co to znaczy „bardzo mocno”?
12 lipca 2018
Rivalry vs. Competition
20 lipca 2018
Pokaż wszystkie

Podczas swojego wystąpienia na „Ted”, Barry Schwartz mówi o paradoksie wyboru. Generalne przesłanie jest takie: Posiadanie wyboru jest ważne. Ale jeśli wyborów jest zbyt wiele (175 sosów do sałatek) albo jeśli to my mamy wybierać zamiast być pokierowanym – wtedy możemy mieć problem.

Które okularki? 890 czy Zante na tę nawierzchnię? Wybory, wybory…

Pomysł na felieton wziął się z wczorajszej wymiany informacji z jednym z fejsbookowiczów. Zadał mi kilka pytań odnośnie kół na jakich jeżdżę. I zadał pytanie najbardziej niewygodne dla mnie: dlaczego na takich? Moja odpowiedź była (dla mnie) oczywista: jeżdżę na takich, bo takie dostałem od WERTYKALA. I nie gadaliśmy o markach, ale raczej o ich specyfice. Dlaczego 70 a nie 80 z przodu? Dysk, a jeśli nie, to jaki profil? Szosa czy rower czasowy? Albo dalej – mam obydwa rowery, na którym częściej trenować? Jeśli na trenażerze, to jeździć w „oreo” czy w pozycji siedzącej? Tak wiele opcji…

Schwartz mówi: nie znasz się – zdajesz się na tych co się znają. I liczysz, że pokierują cię odpowiednio. Sprzętowo jestem Janusz, więc zdaję się na innych (głównie Emila). Czasami cisnę ja (wymiana łożysk na ceramiczne przed Hawajami), czasami cisną inni (Trener, który sugeruje taki start, a nie wybrany przeze mnie). Generalnie wolę nie mieć zbyt szerokiego wyboru.

Poczułem to zresztą dzisiaj w sklepie. Dzień wolny od treningu więc pomagam jak mogę ;). Wchodzę do sklepu spożywczego i myślę sobie tak: „dorosły jestem, nic mnie nie ogranicza budżetowo (sklep spożywczy, nie salon porsche): „co by tu sobie kupić”? I jak zobaczyłem te zawalone półki przeróżnymi rzeczami to… zrezygnowałem w ogóle. Zbyt szeroki wybór. Pomijam kwestię, że 80% (tak, 80%) regałów to były regały zawalone rzeczami przecukrowanymi (począwszy od słodyczy, skończywszy na słodkich jogurtach i piwach smakowych). Ale mając tak szeroki wybór nie podjąłem go w ogóle. Może aż tak bardzo mnie nie przyparło?

Kasia twierdzi, ze ona by się nie wahała. I wzięła… wszystko 😉

Ten wybór zresztą trafia się w trenowaniu dość często. Zastanawiamy się czy ten akurat trening da ten akurat efekt. A jeśli by zrobić inny trening, to czy efekt nie byłby lepszy. Podobnie ze sprzętem. Pojechałem na tych kołach, a co by było jakbym pojechał na dysku? I inne tego typu historie. Czasami sobie myślę, że (tak jak na początku kariery) miałem jedne koła to człowiek się nie zastanawiał i był szczęśliwszy. Czy szybszy – nie. Ale na pewno nie męczył się aż tyle.

Wiem, że gadam teraz jak upasiony dobrobytem beneficjent kapitalizmu. Mający dostęp do wszystkiego. Pytanie: co dzisiaj na obiad jest jednym z najbardziej wkurwiających nas pytań w naszej rodzinie. Za młodego mama się nie pytała, bo jedliśmy to co udało się zdobyć, a w poniedziałek była pomidorówka. Teraz? Tak wielki wybór, że tak jak ja dzisiaj w sklepie – nie podejmujemy decyzji.

Zresztą w kontekście tych dylematów związanych z wyborem mam jeszcze jedną obserwację, która pomaga mi trochę opanować stres przedstartowy. Otóż doświadczenia ostatnich 2 lat uświadomiły mi, że nie ma (ja nie mam) czegoś takiego jak optymalna forma co do dnia startowego.  W poprzednich latach starałem się trafić z wagą startową w TEN DZIEŃ. Podobnie myślałem o formie „startowej”. Żeby właśnie trafić co do dnia to pojawiały się dylematy. A od pewnego czasu już tak nie myślę. Traktuję zarówno wagę jak i formę jako pewien stabilny poziom z małymi (naprawdę minimalnymi) odchyłami od tzw. standardu. A ten standard to powiedzmy 90% maksimum tego co bym chciał. Dzięki temu jakoś mniej się przejmuję przed startem.

Podsumowując.

Warto mieć wybór, ale warto też wiedzieć jak z niego skorzystać. Czasami nie mając wyboru jest po prostu łatwiej… podjąć decyzję.

1 Komentarz

  1. GrzeS napisał(a):

    Calkowita racja. Dodam jeszcze że przez ten duży wybór czasami spowalniamy i niepotrzebnie tracimy czas, np. W pracy. Nie odpisujemy na maila od razu, bo widzimy wiele wariantów, nie wysyłamy niezwłocznie oferty, bo mamy kilka pomysłów.
    Cała sztuka polega zatem na błyskawicznym odsianiu ziaren od plew i umiejętności podejmowania szybkich decyzji. Decyzji, których później nie będziemy żałować, więc lepiej jak będą one poparte nocnymi argumentami. Jeśli nie znamy tych argumentów, to się pytamy, np. Wertykala, ale ważne żeby robić to od razu, bo jako triathloniści czasu to my tracić nie chcemy 😉