fartlek
28 grudnia 2016
zaciśnij poślady i zrób krok do przodu
1 stycznia 2017
Pokaż wszystkie

Jestem zagorzałym przeciwnikiem dawania czegoś za darmo. Właściwie od studiów pracuję/współpracuję czy współtworzę (Nidzicki Fundusz Lokalny, Klub Sportowy NIEMANIEMOGĘ) organizacje wspierające innych (ta ostatnia to wiadomo kogo ;). Dostałem tysiące pieniędzy wsparcia na realizowane przeze mnie projekty i nie ukrywam – podobną ilość rozdałem. Te kilkanaście lat pracy w tym „biznesie” nauczyło mnie jednej zasady, którą uwielbiam i wedle której żyję. Nie ma darmowych lanczy. A właściwie są, tylko jak ktoś dostaje coś za darmo, to niestety na dłuższą metę tego nie szanuje. Ten felieton kończy mój 2016. Rok, w którym po raz kolejny dość intensywnie byłem wspierany przez 4 partnerów: New Balance, Wertykal, Enervit Polska oraz Huub. Dodatkowo, jednocześnie przynajmniej raz na kilka tygodni otrzymywałem zapytania w różnej formie: MKON czy mógłbyś mi pomóc znaleźć sponsora? MKON czy mógłbyś pogadać z XX, żeby mnie wsparł? MKON czy nie znasz kogoś i tak dalej. Z ręką na sercu – przekazuję te prośby dalej. Czasami jestem skuteczny – czasami nie. Przedumny jestem, że udało mi się namówić SAE Jacka   Nowakowskiego do objęcia patronatem i sponsoringiem wiosennego duatlonu. Na to samo wsparcie mogłem liczyć ze strony TU EUROPA w kontekście jesiennego Buratlonu a House of Skills wsparł mnie w kupnie slota na Hawaje.

Mówię też wprost – ja mam środki na uprawiany przeze mnie sport ale wsparcie sponsorów i partnerów bardzo często nie tylko pomaga mi realizować moją pasję ale również kierunkuje aż tak dużo prowadzonych przeze mnie aktywności ode mnie, a nie do (dla) mnie.

Dodatkowo w ciągu tego roku zdarzyły się 3 rzeczy, które natchnęły mnie do podjęcia w ogóle tego tematu.

  1. Przegrany przez Wojtka Herra zakład o jego wytop – na webinar o budowaniu swojej marki i wartości marketingowej (co niewątpliwie przydaje się w poszukiwaniu sponsorów) zapraszamy 6.01 na FB – o szczegółach już w nowym roku.
  2. Niekończące się dyskusje z Maćkiem Żywkiem o manii wielkości niektórych triathlonowych zawodowców i ich oczekiwań związanych ze swoimi wynikami oraz wielkości rynku tri.
  3. Zakład jaki zaproponował mi Jacek Nowakowski w związku z moim startem na Hawajach w 2017 (o tym będzie oddzielny artykuł, oraz nagrany przez Andrzeja Skorykowa podcast o sponsoringu.

Chcąc wesprzeć, aby ten felieton był mega merytoryczny, sięgnąłem do źródeł – czyli zapytałem Krystyna Lipiarskiego, Tomka Kałużnego i Maćka Żywka  o ich doświadczenia bycia moim sponsorem. Ale z poziomu meta – czyli nie oceniamy współpracy z MKONem ale mówimy generalnie o ich podejściu. Mam nadzieję, że będzie to dla Was inspirujące, niektórych otrzeźwi, niektórych załamie a niektórym da impuls do skanalizowania swoich działań tak, aby były bardziej skuteczne.

 Nie spytałem nikogo z NB ale to specjalnie. Dlaczego – o tym w kolejnym już noworocznym felietonie. 😉

Każdy z moich partnerów otrzymał ode mnie trzy pytania:

  1. Co cię skłania do sponsorowania (w formie pieniędzy albo towaru)
  2. Jakie masz oczekiwania odnośnie współpracy już po jej podjęciu (jakie działania sponsorowany powinien podejmować, a jakich nie)
  3. Jakie najczęściej błędy widzisz u ludzi chcących podjąć z Tobą współpracę.

Oto ich odpowiedzi:

enervit

Tomek Kałużny, świetny biegacz na nartach, zahaczył mnie kiedyś podczas mojego pobytu w Szklarskiej (poznaliśmy się przez świetnego „szklarskiego” fizjo i masażystę Michała Michałkowa). Po 10’ gadki obdarował mnie (do testowanie) dwiema siatami odżywek m20150504_150414ówiąc za każdym razem jak wkładał coś do siatki: to jest super i na pewno ci się przyda. Lekko licząc kilkadziesiąt set złotych. Działamy razem już 2 lata. Z dumą wtranżalam odżywki jakie jada m.in. Justyna Kowalczyk oraz Majka Włoszczowska.

(pisownia oryginalna – bez mojej edycji)

1) sponsoring towarem pomaga promować produkt i markę ( która zajmuje się produkcją sprzętu czy suplementów, itd..) firmy które nie produkują a zajmują się sprzedażą usług lub finansami jak np. banki, ubezpieczenia, naturalnie sponsorują pieniędzmi.

2) rzetelna promocja marki oraz jej prezentacja. Moje podejście jest trochę inne niż większości sponsorów, jako wyczynowy zawodnik sam zmagałem się z brakiem wsparcia mimo wybitnych osiągnięć dlatego poprzez sponsoring pomagamy się rozwijać sportowcom. Jednocześnie jestem bardzo mocno wyczulony na „lanie wody” i „opowiadanie bajek”. Umiem porównać i sprawnie ocenić wartość osiąganych wyników/standardów względem najlepszych wyników. Choć nie zawsze musi to być decydujący argument o podjęciu współpracy.

3) wygórowane potrzeby względem osiąganych wyników oraz porównując ich zapotrzebowanie w stosunku do wyczynowych sportowców z którymi współpracujemy. Obiecywanie czego to nie zrobią i jak nie zaprezentują marki względem ich realnych możliwości.

wertykal-rowery-logo

Krystyn Lipiarski. O tutaj to dłuższa historia. Jak wygrałem Borówno w 2009 na żółtej kozie za tysiaka z kawałkiem to szukałem lepszego roweru. Wpadło mi w oczy cervelo, które mogłem kupić w USA albo w sklepie o tajemniczej nazwie WERTYKAL. Ostatecznie Panowie z Wertykala przysłali mi ten rower w paczce, koledzy z Olsztyna go złożyli i zacząłem jeździć. Różnica między żółtą strzałą a cervelo była kosmiczna i to stąd w II starcie wziął się  wynik 4:54 na odcinku rowerowym w Klagenfurcie. Ponieważ byłem i ciągle jestem Januszem triathlonu to wydawało mi się, ze cervelo to jedyny rower na świecie a Wertykal to jedyny sklep te rowery sprzedający. Więc jak ktokolwiek pytał to wszystkich odsyłałem do Zabierzowa. Krystyn ujął mnie jeszcze jedną kwestią. Jak chciałem się zfitować po zakupie to wprost powiedział – nie robimy tego na linijki i odważniki na nitce – idź do Veloart. Czyli do konkurencji. Znaczy uczciwy. A nasza współpraca zaczęłą się od momentu jak szkoląc w Szanghaju na kompletnym jetleg dostałem od Krystyna tel z informacją: Panie Marcinie, tyle pan tych cervelo polecił, ze producent nas za to nagrodził. Możemy się spotkać? I dalej poszło. W innym moich felietonach możecie poczytać o podejściu Krystyna a teraz oddaję mu głos:

(pisownia oryginalna – bez mojej edycji)

– potencjalni klienci, sportowcy amatorzy, są zmęczeni, a przede wszystkim nie ufają tradycyjnej reklamie

– znacznie bardziej, przynajmniej w przypadku triathlonistów, sprawdza się formuła ambasadora marki: zawodnika, który użytkuje sprzęt i wyraża o nim uczciwe (pozytywnie lub negatywnie ) opinie. To budzi zaufanie  do Ambasadora marki, a w konsekwencji do produktu. Wszelkie polecenia konkretnych wyrobów, przetestowane wcześniej przez Ambasadora, a więc oparte na rzeczywistych doświadczeniach, są autentyczne i tak  postrzegane.IMG_0197

Bardzo istotne jest to, że wspierany (a nie sponsorowany) przez nas zawodnik jest świetnym amatorem, jest jednym z „nas”. Upór , ciężki trening, codzienne wyzwania (dieta, pogodzenie pracy z treningami, podróże, ranne wstawanie) są naszym wspólnym doświadczeniem – stąd ogromna wartość takiego przekazu.

– nie oczekujemy od zawodnika szczególnych działań, a jedynie bycia sobą. Zadajemy sobie sprawę, że taki brak konkretnego planu marketingowego wynika  z wyjątkowości sytuacji: budowania relacji przez wiele lat, ogromnego zaufania i spójności celów (zawodnik daje z siebie wszystko – nie dla nas, lecz dla siebie, a my dajemy najlepszy posiadany przez nas sprzęt, aby go w tym wspomóc. W ten sposób nikt nie ma do nikogo pretensji w przypadku gorszego wyniku). Taka współpraca nie musi być również formalizowana. W przypadku, gdy jedna ze stron straci zainteresowanie współdziałaniem , cały projekt starci sens i w niczym nie pomogą prawne zapisy. Mamy świadomość niezwykłości takiej sytuacji i na razie nie rozszerzamy formuły. Staramy się pomagać w krótszych projektach, wspierając min. Biegającą BioMamę  w jej startach triathlonowych (tu również spotkaliśmy się z autentyzmem i pasją.

Brakowało jednak „szerszego tła”, zawodniczka była skupiona na swoim sukcesie (co zrozumiałe), nie robiła czegoś więcej, a więc przekaz nie miał „tej” wyjątkowości.

– dla nas zawodnik nie musi biegać najszybciej na świecie, ale musi Coś sobą reprezentować. Oprócz niezbędnego talentu, musi być pozytywnie postrzegany jako człowiek. Mieć osobowość, a jego działania sportowe  i poza-sportowe muszą nieść jakiś dobry przekaz. Taki cel obecnie osiągamy

– wierzymy,  że jesteśmy odbierani jako mała, ale rzetelna i uczciwa firma.

– mam wrażenie, że w kolarstwie szosowym nadal bardzo ważne jest, aby produkty były używane przez profesjonalne teamy. Taka widoczność w przypadku rowerów Argon 18 i drużyny Bora Argon (a teraz Team Astana) zwiększyły zainteresowanie marką Argon 18. Jednak ten poziom sponsoringu  jest z wiadomych względów dla nas niedostępny. Natomiast nie zauważyliśmy takiego związku między Craigiem Alexandrem, a większym zainteresowaniem rowerami triathlonowymi Argon 18.

– otrzymujmy bardzo dużo próśb o wsparcie, w których młodzi sportowcy powołując się na wyniki, proponując umieszczenie naszego logo na koszulce. Choć czasem,  chcąc wspomóc sportowców, zgadzamy się, jesteśmy pewni, że nie przynosi to żadnych efektów marketingowych. Zawodnicy nie czują się również związani emocjonalnie z naszą firmą, a więc czują potrzeby wspierania nas

– Jesteśmy przekonani, że współpraca sportowiec- wspierająca firma musi mieć charakter długotrwały. Jest to trudne w sporcie profesjonalnym, natomiast możliwe w sporcie amatorskim. Pewna niezmienność, jest potwierdzeniem solidności i naszym zdaniem budzi dobre skojarzenia (jest zaprzeczeniem opinii, że zawodnik chwali, to co dostał od sponsora).

 

Na koniec oddaję głos gościowi, który zadzwonił do mnie z prośbą o wywiad, umówił się na spotkanie w galerii Mokotów i nie zapłacił za swoją kawę (dobra, dobra – ja stawiałem – w końcu o redaktorów trzeba dbać). Maciek Żywek nie był wtedy dystrybutorem marki Huub. Jak jechałem na Hawaje zadzwonił jednak do mnie jako do #januszatriathlonu i zaoferował mi na testy 😉 swimskina Huub (mnie wtedy ten sprzęt z nazwy kojarzył się z wieprzowiną raczej). Test miałem jeden – na Mistrzostwach Świata. A, ze wypadł dobrze to i ja i Maciek kontynuujemy współpracę (jak to mówią nasi posłowie – kontynuujemy dalej)

huub

(pisownia oryginalna – bez mojej edycji)

1. Co cię skłania do sponsorowania:

Inspiracja. Osoba, z którą nawiązuję współpracę musi być inspirująca i pasująca do charakteru firmy. Ten charakter jest podstawą. Uważam, że każda firma musi się jakoś określić i posiadać cechy, które wyróżniają ją na tle konkurencji. Przykładem może być rywalizacja New Balance i Nike. te firmy w mniejszym stopniu rywalizują produktem, w większym ideologią. Nike to wynik, NB to styl życia. Właśnie dlatego w działach sponsoringu nie powinni pracować „księgowi” przeliczający korzyści ze współpracy na złotówki, a osoby mocno osadzone w sporcie i rozumiejące różne jego niuanse. Produkt, marka, zawodnik powinny stanowić jedną całość z oczekiwaniami i wymaganiami Klienta o którego się staramy. Taka identyfikacja jest pomocna w budowaniu stałych więzi.

2. Jakie masz oczekiwania odnośnie współpracy już po jej podjęciu (jakie działania sponsorowany powinien podejmować a jakich nie).

W ostatnio podpisywanej umowie wymagania ograniczyłem do określenia „budowanie pozytywnego wizerunku firmy”. Trudno to precyzyjnie określić ponieważ różni zawodnicy trafiają z przekazem do różnych osób. nawiązując współpracę należy poznać zawodnika i akceptować jego specyfikę. Naginanie jej do potrzeb firmy kreuje nieszczery przekaz. Dodatkową korzyścią są uwagi przekazywane przez zawodnika dotyczące używanego sprzętu, co przekłada się na lepiej dopasowaną poradę dla Klienta końcowego. Nie lubie nachalnej promocji i nadgorliwości. Nie chcemy wciskać ludziom sprzętu, chcemy ich informować o korzyściach jakie mogą osiągnąć z używania go, a to wymaga wyważonej i merytoryczne informacji. IMG_0468

3. Jakie najczęściej błędy widzisz u ludzi chcących podjąć z Tobą współpracę

Brak szczerości i zrozumienia specyfiki dyscypliny. Jeżeli zwraca się do mnie amator „perspektywiczny”, o „dużym potencjale” związanym z EWENTUALNYM udziałem w imprezach triathlonowych, oznacza to, że:

-albo przeszacowuje swoją wartość

-albo chce mnie oszukać, opowiadając mi, że jeden z 2000 uczestników MŚ IM 70.3 jest w stanie poprawić moją sprzedaż. Nie jest.

Punktem wyjścia nie powinny być wymagania sprzętowe, lecz pomysł na WZAJEMNE wsparcie. Wychodząc z taką spójną koncepcją (mam bloga, śledzi mnie ileś osób, mogę pomóc w szkoleniu czy komunikacji z nowicjuszami itp), zawodnik pokazuje, że chce uczestniczyć w – mówiąc górnolotnie – misji firmy. Mam również wrażenie, że ofertę należy kierować mając pewne dokonania i coś do zaoferowania, a nie tworzyć swego rodzaju oferty na kredyt. Uważam, że jest to dość mocno powiązane z charakterem i podejściem do kwestii obowiązków i dyscypliny takiego zawodnika.

Nikt nie składa podania o pracę na wymagającym stanowisku motywując to potencjalnym talentami i dyplomem szkoły, którą ma kiedyś ukończyć.

MKON: Temat sponsoringu w sporcie jest tematem trudnym. Sam mam układ sponsorsko – koleżeński. Często sam zadaję sobie pytanie czy to co dostaje ma odzwierciedlenie w wartości zwrotnej dla moich partnerów? Czy pozyskanie nowego sponsora, który będzie chciał wesprzeć nasz wysiłek i pomysł jest łatwe czy trudne? Jak wspiera to marka własna? I jak ją budować? W końcu to pewnego rodzaju sprzedaż – siebie, usługi, swojego pomysłu.

Zapraszam 6.01 na webinar prowadzony przez Wojtka Herrę. Szczegóły wkrótce! 

logo

czy to już marka?

Komentarze są wyłączone.