pierwszy ajronmen – na co zwrócić uwagę

BEKOzMKONa – czyli magnesy po raz piąty
16 listopada 2017
walka z głową!
1 grudnia 2017
Pokaż wszystkie

taki napis na Alli Drive. Nawet nie wiecie jak potrafi zmobilizować na maratonie w ironmanie

2007 to rok kiedy zdecydowałem wstać z kanapy i w 2010 ukończyć IM w limicie czasu. Taki był cel dalekosiężny. W miarę postępu czasu ewoluował z ukończyć na awansować na Hawaje a teraz jest ciągle ten sam – zostać Mistrzem Świata w kat. M-50. I tegoroczny sukces nic nie zmienia. W tegorocznym sMentoringu dostałem pytanie o wskazówki na tzw. dziewiczego Ironmana. O czym pamiętać, jak do tego podejść. Mając za sobą już kilka startów na tym dystansie postanowiłem wrócić myślami do tego pierwszego. Borówno 2009 – startu z cyklu „sprawdzam” w drodze (wtedy) celu głównego. Dla uproszczenia przyjąłem zasadę, ze pytanie w smentoringu pochodzi od osoby, która ma już za sobą starty w triathlonie i Ironman to nie jest jej pierwszy dystans. Kolejna ważna rzecz – sprawy, o których piszę są elementem filozofii #mkonway, co oznacza – że każdy może mieć swój pomysł na to.

  1. Wyznacz cel

Ok, chcesz wystartować w IRONMANIE. Musisz jednak odpowiedzieć sobie na kilka ważnych pytań. Czy jakoś to będzie, czy masz ten cel godzinowy w ogóle? Czy ten start jest na zaliczenie a może jest elementem długofalowej perspektywy? Potrzebuję tego w startowym c.v czy jest to mój sposób na życie? Pytań sporo, a każde z nich determinować będzie sposób przygotowania. Dlaczego? Według mnie pierwsze starty są zwykle na zaliczenie. Robienie jakichkolwiek założeń nie ma sensu, bo można się mocno rozczarować, albo (co gorsze) po pierwszym starcie od razu zrezygnować z dalszych. A to właśnie drugi start jest ważniejszy. Jest już jakich benchmark, wiadomo jakich błędów unikać i co poprawiać a co z kolei zadziałało dobrze. Poza tym dla osób, które nie rzucają się na ironmana z poziomu ukończonego 1 raz triathlonu na dystansie 1/8, wiedzą czego się spodziewać. Jeśli masz w historii startów co najmniej 2 „połówki” – mniej więcej wiesz czego się spodziewać. I mimo, że w Polsce nie pilnują zbyt mocno limitów to nikt cię z trasy nie ściągnie. Zresztą nie bójmy się tego powiedzieć: 2h limit na pływanie? 10h na swim+bike? 16 na całość? To naprawdę nie są wygórowane czasy dla osoby, która połówkę robi sub7h. Oczywiście jeśli nie robi – nie ryzykowałbym ajronmena. Choć i w tym wypadku podana mi przez Emila Wydartego formuła IM=2*czas ½ +30’ pozwoli przyjąć, że 7h ukończenie połówki zmieści cię w limicie czasu.

Na pierwszym starcie warto się nie „zniechęcić”. Każdy dostaje ode mnie poradę aby skończyć z lekkim niedosytem – dopiero wtedy pojawia się motywacja do poprawiania wyniku. Oczywiście większa świadomość celu uruchomi natychmiast docelowe treningi. Jak szykowałem się do Borówna to wiedziałem, że całość chcę zrobić w tempie treningowym. I nawet zegarek na starcie nie był mi jakoś specjalnie potrzebny  (zresztą nie miałem takiego z GPS). Płynąć chciałem w swoim tempie, pojechać chciałem mniej więcej ze taką prędkością z jaką trenowałem a pobiec tak jak wybieganie. W tlenie. To, że dało mi to 1 miejsce – no trudno – stało się.

  1. Zrób poszczególne odcinki

Ironman to męczarnia dla głowy. Dlatego uważam (przypomnę mówimy o debiutancie), że powinno się zrobić poszczególne odcinki w okresie przygotowawczym do pierwszego startu. Niekoniecznie musi to być dany rok. Ale planując już na zakończenie sezonu obecnego startu w sezonie następnym, zastanowiłbym się, czy nie warto właśnie na zakończenie nie strzelić maratonu. Przebiec. Nie ścigać się po wynik. Po prostu ukończyć, aby poczuć co to znaczy przebiec 42km. A może przebiec i częściowo przejść. Podobnie z rowerem. Przejechanie 90 vs 180 km to kolosalna różnica. Więc jeśli twój maks to 120 km (przyjmuję, ze tyle maksymalnie jeżdżą zawodnicy szykujący się do połówki), to warto wybrać się na trochę dłuższą wycieczkę i doświadczyć tych cudownych doznań z ostatnich 2-3 godzin. O pływaniu nie wspominam bo 4km to większość na poszczególnych treningach większość robi a poza tym #pływaniejestprzereklamowane. Przy okazji tego ostatniego zdania chciałbym zwrócić uwagę na proporcje w treningu do Ironmana. Godzinowo musisz pogodzić się z tym, ze 80% twojego treningu zajmie rower i bieganie (oddzielnie i w formie zakładek). I w zależności od celu oczywiście ale jednak będą to dupogodziny. Resztę można poświęcić na pływanie. Ale odwrotnie od dystansów krótszych nie skupiałbym się na tym aż tak bardzo. W pierwszym Ironmanie po prostu trzeba przepłynąć a potem przejechać i przebiec. Tyle

  1. Może jednak jesień

Te dupogodziny skłaniają mnie do wspomnienia o jeszcze jednej kwestii, z której nie zdajemy sobie sprawy planując rok następny. Wiem, ze wyprzedający się na pniu Klagenfurt, Roth czy Barcelona kuszą aby decyzję podjąć natychmiast. Zastanowiłbym się jednak czy nie zaplanować pierwszego startu w II części roku. Te dupogodziny trzeba gdzieś wysiedzieć. I zapewniam Was, że nawet będąc fanem trenażera, 5h na rowerze, w pięknych okolicznościach przyrody jest nieporównywalnie przyjemniejsze niż te same 5h przy 3 filmach, albo jednym sezonie nawet najbardziej fajowskiego serialu. Debiut w II części roku przesuwa znacznie te najdłuższe treningi na takie dni, kiedy i rano i wieczorem jest ciągle jasno i daje więcej możliwości wyboru. Na trenażer zawsze można wsiąść.

partnerka to 70% każdego ironmanowego sukcesu

  1. Uzgodnij z żoną

Tutaj jestem ortodoksem. Uważam, że jak masz dzieci do 10 roku życia to wchłonięcie cię przez trening do Ironmana (nawet tylko na ukończenie) prędzej czy później odbije ci się czkawką w życiu rodzinnym. Jak dzieci większe (a co za tym idzie samodzielniejsze) jest tylko jedna osoba, którą trzeba przekonać. Żona. Piszę o tym wielokrotnie. Jestem szczęściarzem, ze mam tak wpierającą moją pasję małżonkę. Ale nawet ona mając możliwość „posiadania dostępu do mnie” vs. moja weekendowa absencja wybrała by to pierwsze. A takich treningów typu 5h rower +90’ bieganie albo 4h rower +2h bieganie będzie kilka (właściwie powinno być). Więc, albo szykujesz się jak kamikadze na uderzenie w okręt albo ustal co i na ile możesz sobie pozwolić – szczególnie w BPSie – czyli ostatnich 2-3 miesiącach przed debiutem. Podczas debiutu zresztą żona wcale nie będzie miała lżej. Czekanie na ciebie przez maks 2h i modlenie się czy się nie utopisz, potem to samo na rowerze i patrzenie jak idziesz (czego nie życzę) do przyjemnych nie należy. Nie dlatego, ze kibicowanie jest passe. Ale kibicowanie w 15 godzinie może być z lekka nużące – nawet dla najwierniejszych kibiców.

  1. Nie szalej z innymi startami

Wiem, że to materiał na inny felieton (krytyczny) ale przyglądając się braci triathlonowej (multisportowej bądź co bądź) widzę następujący schemat. Ironman jako start A poprzedzają zwykle: wiosenny półmaraton, maraton, bieg rzeźnika, runmagedon, wbieganie po schodach i wszystkie inne możliwe kwiatki włącznie z wyścigami szosowymi. Nie potępiam. Sam tak robię bo są to dobre starty przygotowawcze (pośrednie). Tylko jeśli się na to decydujesz, to weź pod uwagę ile regeneracji kosztować cię będzie np. wiosenny maraton (zwykle kwiecień). Szczególnie jeśli zrobisz go na maksa a ironmana masz w czerwcu. Odpoczniesz? Pewnie tak ale kiedy zrobisz ten BPS? Zaczniesz tydzień po maratonie? Według mnie nie. Podobnie ze startami triathlonowymi. Trening do Ironmana to trening długotrwały i monotonny. Zwykle nie przekraczający II zakresu tętna. Po jaką cholerę więc zapisywać się na całą serię startów na 1/8 albo 1/4 i mieć potem do siebie pretensję, że nie zrobiłem na nich życiówki. Inne dystanse, inna intensywność, inny trening. Pomijam kwestię priorytetów i zagrożeń wynikających w starcie w wyścigu szosowym (z draftingiem) nawet na miesiąc przed Ironmanem. Złamana ręka albo nawet porządny szlif i całe 500euro za start w serii WTC idzie się… wiadomo.

  1. Ironman to mistrzostwa w jedzeniu i piciu

Bardzo mi się to stwierdzenie podoba. Kradnę je od Kuby C., w którego wsłuchiwałem się podczas podcastu TRIPOWER. Bo rzeczywiście, największe ściany jakich doświadczyłem na dystansie ironman brały się ze złego odżywiania. A właściwie z tego, że za mało dostarczałem w trakcie wyścigu. Naucz się jeść i pić regularnie, ustawiaj sobie powiadomienia w zegarku, wyrób w sobie nawyk regularności w napychaniu się tym, co ci pasuje. Weź jednak pod uwagę logistykę. Na zawodach jeść będziesz to co dostarcza organizator. Nie bądź więc zaskoczony ani smakiem ani tym, ze zamiast konsystencji do jakiej jesteś przyzwyczajony żele podawane na biegu będą kompletnie inne. Podobnie może być z innymi „smakowitościami”. Przećwicz wszystko i wszystko zaplanuj. Szkoda przede wszystkim tej roboty wykonanej w BPS-ie, żeby brak umiejętności zmiany dętki spowodował DNF-a.

Ironman to przepiękny dystans. I warto się w nim zakochać bo wtedy dopiero oddaje z nawiązką to co i ile wkładamy w przygotowania.

 

 

Komentarze są wyłączone.