mi pomaga.
  4. Ten numer jest prosty. Jest przedostatni :-D. Tyle w temacie. Zaraz kończymy panie MyKON więc czas brać się do roboty. Znaczy kończymy ten set a przypominam o kolejnych setach nie myślimy 😉
  5. Odcinek piąty to odcinek ostatni. Na końcu odcinka ZAWSZE czeka nagroda. Co nią może być? Wszystko! Łyk z bidonu, kawałek żela, przerwa dłuższa o jedną sekundę – jak najbardziej. Wszystko co powie ci: zrobiłeś dobrą robotę. A potem… potem kolejny zestaw i zaczynamy od początku bo jak wiadomo odcinek pierwszy jest… najłatwiejszy  😈 

Mam jeszcze kilka innych patentów ale to na kolejne felietony.

3 Komentarze

  1. Dario napisał(a):

    Komentarz ja na początku udostępnionego przeze mnie posta:
    „MKON – Gigant Motywacyjny- a chyba najlepsze to nagroda po skończonej piątce: „przerwa dłuższa o 1 sek” – dobry tekst – „kupuję” patent – choć muszę przyznać że podobne tricki moja głowa sobie wymyśla ….

  2. Michał Garbacki napisał(a):

    Dokładnie tak robię na basenie podczas długich rozpływań. Jeśli basen ma 25 metrów to tam i z powrotem ma 50 i to liczę jako 1 jednostkę. 1000 metrów ma więc 20 jednostek, które dzielę na 4 „serie” po 5.

    Bardzo dobrze się ten system sprawdza bez względu na to czy płyniesz 4,5,8 i więcej km zajmujesz się tylko bieżącą 5 i jest pięknie 🙂