MKON na bieżni – piekło zamarza :)
21 stycznia 2017
przesuwanie treningów
27 stycznia 2017
Pokaż wszystkie

Czym różni się biegacz zimą od rowerzysty latem? Niczym. I jednego i drugiego niektórzy kierowcy mają w głębokim poważaniu. Akcja 1,5m dla rowerzysty ma już swoją historię i odbiła się naprawdę szerokim echem. Widziałem naklejki, stroje (prawda Blacha?), znaki drogowe – nawet na autobusach! Wiadomo – im więcej miejsca tym bezpieczniej.

16251121_761761420641854_637874902_o

czarne kusi!

Ostatnie 3 dni odwilż, więc można spróbować pocisnąć na dworze. A jak w planie treningowym dość szybkie bieganie na dystansie 20+ to już w ogóle bieżnia mechaniczna mnie nie nęci. Tym bardziej, że gdzieniegdzie widać czarny asfalt. Poza tym słoneczko – no nie chce się siedzieć w 4 ścianach. I jak co roku zaczyna się walka o ten czarny pasek na jezdni. Mieszkam poza Olsztynem, nie mam chodników – więc normalne jest dla mnie, że jak wybiegam to trzymając się lewej krawędzi jezdni cisnę „pod prąd”. Tak mnie uczono za młodego i jak rozumiem nic się w tym temacie nie zmieniło. I jak jezdnia jest na maksa odśnieżona – nie ma problemu – nawet w trakcie mijanki dwóch aut. Problem zaczyna się jak są koleiny i dwa samochody chcą się minąć. Tj. problem zaczyna się dla mnie nie dla aut. Bo za każdym razem:

a) muszę mieć oczy dookoła głowy i jak tylko widzę nadjeżdżający z naprzeciwka samochód to od razu spoglądam do tyłu czy nie będzie mijanki akurat na mojej wysokości

b) spoglądam na lewo – czy jest gdzie w razie czego uciec

c) nawet jak nic z tyłu nie jedzie to i tak uważnie przyglądam się manewrom nadjeżdżającego auta. Czasami przelot nad koleiną ze śniegu wcale nie jest bezpieczny.

Bo czasami niestety nie zmieścimy się wszyscy na jednej szerokości jezdni. Tak jak w przypadku jazdy rowerem – wiem, że bardziej rozsądek niż „prawo” powinien być po mojej stronie – więc jak na poboczu nie ma masakry – to zbiegam. Czasami jednak ten krok w bok może się skończyć niezłym rittbergerem – co w sytuacji samochodu nawet jadącego 40km/h (he, he) daje niezły skok tętna… zarówno mojego jak i… kierowcy. 

Zwykle (na szczęście) kierowcy zachowują się tak jak większość dzisiaj napotkanych – po prostu jak widzą, że mijanka z innym samochodem i mną od strony pasażera jest niebezpieczna – zatrzymują się. Wczoraj miałem wprawdzie scysję z Panią z czerwonego busa, która okrzyczała mnie: „dlaczego Pan nie uciekał w pole – przecież widział Pan, ze się nie zmieszczę – samochód jechał z naprzeciwka”. Na moje pytanie: a jeśli ja byłby zepsutym autem i jechałoby coś z naprzeciwka to dalej by Pani cisnęła – czy się zatrzymała? No tutaj kontrargumentu nie było.

Na koniec zeszłego roku gazetka gminna UG Dywity rozpisywała się nad moimi osiągnięciami a ja apelowałem do kierowców o ostrożność i bezpieczną odległość od nich względem takiego idioty co to na dupie usiedzieć nie może. Poza wczorajszą przygodą na razie (tfu, tfu) przynosi to skutek. Oby tak dalej. Pozdrowienia dla kierowców których dzisiaj mijałem w miejscowościach Gady, Gradki i Tuławki – i dzięki za dzisiejszą jazdę! Piątka!

16244570_761761557308507_860148033_o

jak ktoś mnie mija szerokim łukiem – zawsze dziękuję!!!!!

3 Komentarze

  1. Boguś napisał(a):

    Mam to samo przy mijaniu mnie samochodów, z tymże ja często trenujępo20-tej, więc mam jeszcze włączone „migacze” :-). Poza tym zima się niedługo skończy (jeszcze tak ze dwa miesiące ;-))

  2. Przemo napisał(a):

    ja bym się zatrzymał i Cie podwiózł nawet kawałek 😉