cukiereczka?
24 września 2019
Za dużo grzybów w barszczu
11 października 2019
Pokaż wszystkie

Prowadziłem wczoraj prezentację o rozwoju osobistym (ze szczególnym uwzględnieniem roli trenera/coacha/managera) i dostałem z Sali pytanie: „Jak zmuszam się do treningów?”.

kiedyś jeszcze motywacją i nagrodą był sernik... Ale walczę ;)

Przy okazji padawanka, szykująca się do jesiennego maratonu, pyta mnie: „Jak wytrzymać jeszcze miesiąc treningów, jakich sztuczek wobec siebie używać?”. Będąc na szkoleniu z design thinking, próbuje prototypować zamiast najpierw porządnie skończyć etap empatyzacji.

Inny Padawan pisze o potrzebie mobilizowania się do treningów:

„Widze, że mam trudność z wejściem w trudne jednostki treningowe. Plan zazwyczaj mam na cały tydzień już w niedziele wieczorem, oczekuje go zawsze z niecierpliwością żeby zaplanować szczególnie poniedziałek, ale przeglądam oczywiście cały tydzień. Wybiegania, Podbiegi, rytmy, zabawy biegowe nie robią wielkiego wrażenia, ale jak widzę hasło „bieg ciągły” załóżmy 12km (po 3km rozgrzewki) w jakimś trudnym dla mnie tempie, to już  od niedzieli się boje i kombinuje. Przychodzi dzień treningu, przekładam go z godziny na godzinę, kombinuje, a jak już wychodzę to często od samego początku mam wątpliwość czy dam radę😕 niby wiem, że trening czasami musi boleć, ale kombinuje jakby ten ból ominąć 😂 chciałbym postępu i wiem ile daje mi satysfakcji jak go osiągam, ale ciężko mi czasem takie jednostki treningowe dokończyć”

Na wszystkie powyższe dociekania chciałbym odpowiedzieć na dwóch poziomach. Poziom ogólny obejmie dotknięcie tego, czym jest „zmuszanie się”. Idźmy tropem padawanki, która chce prototypować swoje podejście do jesiennego maratonu. W mojej ocenie popełnia fundamentalny błąd pomijając empatyzację. Empatyzacja w design thinking polega na tym, aby wejść w skórę użytkownika zanim zaczniemy wymyślać. Po co? Aby zrozumieć jego potrzeby i problemy, rozpoznać ukryte i intuicyjne czynniki, które mają wpływ na dane wybory i zachowania. Czyli de facto wracamy do starego i dobrze znanego PO CO to robię. Po jaką cholerę mi ten jesienny maraton. Jak ten konkretny trening ma się do niego? Ale cel to dopiero połowa drogi. Jest taki koncept w zarządzaniu zespołami, który nazywa się modelem PERFORM. Przedstawia on 7 kluczowych cech jakie powinien posiadać zespół, aby uznać go za zespół idealny. Pierwsza (Purpose and Values) mówi nie tylko o konieczności świadomości (znajomości celu), ale również o utożsamianiu się z nim, a w konsekwencji posiadaniu i życiu (!) stosownie z wartościami, które ten cel wspierają. Myślę, że z silnym „po co” i świadomości „jestem przekonany, że to ma sens” zmuszanie się nie będzie występowało.

Zaprezentuję to na alternatywnym przykładzie. Jeden z uczestników pyta mnie: „po którym km pojawiają się u Pana endorfiny, bo słyszałem, ze im więcej ktoś biega tym później się pojawiają”. Pomijam prawdziwość lub fałsz tej tezy, ale odpowiedziałem na to pytanie w kompletnie inny sposób. U mnie endorfiny pojawiają się PRZED bieganiem. Widząc jaki mam trening, jak jest on ważny, a czasami po prostu trudny, na kilka godzin przed, przebieram nogami, nie mogąc się go doczekać. W samochodzie nie potrzebuję puszczać sobie muzyki, aby się do niego zmobilizować. Raczej nie mogę się doczekać, kiedy skończy się rozgrzewka. Gdybyśmy rozłożyli to na czynniki pierwsze, to na pewno nie jest to efekt spożycia ani kawy, ani kreski, ani redbulla. Stawiam na wyzwanie (trudność), sens i poczucie satysfakcji, które gdzieś tam na horyzoncie.

Poziom techniczny pytania padawana opiszę za pomocą trzech kluczowych dla mnie elementów technicznych pracy ze swoim strachem (przed treningiem – wyzwaniem), ponieważ miałem tak samo. Jak dostawałem od Tomka (jeszcze w zeszłym roku) bardzo trudny trening, to srałem po nogach. Nie spałem, bo się po prostu bałem.

Pomogły mi w tym 3 rzeczy.

  1. bottom line – trochę taki punkt startowy – odniesienie. Ono bierze się z dużej ilości startów kontrolnych (tak je nazwijmy) zwanych również kamieniami milowymi. Ta bottom line pozwala mi ustalić punkt odniesienia do potencjalnej trudności – wysiłku. Przykład. Jeśli podczas zawodów w Suszu na 10km potrafiłem przebiec pierwsze 4km (z 10) w tempie 3:20/km, to myślę o nich przy treningu 5x2km po 3:20-3:15. I tak się przekonuję – tam potrafiłem jeszcze wytrzymać 6km, a tutaj będę miał przerwę 2:30. I to raczej nie jest kwestia luzu, ale daje jakąś perspektywę.
  2. Duża ilość takich treningów.
    Jeśli nie masz w planie sporej ilości treningów wymagających (głównie po to, aby oswoić się z prędkością/wysiłkiem/wyzwaniem), to każdy taki trening będzie stresogenny. Ale stresogenny w sensie paraliżujący, a nie mobilizujący. Po to właśnie biega się w tempie startowym. A im tego biegania więcej, tym lepiej.
  3. Dla mnie taki trening to zawsze zawody.

Serio. Szykuję się do nich dokładnie tak jak do zawodów. Tomek wie, kiedy taki trening powinien być w kalendarz (raczej nie w dniu, kiedy mam do przejechania 1000km i jedno z najtrudniejszych szkoleń). Wstaję odpowiednio wcześnie, jem i mobilizuję się tak jak do startu. Na mnie działa.

 

4 Komentarze

  1. Marcin pisze:

    Bottom Line działa naprawdę dobrze dla głowy 🙂
    U mnie przed ciężkim treningiem dochodzi jeszcze ciekawość, czy dam radę. Np tydzień temu zrobiłem 6×1000 a teraz mam 6×1200 tym samym tempem. Ostatnio było ciężko ale poszło i dalem radę. A teraz, dam rade? Przesunąłem formę wyżej? Tak samo z 10km ciagłego a 2 tyg później 12km tym samym tempem. Do dychy wiem jak boli i czego się spodziewać, a te dodatkowe dwa?
    Nie ma strachu (no może lekki), jest raczej podekscytowanie i ciekawość czy uciagne. Trochę się to łączy z twoim bottom line i dużą ilością takich treningów.

  2. Michał pisze:

    …. takiego tekstu mi właśnie dziś brakowało. Panowie z siwą brodą często mają strach aby przekroczyć 4.30/km (tak tak, nie śmiać się) a co tu mówić o 3.20/km. Bez względu jaką prędkością biegamy najpierw trzeba złapać STRESA+STRACZEK za RYJA

    …… dziś wieczorem robie pierwszy krok 😉 ( nie do toalety)

    Marcinie bardzo dziękuje, spokojnego dnia życze

  3. Krzysztof pisze:

    Patent „taki trening to zawsze zawody” przemawia do mnie chyba najbardziej.

  4. nazwa pisze:

    śmigam na pierdykalu i jestem łynocelebryta około pięcdziesiątki….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *