zrób nogę, głowa „will follow”
13 października 2019
ale mogło być lepiej ;)
28 października 2019
Pokaż wszystkie

Scena 1.

Pisze padawan: „mój październik miał wyglądać zupełnie inaczej. Cały sierpień i początek września, po zakończeniu tri sezonu (ostatni start w Elblągu, gdzie na biegu nazwałeś mnie cieniasem, ale przybiłeś pione 😆) przygotowywałem się do maratonu w Poznaniu (20.10). Niestety na początku września po bieganiu zacząłem odczuwać ból w prawej łydce, który później czułem nawet chodząc. Po wizycie u fizjo stwierdziliśmy że jest to zapalenie ścięgna Achillesa. Miałem 2 tyg odpuścić, porobić ćwiczenia, schładzać scięgno itp, później spróbować potruchtać, ale dalej bolało, kolejna wizyta u fizjo i mam odpuścić maraton, bo więcej krzywdy z tego będzie aniżeli pożytku i frajdy z robienia wyniku… Po maratonie chciałem odpocząć i rozpocząć w listopadzie przygotowania do kolejnego tri sezonu. W tej sytuacji muszę całkowicie przeorganizować swoje plany. Można by powiedzieć w tej sytuacji że moje roztrenowanie trwa już od początku września. Podczas biegania i kręcenia na rowerze nadal odczuwam lekki ból ścięgna, do fizjo chodzę, roluje, rozciągam, wykonuje ćwiczenia.” Na moje pytanie czy było USG, które mogłoby stwierdzić przyczynę bólu (który nie przechodzi po 2 tygodniach) odpowiedź brzmiała: „NIE”.  No to musiałem posłużyć się metaforą. Wyobraźcie sobie, że samochód stanął Wam na środku drogi. Podjeżdża fachowiec, otwieracie maskę i… wszyscy stoicie patrząc się na silnik próbując „na oko” oszacować co się spieprzyło. Dopiero to namówiło padawana na USG. Czekam na ciąg dalszy

Scena 2.

Rozmawiam z moim Przyjacielem (przez duże P), który żali mi się, ze przez tydzień po niedzielnym treningu bolało go kolano i, ze musiał odpuścić treningi, ale że w końcu po tygodniu puściło. Pytam się, czy nie byłoby szybciej jakby mój Przyjaciel (przez duże P) w poniedziałek poszedł do fizjo, który by rozpoznał, rozmasował i w środę byłoby prawdopodobnie po sprawie. Usłyszałem: „czy ty nie mógłbyś się chociaż raz zamknąć? Ja wiedziałem jaka będzie Twoja odpowiedź, już w trakcie opowiadania tej historii”. Przyjaciel. W końcu mnie zna

NB Beacon. To model, w którym polecę maraton we Frankfurcie

Scena 3.

Tym razem mój kejs. Kończę wczorajsze 32km w stanie „dobry +”. Niestety odczuwam lekki ból w wierzchniej części stopy. Wracają wszystkie koszmary, z poprzednich okresów przygotowawczych do maratonu. W 2015 to właśnie stopa wyeliminowała mnie z maratonu w Krakowie, w kolejnych okresach przygotowawczych towarzyszył mi o nią strach. Szczególnie przez ostatnie 3 lata. Nie jest tragicznie, bo bolą mnie obydwie stopy, więc podejrzewam zmęczenie a nie kontuzję. Jednak mentalnie, idę tropem Przyjaciela (przez duże P), bo na tygodniowy wyjazd pakuję nowe buty podejrzewając, że może stare są sklepane. Ostatnim „rzutem rozsądku na taśmę” uświadamiam sobie, ze po drodze z Olsztyna do Oławy jest Wwa, a tam Dr. Łokieć. Wbijam się na 11. Tam Martyna uciska mi piszczelowy tak, że wywołuje tenże ból stopy. I już wiemy co jest grane. Potem Mateusz dokłada się jeszcze ze swoim „bum-gun” i wychodzę z gabinetu na „miękkich nogach”. Miejmy nadzieję, ze fizjo + dzisiejsze wolne od treningu temat zakończy. Choć do maratonu biegam tylko w nowych butach 😉

 

Jaka nauka z tego płynie? Po pierwsze nie panikować. Po drugie iść do fizjo. Po trzecie, jak nie przychodzi, szukać prawdziwej przyczyny bólu. W końcu dobrzy fizjo jest tak samo istotny jak dobry trener.

Pozdrawiam z drogi a Mateuszowi dziękuję za elastyczność kalendarzową!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *