wynalazki, wynalazki
4 września 2016
smentoring się kończy, smentoring się zaczyna
8 września 2016
Pokaż wszystkie
Rozmowa dwóch tri amatorów: MKON, nie jesteś już zmęczony sezonem? No jak, przecież dopiero start A przede mną. A ty Maciek? No ja już tak. Ale nie startami, nie treningami ale tą pieprzoną logistyką. A, to ja też 🙂
Taką otóż rozmowę toczyłem dzisiaj z Maćkiem D. Ja w Wwie na sali szkoleniowej – on w drodze do Olsztyna. Ja dzisiaj dzień wolny on odrabia treningi weekendowe. Zadzwonił zapytać, gdzie może zrobić 2,5h roweru (dojedzie na ok. 16.30) bo resztę treningu będzie dokręcał na trenażerze (bo ciemno). Ja z kolei dzisiaj wyjeżdżający do roboty rano uświadomiłem sobie, że dla osób dobijających jeszcze sezon zaczyna się właśnie bardzo słaba pora. Rano o 5 jeszcze ciemno – po 19 już ciemno. A tu jeszcze 14 dni orki. A kilometrów do przejechania od cholery. Warszawa – Poznań – Warszawa – Olsztyn. Wiem, wiem – mam to od 10 lat ale Maciek tak mnie natchnął do… no właśnie, pożalenia się? Nie chyba nie – w końcu robię to co lubię. Ale czasami trzeba tyle srok ciągnąć za ogon a rzeczywistość nie pomaga. Mógłbym np. wczoraj przyjechać do Wwy wieczorem ale po 14h treningu (suma sobota+ niedziela) pewnie zasnąłbym za kierownicą. Dzisiaj np. już negocjowałem z liderem jednego z projektów możliwość zaczęcia szkolenia o 10 w poniedziałek bo wiem, że w niedzielę wieczorem na pewno nie dojadę do Poznania (musiałbym skończyć II trening o 5 – czyli zacząć o 12) więc pewnie zatrzymam się gdzieś po drodze na kimę… Kombinuję też jak włożyć 2 treningi w czwartek bo czelendż Cośki i Mikuska o 18 a ja za cholerę nie dojadę autem z miejsca szkolenia na 17 żeby zrobić BC2. Więc pewnie trzeba będzie zamienić rower i bieganie miejscami. I tak jak Maciek mówi – czasami naprawdę ma się już wyrzyg od tego kombinowania właśnie. O robieniu sobie żarcia już zapomniałem bo zgodnie z zasadą obcinamy co można to poszło pierwsze. Tj. jadę na koktajlach owocowych z płatkami owsianymi a w tzw. czasie dostępnym żonka smaży mi steka za stekiem a Kasia wyciska buraki. Teamwork! Szkoda tylko, ze nie mam kierowcy bo jakoś muszę jeszcze rower podrzucić do Krzyśka z Profesjonalny Serwis Rowerowy przed Barceloną ale patrząc na warszawskie korki nawet nie wyobrażam sobie popołudniowej podróży na tamtą stronę Wisły.  🙂 
Ale jak to mówi Prezes wszystkich Prezesów – się ogarnie! I w Barcelonie będzie ogień. Jeszcze nie wiadomo z czego ale będzie. Musi być!
 
 
076

skończyły się przyjemne jazdy „po szkoleniu”. zima idzie Panie!

3 Komentarze

  1. ŁW napisał(a):

    Szacun za silna wole…
    BTW – bedzie w tym roku triathlon korespondencyjny?

  2. Artur Pupka napisał(a):

    Marcin, Maciej, to faktycznie trudne. Jak czasami pomysle, ze mam nastepnego dnia zrobic dwa treningi lub jakis jeden dluzszy i ciezki po calym dniu pracy czyli poznym wieczorem to tez mam dosyc… Jeden dzien to bym jeszcze nie dramatyzowal ale tak samo w kolejne…:) No i logistyka sie klania. Jak wcisnac pomiedzy szpital, uniwerek i gabinet za miastem? Gdzie zrobic? Gdzie sie wykapac!? Czy zdaze? Czy nie zapomne garnituru i butow na Rade Wydzialu (bo w sportowych bedzie raczej slabo…)?! Czy nie bedzie korkow, wypadku na autostradzie, czy omine korek do mojej wioski szutrowa droga i nie przebije opony?!?! Trening rano jest niemozliwy do wykonania bo do pracy wstaje juz po 5. Ale dzien wczesniej musze spakowac rower i pozostale graty bo mam np. rower w grupie:) Sie zrobi:) Musi. Mistrzem swiata nie bede, Cicheckiego nie dogonie (chyba…). Mam swoja prace, ktora lubie, zycie (cale szczescie, ze „polowka” tez trenuje to sano), a triathlon to „tylko” pasja. Ale ta pasja jest warta mszy:) I dzieki niej poznalem takich niesamowitych ludzi jak wlasnie Ty, Maciek i wielu innych. I poznaje dalej:) Trwaj przygodo!!!