Sońka, jesteś GOŚCIÓWA!
4 marca 2017
this is smentoring pełną gębą
9 marca 2017
Pokaż wszystkie

Jak było w Wiązownie (która pięknie podsumowuje luty) możecie posłuchać tutaj: podkast SWIMBIKERUN ale zanim o końcu lutego w marcu to najpierw od początku.

Projekt MKONa2017 ma za zadanie zobaczyć na jakim jestem etapie w drodze po wymyślone Mistrzostwo Świata w M-50 w roku 2022. A 2017 jest raptem pięć lat wcześniej dlatego jadę TAM powiedzieć: „sprawdzam”. Udało mi się namówić kilku „wariatów” na zakładzik, czy w ramach tego sprawdzania uda mi się stanąć na podium w kategorii wiekowej więc jedziemy z kolejnym raportem.

Luty był kolejnym miesiącem intensywnej pracy biegowej przygotowującej mnie do celu pośredniego w ramach MKONa2017 jakim jest maraton w Hamburgu. Stąd w planie treningowym przede wszystkim bieganie. A potem… bieganie i jeszcze raz bieganie. Kowalski.coach twierdzi, że jeśli nastawiamy się na życiówkę w Hamburgu to trzeba poświęcić rower i pływanie – się odrobi do października. Tak więc biegałem. Ale nie o kilometry tutaj chodzi a o powrót do przeszłości. Ostatni raz tak szybko biegałem w… II klasie liceum. Wprawdzie wtedy biegałem w takich prędkościach a potem szedłem na dyskotekę – teraz co najwyżej idę spać i to ok. 21 –  ale i tak daje mi to dużo satysfakcji. W swoich poprzednich wpisach wspominałem o łamaniu kolejnych barier w myśleniu o swoim limicie. Jest to na pewno męczące i straszne (bo serio boję się niektórych treningów) ale jednocześnie bardzo mobilizujące i dające radochę z tego, że można. Bo ciągle się nie daję!

oczywiście nie wiem co znaczą te kreseczki po prawej ale po lewej widać wyraźnie co dominuje obecnie w moim treningu

Z ciekawszych rzeczy i obserwacji jakimi chciałbym się z Państwem podzielić to na pewno dość ciekawe podejście treningowe jakie Tomek zastosował wobec mnie w lutym. Tj. dużo i szybko. Dla porównania tylko: trening który zakończył mikrocykl obciążeń jaki wykonałem w ostatnim tygodniu lutego (2*10km p. 2′) był takim samym akcentem (chociaż ukończonym na większej świeżości) jak w zeszłym roku na 2 tygodnie przed ORLEN maraton. A do startu jeszcze 7 tygodni (jeśli dobrze liczę). A co składało się na taki mikrocykl? Otóż stopniowe przyzwyczajanie bańki do zarówno prędkości „maratońskiej” jak też oswajanie dystansu. Przykład: styczniowy start w Chomiczówce to 15km. Potem poszedł trening 8*2km w podobnym tempie, następnie tydzień po tygodniu 16km ciągiem, potem 2*10 a w Wiązownej (mimo, że miało być szybciej ale mogliście posłuchać wyżej) wyszedł piękny 21 km BC2 w średniej podobnej do maratońskiej. Co dzięki temu zyskuję? Otóż za każdym razem jak widzę handicup z poprzedniego treningu lub zawodów to naprawdę działa to uspokajająco na głowę. Tydzień temu dałeś radę? To czemu teraz masz nie dać? Oczywiście kluczem jest odpowiednie przygotowanie się przed, bo właściwie każdy trening sobotni lub niedzielny traktuję jak zawody. Wolę latać to w soboty bo wtedy możemy z Prezesem i Spółką zrobić porządną saune wieczorem – ale nie zawsze się tak udaje. Tym bardziej, ze start docelowy w niedzielę a i zalecenie było aby akcenty robić w okolicach godziny startu.

Do biegów ciągłych dochodzi wzrastające obciążenie kilometrowe więc zaraz na drugi dzień po głównym akcencie biegam wybieganie, którego dystans również narastał. Zaczynałem od 24km a w zeszłą niedzielę skończyłem na 32. I to w tempie bynajmniej nie spacerowym. Kolejne zalecenie Tomka to traktowanie tego wybiegania jako element dociążania ścięgień i mięśni i unikanie biegania po lesie. Asfalt, asfalt, asfalt no i biegam to nawet na wahadle – głównie chcąc zadbać o to, żeby nogi „swoje dostały”. Ostatnim przykładem ciekawej jednostki jest bieganie 2 razy dziennie. Rano 8 lub 10km dość szybko ale nie jest to jeszcze BC2 a po południu ten sam dystans ale np. z siłą biegową lub rytmami na koniec lub w trakcie. Do tego dochodzi zabawa biegowa w środę i mamy pełen obraz. O tej zabawie na razie nie wspominam bo chcę ją sobie zostawić na oddzielny wpis. Powiem tylko tyle: nie zdawałem sobie sprawy, ze niewinnie wyglądająca drabinka może spowodował tyle spustoszenia 😉

Ostatni tydzień lutego pokazał mi jednak wyraźnie, że aby start był startem a nie tylko kolejnym treningiem MUSZĘ mieć trochę więcej luzu. Poprzednia sobota w pałę, w niedzielę 32km, w środę zabawa, którą kończę nieprzytomny (Jacek Nowakowski świadkiem) i zabrakło 2-3 dni wyluzowania aby w Wiązownie było szybciej. Nie było ale w zeszłym było i się potem zesrało. Więc nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem ale cisnąć dalej. 

Z uwagi na dość mocne obciążenia staram się naprawdę mocno dbać zarówno o regenerację (wizyty u Daniela na masaż co najmniej 2 razy w tygodniu) jak też o żarełko (żona nie może już patrzeć na steki). Odżywki z Enervit – czyli BCAA, R2, galaretki PRE i na treningach tylko – koncentraty płyną już szeroką strugą. Podobnie jak w zesżłym roku po każdym treningu (maks 10′ po) wchłaniam koktajl owocowy z domieszką korzenia MAKA. Dość ortodoksyjnie pilnuję się, żeby dzień wolny był wolnym a nie z odrabianym pływaniem. Trochę brakuje mi roweru ale mam nadzieję, że siła biegowa ale i ćwiczenia siłowe stacjonalne zrekompensują ten brak.

To tyle Szanowni Państwo.

Jeszcze raz dziękuję za bycie ze mną i kibicowanie. 

Przypominam, ze w projekcie MKONa2017 mocno wspierają mnie (bo cię ze mną założyli o „piątaka”): Triathlon ENERGY, SAE Jacka Nowakowskiego, ARTNEO oraz NEW BALANCE POLSKA.

Moich stałych sponsorów czyli Wertykal, Enervit Polska oraz House of Skills wymieniam z miłości 😉

11 Komentarze

  1. eqador napisał(a):

    hahaha- cały on i te jego galaretki….

  2. k.p.k napisał(a):

    mnie to by chyba szlak trafił gdybym przebiegła półmaraton w dobrym czasie i dostała w ramach uznania dyplom. Zupełnie jak za komuny…

  3. Jakub Masiuk napisał(a):

    Ostro. U mnie podobnie dużo biegania, ostrego biegania, jak dla mnie, za to mało basenu i rowerowania. Mam nadzieję, że to przyniesie oczekiwane rezultaty. Trzymam kciuki za Hamburg, w sumie to już nie długo 🙂

    • mkon napisał(a):

      ale zaraz, jaki dyplom? Do dyplomu dostałem dwie siaty nagród 😉

  4. Patryk napisał(a):

    sMentorze, zastanawia mnie fakt dlaczego nie wliczacie TSS osiągniętych przez stacjonarny trening siłowy? Piszesz o nim że jest, więc jakieś zmęczenie powoduje?

  5. Michał napisał(a):

    Marcin przed treningami gdzie wiem że będzie zapierdziel, bez ściemy powiem że się boje. Ten strach przeszkadza mi aby się rozluźnić i dobrze wykonać zadanie. Jak sobie radzisz ze strachem jeśli takowy odczuwasz? Drugie pytanie czy wykonujesz ćwiczenia na siłowni dla wzmocnienia mięśni w naszym wieku podobno to już „konieczny”.
    Trzymam kciuki abyś miał tylko zdrowie i bez kontuzji.

    • mkon napisał(a):

      Michał, nie mam komfortu trenowania na siłowni bo szkolę w różnych miejscach i muszę sobie jakoś radzić. To prawda, ze w „naszym” wieku trzeba dokładać coraz więcej ćwiczeń siłowych. Na robię przede wszystkim przysiady (z różnym obciążeniem – w domu z kettlem w hotelu ze zdrzewką wody albo krzesłem), core, ćwiczenia na mięśnie pośladkowe i na dwójki (wchodzenia na stopnie) i to zarówno wzmacniające łydkę jak i hamstringi. No i gumy jako ćwiczenia uzupełniające pływanie. Jak radzę sobie ze strachem – po prostu wychodzę. Nie ma innej opcji.