metoda 6 kroków
życiówka na chomiczówce
Pokaż wszystkie

Rok 2020 to rok powrotu do tri. Może jeszcze nie na 100% i nie na serio, ale coś już tam się będę ścigał. Cel to życiówka na dystansie IRONMAN. Tę mam w Roth i dzięki sponsorowi jakim jest New Balance Poland znowu tam jadę. Mając w perspektywie cel życia jakim jest mistrzostwo świata M50, rok 2021 to kwalifikacja. Tak więc kolejne miesiące bez triathlonu mogłyby zrobić zbyt dużą „dziurę” w triathlonowym życiorysie. Praktycznie nie trenowałem tri od sierpnia 2018 r. Po Gdyni (gdzie zakwalifikowałem się na MŚ w NICEA) był tylko maraton i bieganie. Ale ostatnie 4 tygodnie skłoniły mnie do kilku przemyśleń/wniosków, którymi chciałbym się z Państwem podzielić.

Tych treningów jest od cholery… ☺

Od maratonu we Frankfurcie miałem zadanie trenować każdą z dyscyplin 3x w tygodniu. Bez zegarka, bez celu, bez akcentów. Prawdziwy trening miał się zacząć na początku/w połowie grudnia. Zapowiedziany przez Tomka set, czyli 3 pływania, 3 rowery, 3 biegania nie działał jakoś strasznie na moją wyobraźnię. W końcu to tylko 9 treningów. Jednak po pierwszym tygodniu w niedzielę, mając w pamięci tygodnie biegowe (kiedy to poniedziałek zawsze był wolny),) z przerażeniem zauważyłem, że następnego dnia nie ma wolnego, a są aż dwa treningi 😉 Do tego dochodzą 2-3 sesje siłowe i robi się z tego (już na początku) 12-14h. Sporo w porównaniu do samego biegania.

na szczęście nie odzwyczaiłem się od trenażera. Co więcej, ciągle lubię!

Treningi trwają tyle, co 2,5 odcinka Wiedźmina 😉

– Kiedy skończysz rower?

 – Za 2,5h.

– Aha, to ja w tym czasie (i leci lista rzeczy, które w trakcie raptem JEDNEJ sesji treningowej załatwi żona).

To jest rzecz, do której na razie najtrudniej jest mi się wdrożyć. Choć pewnie tak, jak przyzwyczajamy się do wszystkiego, ja również przyzwyczaję się do czasu trwania treningów rowerowych. Te bowiem trwają najdłużej. A, że ten proces już trwa, to już czuję. Najpierw była to 1h, potem 90’, teraz 2,5h wchodzi jak złoto – nawet bez specjalnego nastawiania się, ba! – nawet bez cierpienia. Wiem, prawdziwa robota dopiero przede mną. W końcu pojawią się treningi, które będą trwały 3,4,5h. Finalnie trenuję przecież do IM. A z tym związana jest konieczność powtórnego wjeżdżenia się w pozycję czasową. Tuż na początku planu treningowego zfitowałem się w Wertykalu. Ustawienia za bardzo się nie różniły. Jednak wytrzymywanie w pozycji czasowej (nie uznaję trenowania na trenażerze na rowerze szosowym) wymagało pewnej cierpliwości. Po prostu trzeba się przyzwyczaić.

Jeść się chce na/po rowerze

Utrzymuję cukierdetox. Ale tak, jak jeszcze nie tak dawno temu zastanawiałem się, jak to będzie ze słodkimi napojami w trakcie roweru, to teraz już wiem. Nie dam bez nich rady. Na razie 2,5h (takie mam najdłuższe) treningi daję radę zrdalizować tylko na iso i bananie/kanapce. Jeszcze nie włączam batonów, ani żeli (bo nie mam też treningów akcentowych). Ale już czuję podskórnie, że bez tego nie da rady. To za długo trwa. Szczególnie na trenażerze, gdzie jednak „wytop energii” jest nieporównywalnie większy niż na zewnątrz (też jeżdżę). Pierwsze 2 tygodnie to niejako odtwarzanie strategii żywieniowych. Powrót do nawyku: co 20’ łyk iso. Jak pojawią się akcenty (lub docelowo większa moc), to po tym łyku będzie też 1.3 batonu Enervit. To ma przećwiczone i wiem, że dobrze działa. Kolejną rzeczą, jaką różni tri od biegania (szczególnie po rowerze) jest studnia jedzeniowa. Czasami mam tak, że schodzę z roweru i zamiast się rolować lecę do lodówki. Takie mam parcie na żarcie;) Na szczęście waga ciągle mnie zadowala. Już zrzuciłem te dodatkowe 2 kg, które złapałem w trakcie roztrenowania.

Jakoś dziwnie się biega

W ostatnich 10 dniach napisałem do Tomka: „nareszcie pobiegłem jak przed maratonem”. Nie biegam dużo (3 treningi, maks. 60 km/tydzień). Ale pierwsze „biegania” w tygodniach z rowerem były jakieś kuriozalne. Tak, jakbym zapomniał jak to się w ogóle robi. A nie robiłem jeszcze żadnej zakładki. Poranny rower, popołudniowe bieganie – to była masakra! Zarówno pod względem tempa jak i techniki biegu. Jak jakiś połamany kulas. Na szczęście ostatnio chyba pamięć mięśniowa wróciła. Właściwie to przejście BIKE/RUN już jest łatwiejsze do zarządzenia. A, że nie biegałem żadnych akcentów, to jestem ciekaw w jaki sposób rozpocznę sezon startowy (już w tę niedzielę Chomiczówka). Interesuje mnie również na ile pływanie i rower upośledziło formę biegową, bo że tak się stało, to wiadomo już dzisiaj. Dwie poprzednie Chomiczówki biegałem jednak tylko z treningu biegowego. 2018 – 52’18 i 2019 – 52’03. Będę bardzo zadowolony, jeśli w tę niedzielę pobiegnę w okolicach 52’30 (czyli po 3:30/km). Jeszcze niedawno tyle to maraton leciałem 😉

Pakowanie w delegacje

Skończyły się dobre czasy, gdzie wszystkie ciuchy do trenowania, rękawy do masaży oraz odżywki – wszystko to pakowałem w jeden plecak. Teraz do tego dochodzi trenażer, rower i set pływacki. Czyli do hotelu idę wprawdzie na raz, ale obładowany jak wielbłąd. Pojawia się logistyka pokoju hotelowego (żeby nikomu nie przeszkadzać), wstawanie rano (spróbujcie komfortowo zrobić 2,5h przed szkoleniem, które rozpoczyna się o 9 rano), no i szukanie miejsc, gdzie mógłbym „po drodze” zrobić trening. Na szczęście jest zima, więc przynajmniej jedzenie zostawiam w samochodzie, bo mimo, że w ciągu dnia raczej ciepło, to nocami ciągle jak w lodówce.

  1. Ambicja, bo idzie mi słabo, więc mam chęć ☺

Zastanawiałem się, jak mi będzie to wszystko szło. Na ile będę miał rzeczywiście chęć wrócić do triathlonu, a treningi będą sprawiały mi przyjemność. Po tych 4 tygodniach mogę powiedzieć to, co mówię sobie zwykle w trakcie wymagającego startu: „idzie ciężko, ale stabilnie”. Na pewno zajmuje mi to więcej czasu. Na pewno przez to mam go mniej na inne rzeczy. Ale powoli się wdrażam i przyzwyczajam. A ponieważ w dwóch dyscyplinach (pływanie i rower) idzie mi słabo, to ambicjonalnie bardzo mnie ciągnie, aby się poprawiać. I to mi sprawia radość. Każdy szybciej przepłynięty odcinek to powód do dumy. Podobnie z watami na rowerze albo z odczuwalnością trwania treningu. W końcu (mam nadzieję) wrócę do tych „starych” cyferek. No, bo w końcu skąd ta życiówka ma się wziąć?

jeśli w 2022 mam dostać taką blaszkę tylko z liczbą 45, i też za darmo - czas wracać do roboty ;)

 

6 Komentarze

  1. MaciejB pisze:

    Takich tekstów nie można czytać, jak ma się zaplanowany piątkowy wytop na kanapie 😉

    • mkon pisze:

      a na tej kanapie to w jakim tętnie? 😉

  2. Bartek pisze:

    taka intensywność ze względu na tak długą przerwę czy taki trening już forever? PROs by się nie powstydził😀

    • mkon pisze:

      czy na forever to nie wiem. po prostu robię co pisze coach 😉

  3. JANO75 pisze:

    No i świetny czas 51.13! Dużo lepiej niż zakładałeś. Brawo i gratulacje 😀

    • mkon pisze:

      rzeczywiście. aż sam się nie spodziewałem