Zesrało się i co z tego …
21 lutego 2017
MKONa2017 odc.2
27 lutego 2017
Pokaż wszystkie

Pierwszy raz w historii Klubu i Zawodnika Prezes zaordynował wyjazd w ciepłe. Miejscem docelowym okazała się hiszpańska Marbella. Na moje pytanie – dlaczego tam? otrzymałem odpowiedź: bo tak. Jak się później okazało, Prezes miał do dostarczenia bardzo ważne dokumenty do współpracującej z Klubem Dream Property Marbella. Wiadomo – co dostarczone osobiście ma większą wartość.

na terenie kompleksu jest basen. Temperatura akurat do krioterapii 😉

Siedem dni pobytu na miejscu zostało zaplanowane bardzo ściśle. Spojrzawszy na plan treningowy przygotowany przez Tomka Kowalskiego, Prezes spojrzał i powiedział: ambitnie! „Tylko dlaczego nie ma żadnego treningu rowerowego ze mną?” I na najbliższy musiał wziąć ze sobą zestaw naprawczy.

Już pierwszego dnia Prezes zarządził ćwiczenia siłowe. Okazało się zresztą, że w miarę ubywania ciężaru z butelek musiałem donosić kolejne zapasy. Ale za to Prezes dbał o moje wyżywienie – solidnie gotował śniadania oraz zapraszał na kolacje. Wprawdzie za kolacje płaciłem ja, ale co zaproszenie to zaproszenie.

to w lewej to zamiennik kettlebella 😉 sumiennie, codziennie uzupełniany

Dni mijały bardzo szybko. O treningach nie będę się rozpisywał bo to nuda. Ważniejsze były doświadczenia okołotreningowe.

Dream Property Marbella skoordynowało m.in. wizyty studialne w lokalnych klubach sportowych. W obydwu Prezes wygłosił prelekcje dla Działaczy: „Twój Klub – Moja Kasa”. Ja też się czegoś nauczyłem – jak zamiast slajdów power point używać banknotów w prezentacji. Obydwa spotkania cieszyły się dużym zainteresowaniem. Na końcu dostaliśmy propozycję odwiedzenia seniorskiej sekcji tańca ale Prezes zdecydował, że na te zajęcia oddeleguje kandydata do klubu – Jacka Nowakowskiego.

W poniedziałek, po secie (sobota BC2 16 km, w niedzielę 30 km wybieganie) usłyszałem od Prezesa: MKON, dzisiaj, ponieważ masz dzień wolny, zapraszam cię na wycieczkę do Gibraltaru. Na moje pytanie – kto kieruje, usłyszałem – no jak to kto – ty, ja już po piwku jestem. Gibraltar, jak na klasycznych turystów – sportowców zwiedzaliśmy z samochodu. W końcu trzeba oszczędzać nogi – jutro bieganie. Tekst: zjemy coś po drodze, zapowiadał jedzonko w jakiejś przydrożnej knajpie. Byłem lekko zdziwiony wiedząc jak szybko wylatują pieniądze z budżetu klubowego założonego na ten wyjazd. Okazało się, że Prezes bardzo, naprawdę bardzo, dba o regularność posiłków.

zobacz MKON, to ten jach za pierdylion euro co go kazałem zaaresztować 😉

Na wysokości mijanego supermarketu usłyszałem nagle – to już – czas na posiłek i w „drive in” na parkingu Careffour uczyłem się robić kanapki z szynki i rukoli. Dobre wyszły! Podobno dają +10 do mocy. Zresztą w kwestii odżywiania przydarzyła się jeszcze jedna „nauka”. W trakcie drogi powrotnej w pewnym momencie Prezes kazał natychmiast zjechać do najbliższej stacji benzynowej i kupić mu piwo. „Wiem MKON, w życiu sportowca odwodnienie to najgorsza rzecz jaka się może zdarzyć.” Wziąłem sobie to do serca i wieczorem… kupiliśmy kolejne piwo. Bo: „czuję, że trzeba uzupełnić płyny MKON. Bo jak się zachce pić – to już za późno.” W sumie racja. Do piwa poszła tradycyjna na tym wyjeździe pizza oraz puszka orzeszków ziemnych w miodzie. Bo miód – wiadomo.

I tutaj chciałbym zakończyć ten opis, bo wraz z puszką orzeszków skończyło się moje trenowanie, a zazdrość jaka mnie brała widząc Prezesa wychodzącego na trening – kiedy to ja leżałem złożony w łóżku jest nie do opisania. Jak przez mgłę pamiętam wyjście Prezesa na rower, z dziwnie wypchanymi spodenkami kolarskimi. Na moje pytanie „o co kaman”? usłyszałem – dzisiaj będą wielkie waty, więc wolę się przygotować. Ale chory byłem, więc może mi się to przyśniło.

Na koniec. Trenowanie przy 16-20 stopniach w lutym jest super. Miejscówka do polecenia. Jest gdzie biegać (zarówno na promenadzie, jak też na asfalcie). Może niekoniecznie w południe (bo wtedy sporo spacerujących) ale nawet po 3:33 dało radę. Na rowerze nie jeździłem ale Prezes zachwalał. Zarówno podjazd do miejscowości RONDA, jak też bardziej płaskie jechanie wzdłuż drogi ekspresowej). Marzeniem moim byłoby pojechanie do miejscowości Tarifa rowerem (ok. 90 w jedną stronę). Super widoki i mega trasa. Basen na miejscu i to ze słoną wodą. W cenie 7 euro za wejście (bez limitu minut). Ale trzeba mieć swoją kłódkę. Najważniejszą informacją jest zajebiście komfortowa „obsługa” jaką Dream Property Marbella dostarcza przy wynajęciu rekomendowanych apartamentów. Począwszy od czekającego na lotnisku Fernando (zaprzyjaźnionego Pana wynajmującego dowolny właściwie samochód) poprzez rekomendację miejsc i pomoc w kontakcie z lokalersami, a skończywszy na dość przystępnej cenie wynajmu samego apartamentu (w okresie zimowym). Na plażę 1km, do sklepu 1km czyli wszystko na miejscu. Jeśli chcecie namiary to Prezes wszystko ma. Pomysł na wykorzystanie prowizji też ma 😉

Komentarze są wyłączone.