MKON na żywo
29 października 2017
walka ze stresem przed zawodami
5 listopada 2017
Pokaż wszystkie

żona archiwizuje. przynajmniej wnuki będą miały co czytać 😉

Jeśli dwa tygodnie, które minęły od powrotu z Hawajów miałbym nazwać nieprzyjemnymi, to bym skłamał. Były fajne dla ego. Mega spoko. MKON tu, MKON tam, w opór zdjęć i wywiadów. Ale… dobrze, że już się to kończy. Nigdy wcześniej tego nie przerabiałem, więc ciężko było mi sobie wyrobić opinię, ale teraz już wiem: jeżdżenie od jednego redaktora do drugiego i ciągłe gadanie o tym samym, to męcząca robota. Robiłem to dla marki (można zebrać więcej kasy na dzieciaki!), dla Prezesa, dla Klubu, ale uwierzcie, że nakładanie ciągle tego samego uśmiechu na gębę i udawanie, że rozmawiam z triathlonowym ekspertem też wymaga wysiłku. Szczególnie, że nie wszyscy dziennikarze byli tak dobrze przygotowani, jak kolega Gapiński, który przy naszym pierwszym spotkaniu nie dość, że potrafił w tym samym czasie jeść, pytać i nagrywać, to jeszcze zagadywał mnie o takie rzeczy, że ja sam już o nich dawno zapomniałem. Część zadawała niestety banalne pytania, widać było, że nie poświęcili dwudziestu minut, żeby przygotować się do rozmowy. Smutne, bo to trochę pokazuje brak szacunku do odpytywanego i jego czasu, którego jak wiecie nie mam za wiele. W związku z tym na razie koniec MKONa w radio, gazetach i TV. Spoko było, ale na szczęście się skończyło. Wolę jednak trenowanie, niż brylowanie w mediach. Na deser mam dla was ranking hitowych pytań dziennikarzy:

Panie Marcinie, ile będzie Pan miał lat w kategorii M50?

Panie Marcinie, a czy oprócz trenowania jeszcze Pan gdzieś biega (np. do autobusu)?

Panie Marcinie, a co to jest ten mkon w ogóle?

I na koniec: jeśli właśnie włączyło Wam się myślenie – no odjebało gościowi – co za bufon, to chciałbym podzielić się historią, która ustawiła moje życie. Otóż prowadząc pierwsze w życiu szkolenie dla managerów (a szkolenie w ogóle to kolejne) dostałem od jednego z uczestników pytanie: „a skąd Pan to wie?” Mogłem tradycyjnie (wtedy) zamotać odpowiedź tak, aby uczestnik nie zorientował się, że ze świeżo przeczytanej książki. Klasyką było przecież odwracanie pytania w stylu: a jak Państwo sądzicie? hehehe. Na szczęście coś mnie oświeciło, przyznałem się i uświadomiłem sobie, że jeśli chcę prowadzić szkolenia z leadershipu, to chcąc być wiarygodnym muszę iść do biznesu i samemu doświadczyć tego, co to jest kierowanie zespołem. Od tamtej pory, jak to mówią moi byli pracownicy – wszystkie błędy, jakie na nich popełniłem, nazywam swoim doświadczeniem.

Więc jeśli konsekwencją będzie absencja w szeroko rozumianym publicity, to trudno. Może lepiej rozmawiać z jednym Kamilem, Łukaszem, Beatą Brokowską czy innymi ale dobrze przygotowanymi, a nie żeby tylko być widocznym i pieprzyć trzy po trzy. Bo jak słyszałem: „czytelnicy tego nie zrozumieją”.

3 Komentarze

  1. Andrzej napisał(a):

    No i bardzo słusznie 🙂 Mimo wszystko Marcin ciekawe czy będzie potrafił teraz oszacować jak bardzo Twoje zwycięstwo i całe zamieszanie wokół tego pomogło Twoim inicjatywom (Nidzickiemu Funduszowi). Czy faktycznie to się przełożyło na lepsze efekty zbiórki itp.

  2. KARINAC napisał(a):

    A mi by było wstyd robić w koło siebie tyle gównoszumu , żebrać o lajki na facebooku, o obuwie w firmach biegowych etc.Prawdziwy mistrz jest skromny i rzeczywiście jest mistrzem -przykład D.Pieterczyka.Natomiast mistrz świata z dziewiątej dychy ze stratą półtorej godziny do zwycięzcy…
    Cóż -liczba postów pod tym artykułem chyba nie wymaga komentarza.

    • mkon napisał(a):

      oooo widzę, że pojawia się znany mi wcześniej styl…. Szkoda, ze znowu anonimowo.