brać czy nie brać… oto jest pytanie!
11 sierpnia 2017
rozgrzewka?
16 sierpnia 2017
Pokaż wszystkie

Pisze Padawan: „Ciśniemy smentoring do końca, bo tak czuje, że nasze dni są policzone i będę pewnie pisał jakieś podsumowanie jak będziesz chciał 🙂 Czytałem ciekawy tekst Matt Dixona, trenera tri na temat zmian
nawyków, które robią dużą robotę. Czyli np. jak słabo idzie Ci z treningami, bo ciągle nie możesz się
uporać z terminami, to wpisuje w plan treningowy zawodnikowi co sobotę czyszczenie roweru jako jednostkę treningową i po kilku tyg. pojawia się regularność w innych dziedzinach. A jak ktoś ma problem z jedzeniem to wpisuje, ze codziennie jednostka treningowa poza bieganiem, rowerem itd to dobrze zbilansowane śniadanie. Czyli wprowadzenie nowych nawyków.
I tak sobie myślę. Co mi tu poradzisz? U mnie nawyk to np. oglądanie wieczorem filmów i jedzenie czegoś tam, chrupanie itd. Bo jakoś kojarzy mi się z czymś fajnym. No głupie i w sumie jak to pisze to myślę, a
kurde może bym na trenażer wsiadł, no ale to nie kolarstwo i nie zawsze można, trzeba itd.
Ogólnie. Jak zmienić definicję sytuacji? Czyli jak definiuję sobie w głowie fajny czas rodziny to film i do tego pizza czy coś tam. To jak będąc w ciągu treningowym tak sobie to ułożyć, żeby rodzina miała ten
czas, a ja swój z nimi, ale na sportowych zasadach. No bo nie wierze, że jak Prezes je sernik to Cię częstuje. W to nie uwierzę 🙂 Cos jak pisałeś o treningu i zawodach, żeby zmienić definicje, że to
jak zawody. Tak mnie się skojarzyło.
Smentorze, daj znać”

Daję więc. Od ogółu do szczegółu.

Uwielbiam dyskutować o zmianach. Zarówno tych personalnych, jak też tych wielkich – strukturalnych. Wiem jak w Polsce ludzie na zmiany reagują (w większości są na nie), jak są wdrażane (wydaje się, że mail od szefa załatwi wszystko) i jakie są etapy przechodzenia przez zmianę. Mam w swoim portfolio (zarówno jako manager, jak i szkoleniowiec) pełno zmian udanych i nieudanych. Tych których byłem przedmiotem, obserwatorem jak i podmiotem. I jakby na to nie patrzeć zmiana to jest to co góra chce, aby środek zrobił dołowi. A dół się buntuje bo: albo nie wie po co, albo nie widzi sensu, albo nie wie jak będzie dana zmiana przeprowadzona. Tyle w kontekście zmian nam narzucanych. Zmiana nawyku to też trochę ten rodzaj zmiany. W tym jednak wypadku przynajmniej teoretycznie powinniśmy mieć już jakąś motywację do rozpoczęcia procesu. Bo widzimy to co J. Kotter w swojej książce: „Kiedy góra lodowa topnieje” nazywa rezultatem braku zmiany. U mnie takim bodźcem lat temu 13 były kilogramy. Paweł pisze o świadomości posiadania danego nawyku – czyli przynajmniej już wie, że coś nie halo. Teraz wystarczy… być konsekwentnym we wdrażaniu tej zmiany. Czasami pomogą w tym proste zabiegi, które odetną cię od nawyku. Na jednym ze szkoleń Regionalny Kierownik Sprzedaży poprosił mnie o pomysł na odcięcie swoich pracowników od facebookowania podczas jazdy samochodem. Nie jestem w tym wzorem do naśladowania ale połączyłem pomysł z zasadami BHP jakie obowiązują u nich w firmie. Jedną z nich jest to, że za siedzeniem kierowcy ani pasażera nie można nic przewozić. Zaproponowałem zasadę: telefon do teczki – teczka do bagażnika. Zasada jest – czy działa? Zależeć będzie to od konsekwencji wdrożenia. Drugi przykład. Na początku sezonu Tomek zaordynował ćwiczenia z gumą. Do pływania. Kilka razy w tygodniu. Czasami robię, czasami nie. Ale po obozie w Szklarskiej więcej robię niż nie. Dlaczego? Bo zobaczyłem jak zawodnicy Trinergy KAŻDY basen zaczynają od ćwiczeń z gumą. Po prostu są one częścią treningu basenowego. Czyli element czegoś większego a nie dodatek do treningu.

 

na zadowolonego nie wyglądam ale ćwiczę Trenerze! Cwiczę

 

Teraz do szczegółów. W swoim sMentorskim garażu zwanym też laboratorium MKON Research and Development pracuję nad tabletką na zmianę zachowań. Na razie doszedłem do formy czopka ale ponieważ nie ma chętnych na testy kliniczne to prace wstrzymuję. Nie wiem czy śmieszny, ale żart ten pokazuje, że nie ma magicznej formuły na zmianę nawyków. Jasne, z marketingowego punktu widzenia jako MKON powinienem wymyśleć po tych latach sMentorowania jakąś zasadę (prezentowaną najlepiej w postaci czteroliterowego akronimu) umożliwiającą zmianę nawyku: jem wieczorem przy filmie, w nawyk: wieczorem robię coś innego. Mógłby to być np. DICK (Działaj Intensywnie Codziennie i Konsekwentnie) albo DUPA (Dobrze Uzasadnij Potrzebę Aktywności). A jeśli udałoby mi się to połączyć ze słowej trajlon albo ironman to pewnie zarobiłbym miliard dolarów. Ale takie rzecz tylko u M. Grzesiaka. Albo w książkach: „Jak być pięknym i młodym dla opornych”. Świętą zasadą wyrugowania nawyku jest… konsekwencja w chęci jego wyrugowania tak, aby to nowe… też stało się nawykiem. Jasne, nie jest to łatwe. Jasne,  nie jest to proste. Ale zawsze, gdy  zaczynam tego typu rozmowy czy akcje, to pomagają mi w tym 4 rzeczy:

  1. Świadomość, że zachowanie „po nowemu” dla niektórych nie jest żadną zmianą. W książce: „The Tipping Point” Malcolm Gladwell opisuje czynniki, które przyspieszają proces zmiany. Jednym z nich jest spojrzenie na czynnik, który on nazywa MAIVENS – czyli przetłumaczone (luźno) jest to na adwokatów zmiany. Adwokaci to nie tylko autorzy zmiany. Ale to również ci, dla których wprowadzane działanie nie jest zmianą. Przykład: chcesz ODUCZYĆ się (nie wiem tylko po co) jeść słodycze. Czy są dookoła Ciebie osoby, które ich nie jedzą? Chcesz ODUCZYĆ się kupowania popcornu za każdym razem jak idziesz do kina? Idź z osobą, która chodziła do kina, kiedy jeszcze nie było popcornu – dla niej nie będzie to w ogóle punkt do dyskusji. Ja np. mam tak z nutellą. Jak byłem młody, to nutelli nie było. I mimo tego, że mogę, że mi smakuje, to jakoś nie wyobrażam sobie, aby była ona integralnym elementem mojego śniadania. Bo żyłem w czasach przed nutellą. Podawać dalej? Proszę bardzo: jeśli zaczynałeś trenować otoczony gadżetami to prawdopodobnie nie wyobrażasz sobie, że można wyjść na trening bez paska tętna. Zmusisz się do tego, ale będziesz czuł się niekomfortowo. Ale jeśli będziesz konsekwentny… to w pewnym momencie stanie się to nawykiem.
  2. I to jest druga rzecz. Practive makes perfect albo jak to mówią – prędzej czy później się oswoisz ze zmianą. Na TEDzie znajdziecie (można też wygooglować) śmieszny pod względem zawartości ale dość inspirujący filmik o nazwie „spróbuj czegoś nowego przez 30 dni”. Matt Cutts stawia tam tezę, że do niektórych zmian wystarczy konsekwentna 30 dniowa kuracja oduczająca, aby dana czynność stała się nawykiem. Ale uwaga codziennie, konsekwentnie, bez wymówek, bez dni dziecka etc. Przykładem niech będzie cukier. Zróbcie eksperyment i nie słódźcie herbaty przez 30 dni. Po tym czasie będzie miała naprawdę inny smak – czy lepszy – nie wiem. Ale na pewno zauważycie różnicę.
  3. I ten rezultat to trzecia rzecz we wprowadzaniu zmian. Bazujący na teorii Kubler – Ross schemat przechodzenia przez zmiany (zaprzeczanie – opór – eksperymentowanie – zaangażowanie) ostatnią fazę opisuje w sposób dość pejoratywny. Zaangażowanie to docenienie zmiany. Gówno prawda. Zaangażowanie to NAUCZENIE się życia „po nowemu”. Mając alternatywę do powrotu do „starego” część osób mówi: wróciłbym. Ale nie wraca, bo albo okoliczności przyrody się zmieniły – i de facto starego już nie ma, albo wysiłek powrotu do starego będzie taką samą zmianą i czasami jeszcze większym wysiłkiem. Jak prowadzę szkolenia z wdrażania zmian to podaję taki przykład. Forma budowlana. Kierownicy budów na szkoleniu, jak gadamy o zmianach mówią: najlepszy telefon komórkowy jaki miałem to NOKIA 3610i. Jak kałasznikow. Działała nawet gdy spadła w błoto, a jak trzeba było to i podwykonawca mógł nią oberwać. Wiec się ich pytam – dlaczego używacie tych srajfonów na które tak narzekacie, a) mając tak duży sentyment do starego b) mogą na allegro tę nokie kupić. Odpowiedź brzmi: może i tamta była lepsza ale nie miała tych funkcji, których się teraz od nas wymaga. Więc nie kochają zmiany, ale nauczyli się z nią żyć. Wczoraj podczas dyskusji Emil Wydarty zadał mi pytanie czy nie tęsknię za czasami, kiedy dzień rozpoczynało się od Guinessa a kończyło podliczaniem ile to półlitrowych kufelków się wciągnęło. Moja odpowiedź: nie, nie tęsknię.
  4. I to jest ta ostatnia ale chyba podstawowa rzecz. Nie dość, że nauczyłem się żyć po nowemu, czasami jest to trudne, ale chcę zostać Mistrzem Świata M50. Jest to tak zajebiście wielki motywator, że gotowym jestem zaakceptować zamianę kufla Guinessa na basen chlorowanej wody. Więc cel, który będzie PODSTAWĄ zmiany (wracamy do początku) będzie determinantem tego na ile w takiej koncepcji pola sił (siły wspierające i wstrzymujące) będą się równoważyły a może przeważające będą siły wspierające.

 

1 torcik wedlowski miesięcznie – nawyk, z którym nie mogę sobie poradzić 🙂 ale i nie chcę

 

Na koniec once for all. Prezes ZAWSZE dzieli się sernikiem (wprawdzie tylko z działaczami) a czas między sportem a rodziną nigdy nie będzie wystarczająco zbilansowany. Coraz częściej odnoszę takie wrażenie, że ten pozorny balans to trochę tak jak z pewną koncepcją wysokości płacy. Czyli utrzymywanie pracownika jeśli chodzi o jego satysfakcję na niskim poziomie zarobków ale w taki sposób aby jego niezadowolenie było przez niego akceptowalne. Czyli nie spowodowało wkurwu, że chce odejść.  Wprawny trajlonista (czy inny sportowiec) będzie kontrolował wkurw żony i czasami będzie nad a czasami pod powierzchnią 😉

Link do Matta Dixona https://purplepatchfitness.com/education/power-great-habits?utm_source=newsletter&utm_medium=email&utm_campaign=20170808newsletter

 

 

1 Komentarz

  1. Marcin napisał(a):

    „Podoba” mi się ostatni akapit. Bez koloryzowania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *