old man can run – czyli kolejny odcinek #MKONa2017

triathlon a libido
20 kwietnia 2017
druga strona maratonu (nie medalu)
28 kwietnia 2017
Pokaż wszystkie

4 lata 40″ – wychodzi 10 sekund na rok 🙂

 

Szanowny Trenerze Kowalski.

                Skończyła się pierwsza część sezonu jaką w 2016 zaplanowaliśmy, więc chciałbym w takiej oto formie ją podsumować. Będzie to jednocześnie kolejna okazja, aby pokazać trochę kuchni w ramach projektu MKONa2017. Pozwolę sobie zacząć.

                Zacznijmy od spraw miłych, łatwych i przyjemnych. Bardzo dobrze mi się trenowało, mimo mało sprzyjających warunków przyrodniczych. Mam kilka odkryć, które (jestem przekonany) zaprocentują nie tylko w II części sezonu (już triathlonowego), ale również w 2018 r. Pierwszym z nich jest wbicie mi do głowy, że mogę biegać szybko (jak na mnie). Prędkości 3:20/km (na odcinkach 4km), 3:10 na odcinkach ok. 1 km i prędkości sub 3’/km – o 300 w okolicach 45” nie wspominając. To są prędkości, o których nie myślałem, a właściwie nie przypuszczałem, że kiedykolwiek do nich wrócę. Jasne – 45”/300m czyli 2:30/km to ja miałem taką życiówkę na 1km, ale to było lata świetlne temu i to w kolcach. A teraz proszę. Old man can run! Najbardziej dumny jestem z dwóch rodzajów treningów. Tych 2*10km na przerwie 1’ (dobrze, że dostawałem dopisek „ma być bierna”, bo chyba kurwa bym truchtał po tej pierwszej zrobionej w 35’10” :)) oraz 3 *4km po 3:20. Pamiętam jak dzisiaj ten trening – ale to jeszcze dalej – będzie okazja. Dlaczego tak ciągle pałuję się tymi treningami. Bo odkryłem, że poza stresem treningowym one mnie tak zajebiście mobilizowały i dawały tak cudowną przyjemność z ich realizacji, że czasami aż żona musiała mnie przywoływać do porządku. Ostatnie takie latanie przed maratonem – 10km w 34’40. W Wielkanoc. Od 5 nie spałem tak byłem nim zajarany. I to jest właśnie to. Nie zmuszanie się, nie bojanie się 😉 ale mobilizacja i tak jak napisałem tuż przed startem – owsiki w dupie.

                Kolejna rzecz – wracam do tych czwórek. Cieszę się z odkrycia bieżni mechanicznej. Przekonałem się do niej (jeszcze raz dziękuję Maćkowi Żywkowi za mobilizację i tłumaczenie jak krowie na rowie) i co więcej – znalazłem na nią sposób. Wiatrak może nie załatwia sprawy całkowicie, ale porządnie pomaga zrobić 5*2km w 3:15/km albo 3*4 w 3:20/km. Ciągle mając w głowie to pierwsze odkrycie, szczególnie na tym drugim treningu, biegając go na Warszawiance miałem poczucie, że jeśli zadałby mi trener kolejnych 6km na danym odcinku, to miałbym przepiękną życiówkę na 10 J.  Z tą bieżnią to tak jak Trener z trenażerem. Teraz rozumiem sens i konieczność robienia nawet latem treningu trenażerowego. Będąc w hotelach łapałem się, że nie tylko logistycznie ale i czasem wygodniej jest zejść z pokoju w spodenkach na siłownię, zrobić 10km w 4:15, a nie ubierać się, szukać miejscówy akurat na taką prędkość (a co ze światłami?). To znaczy wolę biegać na dworze, ale trening na bieżni mechanicznej nie jest już dla mnie wyzwaniem mentalnym.

                O kolejnej rzeczy wspominałem już dwukrotnie, ale chciałbym ją przypomnieć – trochę odnośnie niedzielnego startu. Siła biegowa oraz siła statyczna. Kompletnie zmieniłem swoje nastawienie do tego treningu. Stary, ale zrozumiał, że im więcej lat, tym więcej koniecznego treningu siłowego. Wprawdzie dziękuję za zrozumienie i „zadawanie ćwiczeń”, które dają możliwość robienia ich w pokoju hotelowym, ale przyznaję się bez bicia – wykonałem prawie 100% założonych. No, może 95% J. Dało się to odczuć po zbiegu na Podgrzybków. W 2016 ten zbieg załatwił mi czwórki. Na 30 przecież stanąłem i musiałem je rozciągnąć – inaczej bym nie dobiegł. Zresztą dotruchtałem przecież. W tym roku do 30 km jeszcze walczyłem. Po 30 – walczyłem już tylko z wiatrem, z wynikiem trochę mniej. Ale czwórki zachowały się tak jak należało – nie uwaliłem ich tak jak w roku ubiegłym.

 

 

                Ostatnia rzecz – nastawienie mentalne. W tej części sezonu miałem startowe ups and downs. Zamiast tradycyjnego startu w Biegu Mikołajkowym siedziałem w samolocie do Dubaju, w Chomiczówce – nie wiedząc czego się spodziewać poszło zajebiście, w Wiązownie – wiadomo dlaczego poszło tak sobie. Warszawy przecież mieliśmy nie biec. Ale pobiegliśmy. Nie poszło tak jak chciałem, ale nie poszło źle. Porównując 2013 r. kiedy to szykując się też na sub 150’ pobiegłem Warszawę w 1h11:40 w tym roku cyferki były ewidentnie przeciwko mnie. Każdy kalkulator pokazywał mi, że niżej niż 2:37 to nie mam co liczyć. A przypominając sobie tamten bieg (odwrócona trasa) i zgon na 24 km to tegoroczny maraton to było coś kompletnie innego. Inne nastawienie, inne założenia – brak załamki po zmianie wiatru (jak w zeszłym roku), świadoma walka (naprawdę walka) o życiówkę. Wrócił stary #niemaniemogę MKON. Krew na zębach i jedziemy. Oczywiście mocno w tym roku pomógł Maciek – za co mu baaaardzo dziękuję i przepraszam za obsceniczne gesty na tle Świątyni Opatrzności, ale ciągle mam w głowie Trenerskie słowa: „nie bede Cie zalewal poradami i sugestiami, wiesz co robic”. I wprawdzie czasami polskie litery zmieniać mogą sens zdania, ale tutaj się domyśliłem, bo tak jak w ciągu naszej całej prawie trzyletniej współpracy to mnie zależy najbardziej i to ja sobie kuku robię. Ale to nieodpuszczanie i łamanie kolejnych barier w głowie będzie mi się kojarzyło z tą częścią sezonu.

                Co się nie udało i czego żałuję? Nie żałuję Hamburga. Tak, dałem dupy zapominając o logistyce – mogłem nie dać sobie wcisnąć tych dwóch szkoleń tuż przed i spokojnie pojechać tam w czwartek (szkolenie w czwartek – Wadowice, piątek – Wwa). Mogłem wydać kasę na pół tygodnia na Hawajach na weekend w Hamburgu. Ale dokonałem takiego a nie innego wyboru. I nie ma co gadać. Opcje na następny raz są dwie – ja #miszczlogistyki staję się #miszczemasertywnosci, albo znajduję pacemakera na Orlen Maraton. I po raz trzeci przywołam Maćka – ten towarzyszył mi na rowerze od 20 km ale fjut (i bardzo go za to cenię) ani razu nie podjechał tak, żeby od wiatru chociaż trochę zasłonić. Taki uczciwy. Za to wspólnie z kolegą Nowakowskim wymyśliliśmy mu karę. Bo przecież żaden Kenijczyk mnie nie zasłoni od wiatru. Żywson musi przytrenować tak, żeby chociaż do 25 km biec i mnie od wiatru osłaniać. Waruny ma – teraz trzeba tylko popracować nad formą. Parę osób tuż po starcie próbowało mnie wybadać jak mi z tym 2:34. Zajebiście. Wprawdzie bezę z Trenerem przegrałem, ale cieszę się z życiówki zrobionej po 4 latach. Będąc 4 lata starszy i biegając na startach pośrednich wolniej niż wtedy. Jest dobrze. Nie wiem co by się stało, gdybym przytrzymał grupę dziewczyn, która minęła mnie na 12km. Chwilkę z nimi pobiegłem, ale jak na mnie ich tempo 2:28/29 było trochę za szybko. A może warto było zaryzykować właśnie po to, żeby w Powsinie zdychać mniej? Ale może bym do Powsina z nimi nie dobiegł. Po raz kolejny – nie ma co gdybać. Trzeba teraz się porządnie roztrenować i z powrotem nauczyć się pływać i zacząć śmigać na ARGONie.

Aha. Jest już 2:1 a nie 3:0 tak jak do tej pory 😉

Dziękuję Trenerze Kowalski i proszę o więcej.

PS I żeby nie było tak słodko, to brakowało mi treningów typu 15-20*400. Ale wiadomo – nobody’s perfect 😉

PS II braku 15/20*400 nie trzeba od razu zamieniać na 50*50!!!

PS III nieustannie dziękuję Danielowi Godlewskiemu, który dba o mnie w całym sezonie a przed maratonem uratował mi start dbając o zerwane ścięgno palucha. Zerwane – dobrze czytacie 😉

Przypominam, że w projekcie #MKONa2017 wspierają mnie: SAE Jacka Nowakowskiego, WERTYKAL, New Balance, ENERVIT Polska, Triathlon ENERGY, ARTNEO oraz House of Skills

 

 

17 Komentarze

  1. dziadek napisał(a):

    Andrzej K, już wychwycił, że z tym wynikiem byłbyś 3 w Bostonie w swojej kat! Nie ogarniam jak tak można zapier…. 🙂

    • mkon napisał(a):

      Na Hamburg żałowałem kaski to nie chcę nawet myśleć ile $$$ trzeba by puścić w Bostonie 😉 poza tym jakoś przerażają mnie takie wielkie imprezy.

  2. PiotrS napisał(a):

    Pięknie! Gratulacje za nowy PB! To jest wynik kosmos!

    • mkon napisał(a):

      Bez przesady. kosmos to byłby sub 2:30. Tak to jest przyzwoicie – ale życiówka! To ważne. naprawdę ważne

      • PiotrS napisał(a):

        Aby ten wynik przebić to tylko 2:29 wtedy to będzie inna galaktyka!
        Latka lecą ale wspominać będzie co!!!

  3. kg napisał(a):

    Gratulacje, po prostu i kompletnie

  4. Robert Najdzion napisał(a):

    Graty wielkie!!!… ale żeby nie załatwić sobie pacemakera atakując 2:30…ale i tak pewnie to zrobisz „wariacie” 😉

    • mkon napisał(a):

      Taki jest plan, bo czuję, że naprawdę mało zabrakło. A co do pejsa – to Godleś miał być pacemakerem ale PKS nie dojechał.

  5. Michał napisał(a):

    Wielkie brawa ale nie za wyniki tylko pracę jaką wykonałeś. Aby nie zabrakło motywacji na kolejne lata 😉
    Nie zapominaj w całymm tym uniesieniu że rodzina ma duży wkład w to że możesz tyle trenować.
    Marcinie zdrowia zdrowia zdrowia

    • mkon napisał(a):

      To jest jeden z powodów dla których Hamburg spadł z rozkładówki. Pośredni ale jednak 😉 Jestem już drugi (sic!) dzień na roztrenowaniu i nie mogę sobie wyobrazić mojej żony w przypadku, w którym z jakiegoś powodu nie trenuję. Chyba by ze mną kota dostała

  6. pawo napisał(a):

    a gdzie się podział prezes darmozjad? miał startować w pasłęku i co???

  7. Andrzej Kozlowski napisał(a):

    No dobra , biegac mozesz .

    To teraz rower :

  8. włóczykij napisał(a):

    Fakt z życia wzięty –
    Myśli sobie żona- mam przynajmniej spokój od starego pierdoły bo nie truje gdy go nie ma w domu a jeszcze i kaske rzuci
    – a niechaj sobie robi co chce i wymyśli -nawet usg krzywego i zczerniałego palucha u nogi 15 razy w tygodniu(swoją drogą ten kto mu to wykonuje musi mieć polewkę w głębi ducha –gość jest coś nie ten tego –chociaż jak to mówią płacą to czemu nie…)
    masaż w opinaczach i tp; seksowne noce w namiotach tlenowych wpływające na libido….
    A ile robi w związku z tym wokół siebie szumu …. Chociaż czasem ktoś mu rzuci jakieś spawacze; galaretki czy inne takie tam;
    Każdy ma jakiś sposób na kompleksy … nawet przed pięćdziesioną można zostać mistrzem świata- jeśli jest popyt – stworzą ci takie zawody bez problemu bylebyś zapłacił – nawet zrobią kategorię pod ciebie M45 i 1/3…

    • mkon napisał(a):

      płaczę…. chyba w sprawie kompleksów to widzę mistrza 😉

      • Fabisz napisał(a):

        No mistrz 😀
        Po wpisie „druga strona” musiałem popaczać 😀
        Jest hejter jest fejm 😀
        F.