nienormalni triathloniści
16 lutego 2016
szewc bez butów chodzi…
20 lutego 2016
Pokaż wszystkie

Dzisiaj dostałem maila, który znowu pokazuje jak ważne jest planowanie. A właściwie planowanie z głową. Ale od początku. Mail jednego ze smentorowców:

MKON: piszę …konkretnie, na gorąco i bez wstępów jak najlepiej ugryźć temat z Twojego doświadczenia. Dzień zaplanowany, logistyka ogarnięta trening zaplanowany na wieczór. Rzadko się zdarza ale czasami tak jest, ze nie zapanuje się nad rozkładem dnia co do minuty a nawet godziny bo sytuacja wymaga „poświecenia” (priorytety my ass) i coś zajmuje więcej czasu niż miało a tym samym logistyka idzie się walić razem z pięknie ułożonym misternym planem… 🙁 I właśnie dochodzimy do sedna. Co robić w takiej sytuacji jak do domu docierasz po 22 zamiast przed 20 i masz do zrobienia 2h rower?

  1. a) siadasz na rower kończysz przed 1… (a w konsekwencji nie kładziesz się w okolicy 22, następnego dnia lekkie zombi i regeneracja lekko do dupy i starasz się jakoś ponadrabiać straty energetyczne)
  2. b) nie siadasz na rower (a w konsekwencji chodzisz (ja) wkurwiony przez godzinę zanim sobie to jakoś poukładasz w głowie) z czego jesteś (ja) jeszcze bardziej niezadowolony niż w pkt „a”

Tylko nie pisz błagam ze w taki dzień planujesz trening na rano 🙂 bo tu chodzi o to jak we łbie poukładać taką konkretną sytuację 🙂

Jak myślicie jaka była moja odpowiedź? Oczywiście, że w takim dniu planuję trening na rano J ale od początku bo jak dla mnie kwestie są dwie:

  1. antycypacja i planowanie
  2. jak już się „TO” zdarzy.

Ad. 2 jest prosty – wyżej d*py się nie podskoczy. Nad rozlanym mlekiem się nie płacze. Trening niezrobiony to niezrobiony. Gorzej jeśli to trening jakościowy – ale o tym dalej. Mam też jedno doświadczenie: jak już się wydarzy, że nie masz jak zrobić treningu to pójście w stronę frustracji i żałowania jest najgłupszą rzeczą. Ja staram się popatrzeć na to jako na extra wieczór od życia. Proponuję „przymusić się” do czynności codziennych. A to „nadrabianie” najlepiej zacząć od małżonki ;). Uważam, że zaczynanie treningów po 21 jest bez sensu bo tak jak pisz autor maila – kończysz jako zombie i następny dzień zaczynasz jako zombie. Wprawdzie Michałowi Podsiadłowskiemu zdarzało się to regularnie ale według mnie to wyjątek. Nie wiem na czym polega Jego fenomen kończenia treningów o 2-3 rano ale nie chcę nawet tego tematu zaczynać bo jeszcze nie daj Boże mnie skusi spróbować.

Ad.1 Jak prowadzę szkolenie z rozwiązywania konfliktów to ludzie nie potrafią uwierzyć, ze 50% czasu przeznaczona jest na gadanie o tym jak do konfliktów nie doprowadzać, a dopiero potem jak sobie z nimi radzić. Podobnie jest tutaj. Masz dzień zapięty pod korek. Więc mój sposób myślenia jest taki:

  1. a) jeśli mam wtedy trening JAKOŚCIOWY – ważny – robię go kiedy indziej (dzień wcześniej albo rano), jeśli zwykły (wybieganie, lekka jazda) to ryzykuję – najwyżej go nie zrobię (opcja A) lub przy całym koszcie zrobię go na koniec dnia (np. po 21) – to opcja B. Koszt, żaden właściwie bo jeśli nie zrobiłem a nie był jakościowy – mało tracę. Jak zrobiłem a skończę do nawet o 23 trening lekki to poziom zobiowatości będzie raczej niski. Ale raczej skłaniałbym się ku opcji A.
  2. b) planuję dzień z treningiem jako elementem stałym i nieprzesuwalnym – tj. jak zaplanowałem sobie trening na 17 to cały kalendarz obudowuję dookoła – nie staram się treningu upchnąć bo rzeczywistość tylko sprawia wrażenie elastycznej. Jest to zadanie z kategorii ważnych i pilnych. Więc tzw. MUST. Ale MUST musi być zaplanowane. Czasami na kilka dni do przodu.

 

she

zdjęcie autorstwa A. Walaugo

Oczywiście w grę wchodzi mix dwóch powyższych ale radzę nie eksperymentować.

 

Na koniec krótkie podsumowanie. Jeśli to nie jest trening jakościowy – nie brałbym do bani. Jeśli jest – najpierw antycypacja i planowanie, w drugiej kolejności potem rachunek zysków i strat z ewentualnego nadrobienia a na koniec przełożenie go na dzień jutrzejszy i zmodyfikowanie dni kolejnych.

A na koniec końców tego tekstu – w lutym niezrobienie jednego treningu jakościowego nie będzie miało ŻADNEGO wpływu na wyniki w czerwcu 🙂 Nie dajmy się zwariować. Szczególnie jak to jest trening pływacki he he.

 

1 Komentarz

  1. Bogusław napisał(a):

    Ja większość treningów biegowych robię po 21-szej :-). No chyba, że w planie mam extra wieczór z małżonką Emotikon :-). No i nie chodzę rano na basen, bo jest przereklamowany 😉