Nowy trener kolarstwa w moim życiu…

1000zatysiaka
3 kwietnia 2018
logistykMKON
10 kwietnia 2018
Pokaż wszystkie

być odbiciem w oczach Prezesa. To marzenie wielu….

Do tego treningu szykowałem się kilka dobrych tygodni. Pewnego dnia Prezio wezwał mnie do gabinetu i powiedział: „MKON, analizowałem twoje waty z Mistrzostw Świata i tak dalej nie może być. Musisz się wziąć za ten rower, bo ja na drugi raz nie będę siedział do rana i gryzł paznokci czy ty na biegu nadrobisz, czy nie. Ma być pewne już na rowerze. Mamy aż 5 lat, więc czasu sporo. Damy radę. Szykuj się psychicznie, bo będzie bolało”

No to zacząłem się szykować. Przeczytałem: „Trening na Mocy”, „Wspomnienia Czesława Langa”, wszystko o specyfice treningu kolarskiego. Jednak pierwsze zalecenie z dzisiejszego poranka zwaliło mnie z nóg. Prezes przyjechał o 9 rano i powiedział: „zrób mi kawę, bo musimy mieć dużo energii na trasce. Będzie ostro”. Jak zobaczyłem, ile Prezes ma enervitów to rzeczywiście zapowiadało się nie tylko mocno, ale chyba i długo. Bo tyle batonów, to ja w ciągu 2 tygodni nie zjadam. Drugim sygnałem, że będzie ciężko było to, że w super rowerze Prezia nie było koszyka na bidon. Zwróciłem Prezesowi uwagę, ale spojrzał na mnie z politowaniem i powiedział: „mówiłem, że będzie ciężko – ty masz dwa koszyki. Będziesz robił siłę”.

Ruszyliśmy. Dość silny wiatr czołowy na początku treningu spowodował, że głównym zaleceniem treningowym w pierwszej części treningu miała być jazda na kole. Jak zapytałem jak jazda na kole ma się do odcinka rowerowego w ironmanie uzyskałem odpowiedź, że chodzi o trening mentalny. Miałem wizualizować sobie, że jadą za mną i nie chcą odpuścić a ja miałem cisnąć. Prezes trzymał się tak mniej więcej do pierwszego podjazdu. Jak obejrzałem się na górce bo przestało mi coś dyszeć z tyłu okazało się, że Prezesowi na dole spadł łańcuch. Zresztą coś z tym Prezesa rowerem jest nie tak – mimo że serwisuje w MS BIKE – bo co większa górka to coś się działo. A to przerzutka nie działała prawidłowo, a to zacisnęła się szczęka hamulcowa, a to obluzował się pedał. Za to z górki Prezes wyprzedzał mnie jak taczkę. Jak dojeżdżałem do niego na dole to z dumą pokazywał mi jak masa ma się do prędkości.

jazda na kole. wizualizacja goniacych mnie zawodników mocno buduje moją psychikę

Po godzinie Prezes postanowił wybawić mnie z ciężaru i przekazał mi pusty bidon (jak się okazało miał jeden w tylnej kieszeni stroju), żeby było mi lżej jechać. Wtedy to też mniej więcej od 15’ zaczął się nerwowo rozglądać po okolicy w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca na coffee pauzę. Na moje pytanie co to jest odpowiedział: „to niezbędny element treningowy kolarskich wyższych sfer”. Widocznie jestem niższą sferą, bo jak zajechaliśmy do knajpy to ja czekałem, a Prezes uskuteczniał espresso a potem podpiwek. Przyznaję, łyka dostałem – widocznie miałem zasmakować tego brejka i rozwijać się nie tylko treningowo, ale też socjalnie.

Podczas treningu były też dwa momenty, które pokazały mi złożoność myśli szkoleniowej jaka została wobec mnie zastosowana. Po pierwsze Prezes od czasu do czasu zakazywał mi odwracać się i kontrolować, czy trzyma koło. Wtedy dobiegał mnie szelest papierków i ewidentne odgłosy bufetu. Na moje pytanie, czy ja też mógłbym dostawałem odpowiedź, że ja mam ćwiczyć głód roweru. Na szczęście miałem 2 banany, chociaż o tego drugiego dopominał się Prezes w 4h treningu. Wtedy ciągle jechaliśmy na kole (mimo że wiatr się zmienił) bo Prezes powiedział, że z tyłu czuje się jakoś tak bezpieczniej patrząc na mnie i kontrolując czy dobrze pracuję prawą nogą (antycypując ryzyko kontuzji).

Drugim momentem kluczowym w treningu był wymuszony postój na stacji benzynowej, bo podobno zachciało mi się loda magnum. Nie wiedziałem, że mi się zachciało, ale rzeczywiście skonsumowaliśmy, a Prezio pozwolił mi sobie go kupić. To naprawdę niesamowite ile człowiek może się dowiedzieć o swoich podświadomych marzeniach. Prezes nie dość że jest dobrym kompanem, menedżerem i trenerem, to jeszcze świetnie sprawdza się w roli psychologa – freudysty.

Podsumowując, z wielką nadzieją i optymizmem patrzę na tegoroczny sezon rowerowy. Wiem, że Prezes szykuje już kolejny trening. Nazywa go „stówka z Preziem”. Na razie jeszcze nie jest znany termin, ale już wiem, że mam za niego zapłacić 100zł na konto Nidzickiego Funduszu Lokalnego. A może są inni chętni, żeby za charytatywną wpłatę na taki trening się zgłosić…  

6 Komentarze

  1. Adam napisał(a):

    Chętnie bardzo termin?
    Pozdrawiam BARDZO

  2. Ł.O. napisał(a):

    Z tymi treningami zróbcie objazdówkę w Polsce 🙂

  3. Robert napisał(a):

    Super tekst, przypomina mi komiksowego Tytusa 😉

  4. FanPrezesa napisał(a):

    Zawodnik ma niebywałe szczęście, ze spotkał na swojej drodze takiego Prezesa. Nie tylko zarządza budżetem (kawa, lody), trenuje, psycholog (wizualizacje i wydobycie ukrytych pragnień), socjalizuje (coffe break), ale i widząc niemoc zawodnika wesprze niczym ojciec.
    Prawdziwy dar z niebios. Oby nie został zaprzepaszczony 😉