odkrywam na nowo… albo po prostu słucham mądrzejszych

nie lubię a muszę
1 listopada 2016
odkrywam na nowo albo słucham mądrzejszych 2
15 listopada 2016
Pokaż wszystkie

To był dobry sezon, nie ma co się oszukiwać. Każdy start tri to 1 msce w kategorii wiekowej, awans na Hawaje, jedno pierwsze miejsce OPEN, a dodatkowo nic nie boli na koniec. Czego chcieć więcej?

Oczywiście wiele dzięki #kowalski.coach. To Tomek namówił mnie do lekkiej zmiany sposobu trenowania, a ja dołożyłem kilka swoich objawień. O nich poniżej:

Podbiegi.

Stara jak świat metoda treningowa. Wróciłem do nich dzięki współpracy Kowalski/Rostkowski. Wprawdzie nie odniosły skutku takiego jak zakładaliśmy (sub 2:30 w maratonie) ale wróciłem do nich i wiem, że nie przestanę. Trenując w Gwardii, podbiegi cisnęliśmy na „siodełku”, czyli takim podwójnym podbiegu. Niezbyt sztywnym, za to mającym ok. 200-250 metrów. Oczywiście od motywacji zależało czy robiło się całość, czy udawało się przed trenerem, że powrót w truchcie zaczął się już na szczycie, a nie troszkę przed ;). Teraz odcinki 100,150 a nawet 200 metrowe, powtarzane kilkanaście razy (najwięcej 15) to świadoma inwestycja. Najgorzej oczywiście jest kiedy jestem na szkoleniu w Warszawie, bo tam albo bardzo sztywna Agrykola, albo podbieg do Lasu Kabackiego (tylko te dwa znam). Oczywiście słyszałem o historiach podbiegania pod Górkę Szczęśliwicką ale traktuję to raczej w kategorii humoru niż jednostki treningowej. Ten kabacki o wiele przyjemniejszy moim zdaniem, bo zarówno bardziej przyjazna jest nawierzchnia, jak i sztywność górki znacznie lepsza. I żebyśmy się zrozumieli. Mało się znam, ale przez całą swoją karierę trenerzy powtarzali: jeśli w podbiegach chodziłoby o to, żeby było stromo – ludzie lataliby po schodach.

20160213_154628

Drugi hicior to rytmy.

Zwane dawniej przebieżkami. Właściwie od grudnia standardem stało się dla mnie kończenie każdej rozgrzewki rytmami o długości od 60 do 100m, które miały wyłącznie jeden cel – pobudzić organizm do szybszego biegu podczas zadania. I za każdym razem znajdowałem się w takim oto stanie. Rozgrzewka 3km. Biegnę po 5:10-5:20 i zawsze jakoś ciężko. No i we łbie się kłębi: jak ty masz zamiar z tego pobiec o półtorej minuty szybciej na kilometr w samym zadaniu. I to np. 16km? Nie ma szans. Ale przychodził pierwszy rytm – było lepiej, po trzecim – wracała nadzieja, po ostatnim wiadomo było, że energia jest. Tomek dość rygorystycznie trzymał się rytmów nawet podczas treningów ironmanowych, kiedy prędkość podczas BC2 spadała znacznie niżej niż podczas treningów przedmaratońskich. Ale wydaje mi się, że wyszło mi to na zdrowie. Zresztą rytmy w trakcie wybiegania – tzw. fartlek to świetny sposób na „ożywienie organizmu i odświeżenie nogi”. Pamiętam reakcje uczestników Ultramaratonu Bieszczadzkiego, kiedy na 40 km bodajże musiałem polecieć 5 rytmów, żeby się odmulić. I to naprawdę „odmula”.

Czysty rower.

Podczas sezonu 2016 rower umyłem więcej razy niż wszystkie rowery i swoje samochody do tej pory. Jak dbasz tak masz – tak mi ktoś niedawno napisał w komentarzu do wpisu na facebooku i rzeczywiście miałem wrażenie, że sprzęt, którym cisnąłem w tym sezonie oddaje mi tak bardzo, że muszę mu podziękować po prostu dbając o niego. Z czasem stało się to nawykiem. Dostałem super sprzęt od Wertykala, jak również sprzęt do czyargon-w-sypialniszczenia tego sprzętu. Stąd też po każdej jeździe w deszczu, szuru buru i po 15 minutach rower jak nowy. Zresztą żona nie dałaby mi trzymać brudnego w naszej… sypialni 🙂 To grzebanie w rowerze nauczyło mnie (a właściwie jutube mnie nauczył): regulowania Di2; zmiany klocków hamulcowych z normalnych na takie do karbonu, czyszczenia i smarowania łańcucha no i  odkrycie zeszłego tygodnia: wyregulowania hamulców. To ostatnie to istne cudo: rozkręciłem, ustawiłem, cośtam w cięgienku pogmerałem, skręciłem i a) żaden element nie został b) wszystko działa (mimo, ze na razie śmigam tylko na na trenażerze hehe). I wprawdzie jak w tym argonie raz zdarzyło mi się zdjąć i założyć korbę to potem leciałem do Krzyśka Panfila z prośbą o pomoc ale generalny maintenance to już mam w małym palcu. I wiem, że teraz wielu fachmanów kiwa głowami ze zdziwienia raczej niż z podziwem ale przypominam – jestę Januszę trajlonu. 

Na koniec tego fragmentu wszystkie swoje sukcesy z serwisu rowerowego dedykuję Krystynowi Lipiarskiemu i chłopakom z Wertykala. Krystyn nauczył się fejsbooka to i ja nauczę się podstaw serwisu rowerowego. A co!

Kadencja w okolicach 80.

W kwestii odkryć rowerowych – kolejnym jest – znaczne zmniejszenie kadencji podczas treningów, jak i na samych zawodach. Trenując u Darka Sidora miałem treningi na wysokiej kadencji (również powyżej 110) a i moja naturalna na zawodach – czyli taka jak nie patrzę na licznik – wynosiła 95-100. Tomek „polecił” kadencję obniżyć. Kręciłem sporo treningów na „twardo”, czasami z 10-20 minutowymi odcinkami z zakazem przekraczania kadencji 70. I okazało się, że jadąc komfortowo (wyłączyłem pole kadencja z pola obserwacji) kręcę w okolicach 80. Dodatkowo zauważyłem, że mogę bardziej skupić się na technice jazdy. Podczas treningów tempowych robię sobie takie ćwiczenie, że prawa noga skupia się na ciągnięciu pedała a lewa na naciskaniu. I po paru minutach zmieniam nogi. Działa to szczególnie gdy nogi już są lekko podmęczone, do końca akcentu jeszcze sporo czasu, a waty spadają.

20160117_163113

O hiciorach takich jak galaretka PRE Enervita, Dave Scott by Huub, Argonie 119 oraz NB Zante pisałem już wielokrotnie. Kto nie zakonotował i nie zakupił – niech żałuje – to m.in. dzięki nim… (patrz pierwsze zdanie tego felietonu 😉

Mam jeszcze kilka odkryć około triathlonowych ale o tych w następnym wpisie! Adios karabinieros!

10 Komentarze

  1. andi napisał(a):

    może z podbiegów przypadnie Ci do gustu:
    a) Książęca – https://www.strava.com/segments/12236091
    b) Karowa (powinieneś kojarzyć z 5150) – https://www.strava.com/segments/12236081

    • mkon napisał(a):

      Oba znam. jest jeszcze belwederska – według mnie lepsza niż Agrykola oraz Morskie Oko ale to ciągle jest w środku miasta i raczej po asfalcie…

  2. dziadek napisał(a):

    Jak zwykle, dobre!!! Więcej !

  3. Gerwazy2010 napisał(a):

    Hejka, na górce szczęśliwickiej jest jeden ok 100 metrowy mocny podbieg na samą górę. wzdłuż wyciągu. Bo faktycznie te chodnikami to za słabe są. Ale ten jeden jest porządny. Pozdro!

  4. GGG napisał(a):

    Jest jeszcze park moczydło.

  5. jano napisał(a):

    Z podbiegów polecam ul. Arbuzową – może nie jest tak długa jak Belwederska/Karowa, ale za to ma ciekawsze okoliczności przyrody

  6. Tośka napisał(a):

    Na podbiegi Kampinos! Tylko puszcza 😉

  7. toledo napisał(a):

    aale mega różowe podkolanówki -torpedy normalnie…..