MKON – felietony darmowy e-book do ściągnięcia
21 maja 2017
Trening dnia/tygodnia/miesiąca (niepotrzebne skreślić)
31 maja 2017
Pokaż wszystkie

Na nieszczęście felieton wyprzedził życie. Ale od początku. W sobotę wyjechałem po raz pierwszy w tym sezonie na szosę swoim super Argonem. No i jak zwykle nie obyło się bez tradycyjnych „przygód z kierowcami. Po powrocie do domu popełniłem poniższy felieton. Żeby nie „przykryć” e-booka” zaplanowałem jego publikację na środę. Ale już w niedzielę zadzwonił do mnie Kamil i poinformował o swojej historii. Wprost jakby wziętej z mojego felietonu. Bądźmy ostrożni. Nie kozaczmy. Niestety auto zawsze wygra. I co z tego, że to nie będzie nasza wina…

Swego czasu opisałem zachowania spacerujących z psami wobec nas – biegaczy. Dzisiaj przyszedł czas na kierowców. Ale tych zarówno na czterech jak i na dwóch kółkach. Miłego czytania. Chcę zaznaczyć, że 99, no może 89%, z opisywanych tutaj przypadków dotyczy mnie osobiście.

Nauczyciel. Kierowca, zwykle auta osobowego, który po zdarzeniu (ogólnie nazwijmy interakcję między rowerzystą a samochodem) w ciągu najbliższych 2’ musi za wszelką cenę zwrócić ci uwagę. Zwykle robi to w formie passive albo active agressive. Forma passive to np. wyminięcie i gwałtowne przyhamowanie. Forma active to jechanie obok, opuszczenie szyby i puszczenie kilku wiązanek. Często nie zwracając uwagi na to, że drze się do ucha swojej pasażerki. Czasami proces wychowawczy jest odroczony. Nauczyciel potrafi wyprzedzić, zatrzymać się i przejść do rozmowy w języku migowym. Wtedy jednakże okazuje się, że duża fura + duże ego nie oznacza dużej odwagi. Szczególnie, gdy rowerzysta ma włączoną komórkę i nagrywa filmik ze zdarzenia. Nauczyciel może cię dodatkowo schłodzić, kiedy po wyprzedzeniu spryska cię dla twojego komfortu płynem do spryskiwaczy. Nauczyciel najlepiej zna przepisy drogowe i np. każe ci jeździć bus pasem, bo tam więcej miejsca.

Król szos. Zwykle kierowca busa albo tira. Królestwo zaznacza przy wyprzedzaniu, kiedy to  zapomina o obecności rowerzysty tuż po minięciu go kabiną, a co tam zrobi naczepa czy paka – to już nie jego sprawa. Na podjazdach,  nie mogąc swobodnie wyprzedzać, pogania intensywnym sygnałem dźwiękowym. Z podsłuchanych na CB rozmów nienawidzi „pedałów na marginesie” ale sumiennie ostrzega innych przed nimi. Dojeżdżając do świateł lub spowolnienia w ruchu koniecznie musi cię wyprzedzić, a potem jego „powoli, jak żółw ocieżale” dostojne cielsko rusza „z piskiem opon”. Zdaje sobie sprawę, że nie osadzi swojego rumaka w jednym momencie więc przewiduje zdarzenia (tir) ale ma też inklinację do pomylenia busa z samochodem osobowy. I wtedy z zachowaniem płynności jazdy już gorzej. Jeśli król jedzie busem to często towarzyszą mu kibicie, których wiezie w części osobowej. Ci z kolei potrafią umilić życie papieroskiem rzuconym pod koła, dobrym słowem, a nawet ogryzkiem.

W bliskim kontakcie. Kierowca ewidentnie szukający bliskości z rowerzystami. Czasami upatrzy sobie rowerzystów. Na czym polega ta bliskość. W wersji neutralnej zostawia po sobie powiew powietrza jadąc według niego w przepisowej odległości. W wersji neutralnej plus, poza powiewem zostawia również niesmak starając się wcisnąć na siłę między rowerzystę, a samochód jadący z naprzeciwka. W wersji neutralnej minus chcący bliskości rusza z zatoczki lub miejsca parkingowego tuż przed twoim nosem zostawiając miłosną (zapewne) chmurę spalin lub kurzu z piachu – no bo trzeba zaboksować. Inną opcją tej wersji jest miłośnik prawej strony. Ten zwykle wyjeżdżając z drogi podporządkowanej najpierw spojrzy w lewo, potem w prawo a jak upewni się, ze jesteś dostatecznie blisko, już nie patrząc ci w oczy -wyrusza. Jest niestety również wersja negatywna. Zwykle kończy się ona mniejszym (np. klepnięcie lusterkiem w dupę) albo większym (np. czołówka) kontaktem między rowerem a autem.

Ale, żeby nie było tak różowo, znam też kilka typów rowerzystów. Dla ułatwienia użyję tej samej nomenklatury.

Król szos lub „trenuję więc jestem”. Rowerzysta, który za nic ma zarówno przepisy drogowe jak i natężenie ruchu. W przypadku równoległej do drogi ścieżki rowerowej jedzie pasem ruchu – bo on przecież na treningu. Poza tym z kostki – a rower za 40 tysiąców. Król szos wymaga atencji i zrozumienia dla jego potrzeb. Jego prędkość jest prędkością maksymalną jaką można osiągnąć na danym odcinku drogi i każdy powinien jechać za nim. Co więcej. Król szos ze świateł zawsze staruje jako pierwszy, a prawo do skrętu w prawo ma nawet z lewego pasa. Znaki go nie obowiązują. W szczególności ten zakazujący wjazdy lub znaki nakazu. Każdy kierowca właśnie na niego powinien w pierwszej kolejności zwracać uwagę, a zasada ograniczonego zaufania mówi raczej o zaufaniu do rządu, a nie do innych uczestników ruchu.

Nauczyciel. Ten rowerzysta ma misję. Misję zwracania uwagi na swoją dyscyplinę, na swoje bezpieczeństwo, na siebie. Robi to zwykle poprzez interakcję z tylną szybą samochodu, którego kierowca popełnił jakieś przewinienie (wobec niego). Czasami nie ogranicza się do gestów – jest mistrzem w opisywaniu ruchem warg – jak ocenia umiejętności kierującego pojazdem. Nauczyciel nie mając za dużo szans dogonienia sprawcy musi zdecydować – gonić czy działać natychmiast. Czasami zrywa się więc, licząc na to, że w szaleńczym pędzie jego 40km/h vs. dozwolone 50km/km cokolwiek zdziała. Jeśli nie decyduje się na zryw, cierpliwie jedzie za sprawcą całkowicie będąc świadomym zbliżającego się postoju (światła, korek). Pukanie w szybę, zastawianie rowerem auta, jazda przed z minimalną prędkością. To najczęstsze, będące w portfolio, zagrywki. Akcje typu kopanie w drzwi, walenie z piąchy w dach lub uderzanie w lusterka, to już grubsza akcja.

Potrzebujący bliskości. Takich rowerzystów też znam. O jadącym tuż… przed wspomniałem powyżej. Teraz czas na takich, którzy wyprzedzają z prawej. I nie ma znaczenia czy to pas środkowy, lewy czy prawy. Bliskości od rowerzysty zaznać można również na światłach. Nie chce mu się wypiąć więc czepia się bagażnika, dachu, a czasami i lusterka – zwykle wprawiając w osłupienie kierowcę – czasami pytając o zgodę. No i klasyka bliskości. Dwóch rowerzystów 😉

Na zakończenie. Wiem, że jest to konflikt nierozwiązywalny. Ale  gdy jeżdżę w Szklarskiej, to trąbią na mnie tylko ci, którzy mają inną rejestrację niż lokalne.

6 Komentarze

  1. Wojtek napisał(a):

    Ja od kilku lat na szczęście nie miałem negatywnych interakcji z kierowcami jako rowerzysta. Jako kierowca na rowerzystów zwracam podwójną uwagę, bo większość jest przeświadczona że to przecież oni są najważniejsi ( szczególnie ci wpadający na przejścia dla pieszych z pełną prędkością na veturilo).
    Do rowerzystów dodałbym jeszcze bardzo dużą grupę, która na czerwonym świetle musi być na początku. Rozumiem, jak jest korek wszystko stoi to jechać ostrożnie między samochodami, ale nie kiedy stoją tam trzy samochody. 15m rowerzysty nie zbawi, a ułatwi sprawne ruszenie samochodom które nie będą musiały omijać rowerzysty na skrzyżowaniu.

  2. MaSta napisał(a):

    A tam pierdzielenie, bądźmy okejowi bo miłość rodzi miłość… JESTEM PRZECIW… Rowerzysta może i powinien jeździć agresywnie, jeśli nie potrafi powinien trzymać się ścieżek rowerowych… Podsumowując: SRZERZMY ANARCHIĘ! oto film instruktarzowy: https://www.youtube.com/watch?v=RGlZrK9WYpo

    * Kto nie widział pełnego metrażu niech się postara, bo naprawdę warto!

    😀

  3. WojtekNT napisał(a):

    Ja moge tylko dodać do tematu kierowców którzy chcą nauczać poprzez kontakt boczny z autem:( Niestety tym razem na własnej skórze…

    http://www.nowy-tomysl.policja.gov.pl/w15/aktualnosci/186448,Dwojka-rowerzystow-w-szpitalu.html

    Początek sezonu po zimowym przygotowaniu spędzamy z Kolega na maratonie po zabiegach i wizytach u lekarzy :-(((

  4. Sebastian napisał(a):

    Felieton trafiony dosłownie. Majówka Karpacz – nie udało mi się wyjechać z miasta na trening. Kierowca zajechał mi drogę i się zatrzymał. Teraz operacja zamiast pierwszego startu w triathlonie. Nie wygramy z samochdami a może raczej z kierowcami którzy nie myślą i nie mają empatii. Omijaj dziury w nawierzchni i wariatów na drodze. Czekam na felieton ze zwycięskich zawodów na Hawajach😆