M. Gladwell “Jak rozmawiać z nieznajomymi” – recenzja

MOVE6 by bardomed, recenzja sprzętu
Łyżwiarski #cukierdetox
Pokaż wszystkie

 

Kiedy Pani Magdalena Kluska zwróciła się do mnie w imieniu Wydawnictwa Znak Literanova z prośbą, abym jeszcze przed premierą (12 lutego) przeczytał i zrecenzował na MKONie nowa książka Malcolma Gladwella pomyślałem: „pomyłka”. Co ma MKON do Gladwella? Ale, a i owszem – Konieczny ma sporo – czytałem wszystkie jego książki i bardzo cenię go jako autora. Zainspirowane „The Tipping Point” Ken Blanchard Companies i Ben Shapiro zrobiłi genialną symulację komputerową o wprowadzaniu zmian w organizacjach (korzystam i kocham). „Błysk”, mimo, że koncept tam opisany jest ostatnimi czasy mocno krytykowany, uważam za jedną z najbardziej inspirujących pozycji, jakie przeczytałem w swoim życiu. Ale MKON? Profil przecież i nadal sportowy.

Pani Magdalena rekomendowała książkę w następujący sposób: Z książki dowiemy się m.in.: Jak to możliwe, że brytyjski premier Chamberlain uznał Hitlera za osobę godną zaufania? Czy można winić serial Przyjaciele za to, że mylimy się w ocenie drugiego człowieka? Jakim cudem Fidel Castro robił z CIA durnia przez całe pokolenie? Sprawa Amandy Knox, oszustwa Berniego Madoffa, samobójstwo Sylvii Plath – to tylko niektóre z fascynujących opowieści, jakie w swojej nowej książce serwuje Malcolm Gladwell. Autor zabiera nas w niezwykłą wyprawę w świat wielkiej historii, głośnych wydarzeń medialnych i najnowszych osiągnięć psychologii, aby pokazać, co idzie nie tak, gdy spotykamy się z nieznajomymi. Czemu tak często rozmowy z nimi kończą się niepowodzeniem lub konfliktem? Co tak naprawdę powinniśmy wiedzieć o ludziach, o których nic nie wiemy? Jak rozmawiać z nieznajomymi to najlepszy poradnik na nasze trudne czasy. Jak rozmawiać z nieznajomymi, to pełna fascynujących opowieści wyprawa w świat wielkiej historii, medialnych wydarzeń i najnowszych osiągnięć psychologii.

I na końcu maila: zależy nam, by poznać Pana opinię po przeczytaniu Jak rozmawiać z nieznajomymi. Czy jeżeli książka się Panu spodoba, możliwa byłaby rekomendacja tego tytułu w mediach społecznościowych?

I zanim wyrażę swoje zdanie, chciałbym w tym miejscu przeprosić wszystkich swoich nauczycieli języka polskiego. Szczególnie Panią Profesor Franciszkę Chryciuk z LO I im. Adama Mickiewicza, która cierpiała katusze czytając moje wypracowania. Przyznaję, szczególnym obrzydzeniem darzyłem recenzje książek i filmów. A tu proszę… Wydawnictwo zaprasza 😉

Nie jestem zawodowym recenzentem (jak np. p. Nogaś). Błędy językowe, stylistyczne i interpunkcyjne w felietonach poprawia mi Ania P, ale recenzję książki Gladwella napiszę, bo autora lubię i cenię. Ostatnimi czasy algorytm YT podesłał mi kilka jego wystąpień i zawsze mówi coś ciekawego.

Zabrałem się do książki z wielkim entuzjazmem, który niestety gasł z każdym kolejnym rozdziałem. Tak, mimo że p. Magdalena podpytuje: „czy jeśli książka się Panu spodoba, możliwa byłaby rekomendacja…”, to napiszę o niej wprost. Uważam tę książkę za najsłabszą z tych, które przeczytałem tego autora. Ale zanim przestaniecie czytać recenzję i wykasujecie link do księgarni internetowej, dajcie mi chwilę. Czy warto ją przeczytać? Warto. Jednak nie spodziewałbym się poradnika, o którym pisze p. Magdalena w zapowiedzi. Raczej kupę (jak to u Gladwella) ciekawostek, które (niektóre luźno, niektóre ściślej) ilustrują zawarte w książce tezy.

Zacznę od wrażenia ogólnego. Nie wiem czy kiedykolwiek uczestniczyliście w imprezie, podczas której przy stole/ognisku/na sali znajduje się gaduła, który zabawia towarzystwo bardzo urokliwymi i ciekawymi historyjkami. I, mimo że wszystkie są ciekawe, interesujące, i przykuwają uwagę, to na koniec, zastanawiacie się: ale o co chodzi?

Dygresja. Kiedyś, podsumowując nową (wtedy) płytę Coldplay, Marek Niedźwiedzki powiedział: tytuł piosenki „I do not know which way am I going” doskonale oddaje poziom tej płyty. Podobnie miałem tutaj. Czytałem bardzo ciekawe historie, opowieści, przykłady, i z trudnością łapałem związek z tytułem, tezą rozdziału, czy między samymi rozdziałami. Przez trzysta osiemdziesiąt stron czekałem na podsumowanie, które jak krowie na rowie powie mi (w końcu to poradnik): MKON – w tej sprawie to tak, a w tej sprawie to tak. I… się nie doczekałem.

Ilustracją tego zagmatwania niech będzie wątek jednej z opowieści. Jesteśmy w nim najpierw na kampusie uniwersyteckim (dokładnie na trawniku), następnie w dżungli, w sądzie, na wykładzie z socjologii, potem w laboratorium, gdzie badają wpływ alkoholu na organizm, stamtąd trafiamy do ciała migdałowego, móżdżka, płatów czołowych. To wszystko trwa kilkanaście stron. Kilkanaście stron ilustrujących ciekawą historię (a właściwie jak w patchworku – historie), którą można zilustrować cytatem: „Płynąca stąd lekcja jest tak naprawdę bardzo prosta. Jeśli chcemy, żeby ludzie byli sobą podczas kontaktów towarzyskich z nieznajomymi – żeby uczciwie i jasno reprezentowali swoje pragnienia – nie mogą być pijani na umór”. YYYY, Serio?

 

Nie chciałbym w tej recenzji za bardzo zagłębiać się w treść książki. Nie dałoby rady. Opisane historie (od „Przyjaciół” przez skandal w CIA, tortury na więźniach Al Kaidy, skandal pedofilski, badania antropologiczne, eksperymenty psychologiczne etc) w „Jak rozmawiać z nieznajomymi..” mają swoją genialną wartość reporterską. Owszem są dalekie od Polski, bo kto słyszał o rozpoczynającej książkę historii samobójstwa ciemnoskórej Sandry Bland. Tę wartość reporterską widać również w przypisach – tak jakby panu Gladwellowi było mało. Danych jest dużo, a jak dla mnie za dużo. Do tego wszystkiego wątków jest tyle, że sam łapałem się na tym, że powoli traciłem związek myślowy między opowieścią a wnioskiem, który ma zilustrować.

 

Uwaga dygresja! Jestem fanem podcastu SCEPTOID. Właśnie ukazał się kolejny odcinek – wywiad, podczas którego autorzy też nawiązują do tej książki.

 

„Michael Shermer with Hugo Mercier — Not Born Yesterday: The Science of Who We Trust and What We Believe”. Jednym z tematów tam poruszanych jest teza z książki. Dlaczego „Teoria prawdy domyślnej” jest mylna.

 

Dokładnie tak jak myśl przewodnia „SCEPTIOD”, ja również włączyłem sceptyczne czytanie. I chyba za bardzo zawierzyłem zapowiedzi o tym, że jest to poradnik, czyli sam wkroczyłem obiema półkulami w prawdę domyślną 😉 Stąd niektóre wątki mi nie pasowały i pojawiło się dojmujące poczucie rozczarowania.

 

„Jeśli mogę w tej książce przekonać was do jednej rzeczy, niech będzie nią to: nieznajomych wcale nie jest łatwo ocenić”, pisze Gladwell. Mnie akurat do tego przekonywać nie trzeba. Pochodzę w końcu z kraju, gdzie diagnoza społeczna pokazuje, że poziom zaufania do innych mamy najniższy w Europie. Czy w takim razie Teoria Prawdy Domyślnej w Polsce nie funkcjonuje? Funkcjonuje i ma się dobrze. Niestety w książce nie znalazłem „poradnikowych” sugestii jak z nią walczyć.

 

Podobnie z wątkami  „transparentności” i „sprzęgania”.  Pierwszy, to temat bardzo mi bliski, bo przecież szkolę z wystąpień publicznych, gdzie odczytywanie sygnałów podprogowych, intuicja, świadome czy nieświadome zachowania i/lub mimika są nam wszystkim znane i interpretowane. Jak pisze Gladwell, ma to mocne i słabe strony. I chociaż uważam, że ciekawiej pisał o tym w „Błysku”, to świadomość, iż sędzia oceniający podsądnych „trafia” w 54% (czyli prawie tyle, co albo wyjdzie albo nie) jest przerażająca. Warto zagłębić się w wątek dotyczący „FACS” (analizie mimiki) i poszukać związku między kontaktem z nieznajomymi a kodowaniem kulturowym naszego wyrazy twarzy. Wiedzieliście, że to, co w naszym kręgu kulturowym oznacza gniew, gdzie indziej może być odebrane jako zupełnie coś innego?! Warto również wziąć sobie do serca historię Amandy Knox, która przesiedziała w więzieniu kilka lat, ponieważ jako bliska osoby zamordowanej, nie zachowywała się zgodnie ze schematem… co wzbudziło podejrzenia śledczych.

Część o „sprzęganiu” jest dla mnie najbardziej pogmatwana. Niektórych parareli nie kapuję w ogóle. W koncepcji „sprzęgania” zakładamy, że zachowanie nieznajomego jest ściśle związane z miejscem i kontekstem.

 

Sprzężenie w podjęciu próby samobójczej za pomocą skoku z Golden Gate – tak. Pozostała część rozdziału o samobójstwach, ich rodzajach, sposobach – nuda. Zresztą, niektóre tezy wydają mi się mocno naciągane. Koncentracja prostytutek na jednym z obszarów w mieście jako ilustracja sprzężenia? Słaba. Jeśli jedzie się do Amsterdamu i odwiedza się Dzielnicę Czerwonych Latarni to wiadomo, że tam prostytutki będą. Zakładam, że najpierw były prostytutki, a dopiero potem czerwone latarnie, a nie odwrotnie. To trochę tak, jakby szukać uzasadnienia dla tezy, że nagle w danej dzielnicy jest dużo masarzy. Jeśli są tam budynki masarni, to gdzie ci masarze mają być? W dzielnicy cukierni?

Podsumowanie. Jak pochwaliłem się przyjacielowi, że dostałem tę propozycję, to odpisał mi tak: „Gladwell – czyli beletrystyka w sumie”. I trochę tak jest. Czytałem tę książkę ze zrozumieniem. Szukałem w niej treści poradnikowych. Nie doszukałem się. Jest za to w niej cała MASA inspiracji oraz ciekawych historii, które warto poznać. Polecam kupić, przeczytać i wyrobić sobie swoją opinię. Czy uczy mnie ona jak rozmawiać z nieznajomymi? Niestety nie. Ale jestem przestrzeżony ostatnim zdaniem: „Ponieważ nie wiemy, jak rozmawiać z nieznajomymi, co robimy, kiedy w kontaktach z nimi coś pójdzie nie tak? Obwiniamy nieznajomego”

I jeszcze słowo na koniec. W jednym z rozdziałów o prawdzie domyślnej autor ilustruje eksperyment (nie chodzi mi o Milgrama), gdzie ufamy nieznajomej osobie, która namawia nas do niecnego czynu. Wyłączamy wartości, krytyczne myślenie. Asystent naukowca powiedział – działamy! Może moja krytyczna, bądź co bądź, opinia bierze się właśnie z tej prawdy domyślnej. Jak wspomniałem wyżej, w końcu Wydawnictwo Naukowe napisało do mnie: czytać będzie Pan poradnik… I bezkrytycznie im uwierzyłem ☺ I czy to nie jest najlepsza ilustracja prawdziwości tezy stawianej przez autora?

Comments are closed.