MKON na bieżni – piekło zamarza :)

negocjacje z głową
16 stycznia 2017
może się zmieszczę…
23 stycznia 2017
Pokaż wszystkie

Mówią, że tylko krowa nie zmienia poglądów. Ja za taką się nie uważam więc w dzisiejszym felietonie chciałbym przyznać się do… wygody. Może to przychodzi z wiekiem, może staję się coraz bardziej leniwy a może w końcu dochodzę do wniosku, że nie ma co się kopać z koniem. Ale łapię się na tym, że jak jest opcja zrobić coś łatwiej i… przyjemniej dla komfortu samego trenowania to robię to – nawet jeśli kiedyś nie przyszłoby mi to do głowy.

bieznia

 

Dlaczego? Myślę, że z wygody. Ale i z komfortu psychicznego. Pamiętam jak kiedyś napisałem pełen żaru tekst na Akademii Triathlonu o treści mniej więcej takiej: „trenowanie w zimie jest super bo walczysz nie tylko z sobą ale i z innymi przeciwnościami (warunki atmosferyczne, drogowe etc.)”. To trochę jak ROCKY na Syberii przed walką z Iwanem w bodajże 3 części tego blockbustera. I przypomniałem sobie to stojąc przed lustrem na siłowni podczas kolejnego (tak, tak – kolejnego) treningu jaki robiłem na bieżni mechanicznej. Na dworze -8; lód, właściwie zero czystego asfaltu. Owszem, mam buty z kolcami i gdyby nie one to każde wybieganie wyglądałoby jak jazda figurowa na lodzie. Ale jak mam pobiegać coś jakościowego to… jakoś nie chce mi się nakładać na siebie dodatkowego homonta. Trening sam w sobie ma być trudny więc po jaką cholerę kombinować jeszcze z tym gdzie biegać, czy będzie ślisko (jak jest lód to i kolce nie pomogą) oraz czy Państwo kierowcy będą mieli na tyle umiejętności, żeby zapanować nie tylko nad autem ale jeszcze nad moim bezpieczeństwem. Dlatego wybieram wariant bezpieczniejszy i stabilniejszy. Na pewno nudniejszy, trudniejszy (nie znalazłem jeszcze sposobu na dobrą wentylację na siłowni) oraz również logistycznie wymagający. No bo gdzie na siłowni pluć i smarkać? Jest jeszcze kwestia zgrania się z rytmem bieżni. Po jakimś czasie poznaję już czas rozpędzania się taśmy do prędkości docelowej, wiem jak ogarnąć temat schłodzenia w takim tempie jak chcę, a nawet umiem zarządzać brakiem wyłączania się bieżni w trakcie danego odcinka (bo minęło ileś tam czasu). To ciągle jest nudne jak flaki z olejem, ale tak jak na trenażerze – pomagają filmy. No i bardzo pomaga lustro. Nigdy jeszcze tak nie panowałem nad pracą rąk, jak podczas tych ostatnich kilku treningów na bieżni. Maciek Żywek twierdzi, że można też popracować nad techniką stawiania stóp, ale akurat na to nie zwracałem uwagi. Prawdą jest, że szczególnie przy prędkościach 18km/+ wyzwaniem jest też zarządzanie przestrzenią taśmy. Ale tutaj i tak jest lepiej niż przy endless pool. Jak przy wylocie przeciwprądu jest trochę lżej, tutaj taśma cała leci tą samą prędkością. I wprawdzie można lekko zwolnić na kilku krokach i przesunąć się do tyłu na taśmie – da to subiektywne poczucie zmniejszenia tempa – ale za chwilę trzeba wracać, bo inaczej się spadnie J.

MKON na bieżni – świat się kończy – piekło zamarza –– jak to napisał jeden z obserwujących profil s.mentor na Instagramie. No cóż – czasami jak się nie da inaczej – trzeba „pogodzić się” ze swoimi poglądami i po prostu zrobić swoje. Bo najważniejsze to zrobić trening, a w jakich okolicznościach przyrody to już zupełnie inna sprawa.

To co, next level to wyjazd w ciepłe? Pożyjemy – zobaczymy!

5 Komentarze

  1. Artur Pupka napisał(a):

    Dobre:) Mam podobne wrazenia. Nie ta jakosc i nie to tempo ale wrazenia , i czynniki sklaniajace do takiego treningu te same. Trudno mi zebrac sie na trening po pracy wieczorem po oblodzonych i nieoswoetlonych sciezkach lub lasku wokol mojej wsi. Wiec czesto pozostaje bieznia. Mam lustro i zawsze dzieki temu pilnuje techniki, ktorej mi bardzo brakuje:) No i nalepiej toleruje na biezni treningi jakosciowe i …4km do TriKoresp:)))

  2. ŁW napisał(a):

    4tej czesci, a nie 3ciej – Rocky’ego to Ty szanuj 🙂
    Wiem, bo ostatnio na trenażerze machnąłem pierwsze 4 części.

  3. tośka napisał(a):

    Niech mi ktoś wytłumaczy, dlaczego podczas biegania faceci plują i smarkają? 5 lat się uczyłam o fizjologii i zdrowiu człowieka i nigdzie nie znalazłam wzmianki o takim nadmiarze płynów, a pfuj! Nigdy jeszcze nie „oberwałam” ale bywało blisko 😉

  4. Andrzej Kozlowski napisał(a):

    Zawsze bylem i jestem wielkim adwokatem biezni . Wspaniala zabawka do jakosciowych treningow , ktora nie zwolni na kilometrowkach i przyspieszy dokladnie tyle ile chcemy na biegach progresywnych .
    Trzeba jednak wiedziec , ze bieganie na biezni(duzo) moze powodowac pobolewanie achillesow i dolnych czesci lydek .

  5. Potal napisał(a):

    @toska, facet i babka różnią się wprawdzie nieznacznie, ale plują i smarkają tak samo jak się pocą 🙂 Tylko kobity, jako inteligentniejsze nie plują mimochodem bezmyślnie tylko robią to dyskretnie 🙂