przed Brodnicą…
20 czerwca 2015
IRON-DZIADKI-WAR
22 czerwca 2015
Pokaż wszystkie

tyle zabrakło mi do życiówki. Czy żałuję? Tak. W końcu to był najważniejszy start tej części sezonu. Miałem zobaczyć jak jest po roku na tej samej trasie. Czy jestem zadowolony ze startu: tak ale w walce trenerskiej na razie stary trener prowadzi ciągle 1:0. Co mi ten start dał? Primo – walczę do końca. Już na rowerze, kiedy prędkość nie była taka jak zakładałem (a waty były) zastanawiałem się nad realnością złamania 4h09. Schodząc na bieg wiedziałem, ze nie odrobię do Roberta Karasia tych 6′ z pływania. Swoją drogą wielkie brawa Robert! Trasa biegowa – szczególnie TAM dawała w kość. Grzesiek – poinformowany w ostatniej chwili o wycofaniu pozwolenia na zeszłoroczną trasę robił co mógł więc wyszło jak wyszło. Po prostu nie mam nogi w tym roku. Wiem więc, że II część sezonu to praca nad bieganiem. Ale odszedłem za daleko od primo. No więc liczyłem te minuty dodając 32 (bo tyle wyliczyłem – jeśli wystartowaliśmy równo o 9) bo tyle zajęło mi pływanie do wskoczenia na rower (płynąłem bez zegarka). Liczyłem i liczyłem i na 5km doliczyłem się, ze nic z tego nie będzie. Nie wygram, nie zrobię życiówki więc po cholerę się upodlić… Ale biegnąc BACK 🙂 już dawało radę po zaplanowane 3:45 więc nadzieja się pojawiła. Po 10km postanowiłem – walczę. Najwyżej się nie uda i skończę jak w Roth. W końcu z tego mam największy fun w tym sporcie. Ostatnie 2km były bardzo ciężkie (a jak ja mówię bardzo to uwierzcie – bardzo) i bałem się, że na mecie jak padnę to skończę w karetceNie z czasów ale z przełamywania swoich słabości na trasie. Sekundo: wiem po ile pojadę rower w każdej kolejnej połówce. Po trzecie: mój super areo bidon dał radę jeszcze lepiej jak poziome karbony za 400 zł. Pewnie dlatego, że z Enervitu 🙂 A tak serio to ponieważ jestem super specem technicznym to juz pozbyłem się wygranego bagażnika dachowego na rower bo jak się znam za cholerę bym nie umiał go zainstalować…

Dziękuję wolontariuszom. Jeden był na tyle uczynny, ze biegł za mną, żeby dać mi butelkę z piciem, której nie udało mi się podkraść ze stolika. Szacunek wielki. Dziękuję oczywiście za doping wszystkim. Tych, którym nie odmachiwałem przepraszam – ale dzisiaj nie było siły.

Co do imprezy – trzyma poziom. Dwa minusy: za mało TOI TOI oraz za dużo samochodów na trasie (pozdrowienia dla Pana Proboszcza ze Zbiczna chyba). Poza tym wracam za rok (jeśli nie będzie konkurencji w datach z Karkonoszmanem hehe).

No i zaliczyłem spotkanie z mentoringowym Marcinem – nareszcie! Swoją drogą koszulka Trinergy i bufka #niemaniemoge – połączenie idealne!

20150621_141830      20150621_161833

 

1 Komentarz

  1. kolaska napisał(a):

    Ile złomu trzeba uzbierać i żelaza zjeść aby stać się IM…